Spektakl Opowieść zimowa Pameli Leończyk i Darii Sobik, przygotowany przez Teatr Powszechny w Warszawie, nie oferuje łatwego katharsis ani prostych odpowiedzi. To opowieść o tym, czy współczesny teatr psychologiczny potrafi jeszcze mówić prawdę o relacjach zbudowanych na zranieniu, egoizmie i milczeniu.
W najnowszej inscenizacji Opowieści zimowej reżyserka Pamela Leończyk i dramaturżka Daria Sobik konstruują bezlitosne studium rozpadu rodzinnych więzi. Klasyczny dramat Shakespeare’a zostaje tu przefiltrowany przez język współczesnej terapii i psychodramy, w której nie chodzi o uzdrowienie, lecz o odsłonięcie ran i utraconych możliwości.
Gabinet terapeutyczny nie służy tu leczeniu. Jest raczej lustrem, które zniekształca, uwypukla, czasem obnaża. Relacje rodzinne nie dają się zrekonstruować — są rozmyte, pełne przemilczeń, spóźnionych gestów i słów, które już niczego nie naprawiają. Nie chodzi o drogę do pojednania, ale o konfrontację, która jeszcze bardziej pogłębia dystans.
W adaptacji Sobik nie odnajdujemy klasycznego łuku dramaturgicznego, który prowadzi do odkupienia. Zamiast tego dostajemy strukturę opartą na dryfie emocjonalnym, w którym nie da się już odróżnić winy od lęku, a pragnienie bliskości miesza się z potrzebą dominacji. Leontes to figura narcystycznego mężczyzny, który nie umie zapanować nad sobą ani zaakceptować porażki. Hermiona – kobieta, która milczy długo, ale kiedy już mówi, jej chłód rani bardziej niż gniew. Perdita – córka, która nie została wysłuchana, a której obecność uruchamia niewygodną prawdę o emocjonalnym dziedzictwie.
Leończyk reżyseruje ten dramat z dystansem i emocjonalną precyzją. Używa zabiegów wyobcowania – groteskowych przerysowań, pracy z kamerą, makietą, projekcjami – po to, by kontrastować je z momentami nagiej, trudnej do zniesienia autentyczności. Te środki stają się wehikułem pamięci, ale też iluzji: pokazują, co mogło być, gdyby bohaterowie potrafili być ze sobą naprawdę.
Grzegorz Artman tworzy Leontesa niejednoznacznego – jego charyzma uwodzi, ale też zaskakuje brutalnością. To mężczyzna przekonany o swojej krzywdzie, który nie rozumie, że krzywdzi innych. Karolina Adamczyk jako Hermiona celowo unika sentymentalizmu. Jej postać to kobieta zraniona, ale nie złamana – kontrolująca siebie i swój język z lodowatą precyzją, nie po to, by się obronić, lecz by przetrwać.
Anna Ilczuk w roli Perdity przełamuje mit dziecka jako symbolu nadziei. Jej bohaterka przychodzi z bilansem emocjonalnych strat – nie po miłość, ale po rozliczenie. To głos tych, których nikt nie słuchał, a których milczenie kształtuje relacje równie mocno jak przemoc.
Spektakl nie daje złudzeń. Zamiast próbować zasklepiać rany, pokazuje ich głębokość. Leończyk i Sobik nie proponują emocjonalnego oczyszczenia, lecz stan rozpadu wpisany w kulturę narcystycznego „ja” – w której każdy pragnie zrozumienia, ale nikt nie potrafi przeprosić z autentycznym żalem.
Opowieść zimowa w tej wersji to nie przypowieść o zazdrości, ale o niemożności bycia razem. O rodzicach, którzy nie potrafili kochać, i dzieciach, które płacą za ich lęki. O tym, że nawet jeśli serce w lodowej kostce zaczyna się topić, może już nie mieć komu dać ciepła.
absolwent Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Słupsku oraz Studia Wokalno-Aktorskiego Danuty Baduszkowej przy Teatrze Muzycznym w Gdyni. Współpracował z wieloma teatrami w Polsce, m.in. Teatrem Polskim w Bydgoszczy. Ma na swoim koncie ponad 60 ról teatralnych. Od roku 2001 zajmuje się krytyką teatralną.