Slide
previous arrow
next arrow
Cyganeria bez wstydu i bez przymusu - Teatr dla Wszystkich

Cyganeria bez wstydu i bez przymusu

Na afiszu

Cyganeria bez wstydu i bez przymusu

Między zbiorowym entuzjazmem a indywidualnym doświadczeniem. O „Cyganerii” w Teatrze Wielkim w Warszawie i Mimi Aleksandry Kurzak – zaśpiewanej perfekcyjnie, choć niekoniecznie poruszającej.

Opublikowano: 2026-01-26
fot. Krzysztof Bieliński/TW-ON

Między zbiorowym entuzjazmem a indywidualnym doświadczeniem. O „Cyganerii” w Teatrze Wielkim w Warszawie i Mimi Aleksandry Kurzak – zaśpiewanej perfekcyjnie, choć niekoniecznie poruszającej.

Aleksandra Kurzak pisze o „Cyganerii” jak dziś pisze się rzadko: w obronie publiczności.*¹ W obronie wzruszenia, które nie potrzebuje intelektualnego alibi, i entuzjazmu, który nie musi być podejrzany tylko dlatego, że jest masowy. Przypomina historię dziewiętnastowiecznej krytyki, jej nieufność wobec powodzenia „La Bohème”, i stawia tezę prostą, ale niewygodną: może krytycy boją się najbardziej tego, że publiczność ma rację.

To piękna myśl. I trudno się z nią nie zgodzić. A jednak, siedząc przedwczoraj w Teatrze Wielkim w Warszawie, oglądając „La Bohème”, miałem poczucie, że ta opowieść o racji publiczności nie wyczerpuje całego doświadczenia.

Rola Mimi została zaśpiewana bardzo dobrze. Technicznie – bez zarzutu. Głos prowadzony pewnie, fraza logiczna, muzyka Pucciniego oddychająca we właściwych miejscach. Było w tym wykonaniu wszystko, czego można oczekiwać od dojrzałej, świadomej artystki. A jednak nie było tego jednego elementu, który w „Cyganerii” bywa decydujący: poczucia intymnego spotkania.

Nie chodzi o to, że Mimi nie wzruszała. Publiczność reagowała entuzjastycznie, owacje były natychmiastowe i szczere. Chodzi raczej o coś subtelniejszego: o moment, w którym perfekcja techniczna nie przechodzi w emocjonalne ryzyko. Mimi była pięknie zaśpiewana, ale pozostawała figurą – nie zdarzeniem. Postacią, a nie doświadczeniem.

I tu pojawia się zasadniczy problem felietonowy, nie recenzencki. Bo nie piszę tego, by kwestionować reakcję widowni. Wręcz przeciwnie: wierzę Kurzak, gdy mówi, że nie ma powodu wstydzić się łez przy „Cyganerii”. Wierzę też historii tego dzieła, które od ponad stu lat porusza kolejne pokolenia, niezależnie od mód estetycznych i krytycznych przewartościowań. „La Bohème” wygrała z czasem i z teorią.

Ale co z widzem, który siedzi pośród entuzjazmu i nie do końca mu w nim wygodnie?

Krytyk muzyczny znajduje się w tej niewygodnej pozycji częściej, niż chciałby przyznać. Z jednej strony ma świadomość tradycji wykonawczej, kontekstów, porównań, pamięć innych Mimi – bardziej kruchych, bardziej ryzykujących, czasem wręcz technicznie nieidealnych, ale pozostawiających po sobie ślad. Z drugiej strony nie chce być tym, który odbiera innym prawo do wzruszenia.

Problem zaczyna się wtedy, gdy entuzjazm staje się normą, a dystans – podejrzany. Gdy brak olśnienia interpretuje się niemal jak defekt wrażliwości. Tymczasem różnica w odbiorze nie musi oznaczać chłodu ani wyższości. Czasem oznacza po prostu inne oczekiwanie wobec teatru operowego: nie tylko pięknego wykonania, ale momentu niepewności, pęknięcia, ryzyka emocjonalnego.

Puccini jest kompozytorem bezlitosnym. Jego muzyka nie wybacza obojętności, ale też szybko demaskuje bezpieczne granie na efekt. „Cyganeria” nie potrzebuje obrony przed krytyką – obroniła się dawno temu. Potrzebuje natomiast wykonawców, którzy odważą się być w niej nie tylko doskonali, ale i bezbronni.

Dlatego czytając słowa Aleksandry Kurzak, myślę, że najciekawszy spór nie toczy się między krytyką a publicznością. Toczy się wewnątrz samego widza. Między chęcią poddania się zbiorowej emocji a potrzebą zachowania własnego, czasem samotnego, doświadczenia. I w tym sensie nie wstydzę się ani „Cyganerii”, ani swojego umiarkowanego dystansu wobec tej konkretnej Mimi.

Bo teatr – także operowy – zaczyna się tam, gdzie emocja nie jest obowiązkiem, a wzruszenie nie staje się egzaminem z wrażliwości.

Teatr Wielki – Opera Narodowa

¹ Aleksandra Kurzak, Dobrisimo! Opera od kuchni, rozmowy z Marzeną Rogalską, Wydawnictwo Znak, Kraków 2018, s. 257.

Kategorie:


Cytat Dnia

„Scenografia czasem jest w stylu szkolnych przedstawień (tekturowe elementy zjeżdżające z góry i mocno umowna zmiana plenerów), ale to dobrze, bo realizatorzy nie bali się klasycznego języku teatralnego”

Michał Derkacz o „Lubiewie”, reż. Jędrzej Piaskowski; Wroclawdlastudenta.pl, 26.01.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL