Slide
previous arrow
next arrow
Co teatr mówi o nas – a co my o teatrze w 2025 roku? Waldemar Raźniak - Teatr dla Wszystkich

Co teatr mówi o nas – a co my o teatrze w 2025 roku? Waldemar Raźniak

Na afiszu

Co teatr mówi o nas – a co my o teatrze w 2025 roku? Waldemar Raźniak

Waldemar Raźniak mówi teatrze jako pasji, zawodzie i sposobie na życie. Szczera rozmowa o twórczości, wolności, wspólnocie i kondycji polskiego teatru dziś.

Opublikowano: 2025-10-01
fot. Zuzanna Balcerzak

W świecie pełnym nieustającego szumu medialnego i błyskawicznie zmieniających się trendów warto zatrzymać się na moment i posłuchać tych, którzy na scenie wciąż próbują mówić prawdę – o nas, o rzeczywistości, o kondycji człowieka we współczesnym świecie.

Teatr nie zawsze krzyczy, ale nigdy nie milczy całkowicie. Choć często pozostaje poza głównym nurtem, to właśnie tam toczy się jeden z najważniejszych dialogów – o wartościach, wolności, empatii, wspólnocie i niezgodzie na bylejakość.

Inspirując się słynnym kwestionariuszem Marcela Prousta, przygotowaliśmy autorską ankietę, która pozwala zajrzeć głębiej – nie tylko w artystyczne motywacje twórców, ale też w ich spojrzenie na współczesny teatr, jego problemy i wartości.

ANKIETA DLA TWÓRCÓW I ARTYSTÓW TEATRU

Na pytania Malwiny Kiepiel i Wiesława Kowalskiego odpowiada Waldemar Raźniak – reżyser.

Jakie były Twoje pierwsze emocje związane z teatrem – jako widza, dziecka, ucznia? Co w teatrze poruszyło Cię po raz pierwszy?

Pierwszy teatr zorganizowałem w wieku 7 lat w świetlicy szkolnej. Był to teatr kukiełek z papieru, gdzie namówiłem do wycinania i konstruowania postaci inne dzieci. Ustaliłem scenariusz, byłem prowodyrem, inspicjentem, aktorem, reżyserem – wpadłem w jakiś szał twórczy. Potem w tej samej świetlicy prowokowałem gry – a to w samurajów, a to policjantów. Przebierałem się i inspirowałem innych – ustalałem zasady, często wykraczające poza życie świetlicy, sposoby komunikacji, wymyślałem słowa, rozdawałem glejty i stanowiska. Wierzyłem w to najgłębiej i bardzo to wszystko przeżywałem.

Nie potrafię teraz ustalić, co mnie wtedy pchnęło do działania – czy teatr cieni oglądany w telewizji, serial z Richardem Chamberlainem, czy „Konik Garbusek” obejrzany na gdyńskiej scenie? Przełomem stały się szkolne uroczystości: jasełka, chór i spotkanie z panią od muzyki – byłą aktorką Teatru Muzycznego – Marzenną Jodłowską, oraz przyjaźń z Karolem Nepelskim, z którym współpracujemy do dziś.

Kolejnym ważnym wydarzeniem było „West Side Story” i „Nędznicy” w gdyńskim Muzycznym – po tych spektaklach dosłownie nie mogłem spać. Przeżywałem rozterki i tragedie bohaterów do tego stopnia, że zacząłem ich odgrywać przed lustrem, a potem przed innymi.

Czym jest dla Ciebie teatr dzisiaj? Sztuką, misją, zawodem, ucieczką, oporem wobec świata? A może wszystkim naraz?

Teatr stał się dla mnie pomysłem i sposobem na życie. Chodzę do teatru dość często. Mam szczęście reżyserować kilka razy w sezonie, uczę teatru zawodowo od 15 lat. Nawet w wakacje muszę koniecznie coś zobaczyć, gdziekolwiek pojadę.

W tym roku na przykład oczarowała mnie „Iliada” Homera, zagrana przez francuską Compagnie Bravache w nadmorskim miasteczku, przez które przypadkowo przejeżdżaliśmy. To był osławiony teatr „sznurka i patyka”, bez świateł i nagłośnienia, zagrany na tle portu i żaglówek, gdzie piątka aktorów porwała grecką historią zgromadzonych pod chmurką 150 osób – bez względu na wiek i pochodzenie.

Jak coś czytam albo oglądam, to łapię się na tym, że wciąż myślę, czy można lub warto zrobić z tego teatr.

Co sprawia, że wciąż chcesz tworzyć, reżyserować – mimo trudności, jakie niesie dzisiejsza rzeczywistość artystyczna w Polsce?

Nie mam takiego poczucia, że rzeczywistość artystyczna w Polsce niesie większe trudności niż gdzie indziej. Wręcz przeciwnie – uważam, że dla teatru artystycznego istnieją w Polsce lepsze warunki niż w wielu bardziej rozwiniętych krajach.

Kiedy pracowałem w amerykańskim koledżu, już po pół roku zatęskniłem za teatrem, który odnosi się do tego, czym żyje społeczeństwo – który prowokuje do debaty, do dyskusji. W wielu krajach, jak Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Hiszpania, teatr – choć często na wysokim poziomie – pełni głównie funkcję rozrywkową.

Jakie zmiany są dziś najbardziej potrzebne w instytucjonalnym życiu teatralnym? Co powinno zostać zreformowane – i dlaczego?

Na dobry początek: ustawa o artyście zawodowym, ustawa o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej, a co za tym idzie – również procedury konkursowe dla szefów instytucji kultury. Jeśli udałoby się je zreformować, bylibyśmy mocno do przodu.

Brak zabezpieczenia socjalnego artystów freelancerów, nieprzystawalność aktów prawnych do dzisiejszych czasów, wreszcie nieszczelne i nieprecyzyjne procedury wyborów zarządzających instytucjami – to wszystko powoduje, że w dużej części sfery kultury panuje ogrom patologii, albo w najlepszym razie „wolna amerykanka”.

Jak oceniasz pozycję artysty teatru w Polsce w 2025 roku – zarówno w wymiarze społecznym, jak i materialnym?

Nie potrafię odpowiedzieć, bowiem pozycja artystów jest bardzo zróżnicowana – tak jak całe nasze środowisko. Nie znajduję sposobu, żeby zestawić ze sobą los świeżego absolwenta bytomskiego Wydziału Teatru Tańca, laureata nagrody na ostatnim FPFF w Gdyni, akustyka w jeleniogórskim teatrze lalek czy tworzącej również dla teatru Hani Rani.

Z czym w teatrze się dziś nie zgadzasz? Co budzi Twój sprzeciw lub poczucie niesmaku?

Uważam, że skandalem jest to, jak mało ludzi w Polsce może żyć z profesjonalnego pisania o teatrze i jak mało publikuje się zawodowych tekstów na ten temat. Ostatnio dowiedziałem się, że w Polsce są może dwie osoby, które byłyby w stanie napisać i opublikować kompetentną, rzeczową i szczegółową analizę spektaklu baletowego. Co więcej – nie znaczy to, że mogą się z tego utrzymać.

Debata siłą rzeczy przenosi się do mediów społecznościowych, a lukę w dyskusjach zapełniają blogi, demokratycznie przekopiowywane przez e-teatr. To z kolei jest symptomem szerszego problemu – roli, jaką teatr odgrywa w Polsce. Tej realnej i tej medialnej.

Realna jest olbrzymia. Ruch amatorski i offowy jest przebogaty i dynamiczny – mimo że w szerszej debacie praktycznie nieobecny. Drama nie jest stałym elementem edukacji w podstawówkach, jak ma to miejsce w niektórych krajach Europy Zachodniej. Nie ma stałych rubryk teatralnych w tygodnikach czy dziennikach, pojawiają się okazjonalne recenzje i szczątki polemik, które siłą rzeczy odnoszą się do spektakli zaledwie kilku instytucji. Wybrani recenzenci w renomowanych rankingach potrafią napisać: „nie widziałem, nie wiem, nie znam”.

Spektakl musi zostać zakazany albo wywołać skandal, żeby chciano się do niego odnieść. Odbija się to również w świadomości „teatru środka”, który medialnie prawie nie istnieje. To prowadzi do takich paradoksów, że jeśli reżyser czy reżyserka głównego nurtu zrobi tzw. dobrze skrojony spektakl, to duża część krytyki wpada w osłupienie, że to jest wciąż możliwe, i wieści kolejny zwrot – np. w stronę „teatru opowieści”.

Realna kulturotwórcza siła teatru jest ignorowana także przez organizatorów instytucji, którzy utrzymują je na garnuszku ledwie pozwalającym przetrwać – nie dając szans ani na poprawę jakości, ani na refleksję nad tym, co i jak powstaje. W czasie niemal wojennym warto przypomnieć pytanie Churchilla: „O co jest ta cała wojna, jeśli nie o kulturę?

Mój niesmak budzi też mała łączność polskiego teatru z teatrem światowym. Niewielu jest twórców zagranicznych pracujących w Polsce, a i niewielkie jest zainteresowanie polskich twórców tym, co się dzieje za granicą. Brakuje dużego międzynarodowego festiwalu teatralnego w Warszawie, a olbrzymią lukę pozostawił po sobie Dialog – mimo że obecnie jest reaktywowany. Dlaczego na Boską Komedię tak trudno dostać bilety, a tak ważne inicjatywy jak Generation After pozostają niszowe, skierowane głównie do kuratorów?

Z kolei poziom debaty na temat zarządzania instytucjami kultury w Polsce uważam za mało sensowny. Dyskusje skupiają się na tym, czy osoba zarządzająca powinna reżyserować lub grać u siebie w teatrze, ewentualnie czy zarządzać samodzielnie, z zastępcą czy kolektywnie. A brakuje choćby cienia refleksji nad tym, jaka powinna być optymalna struktura zatrudnienia, zróżnicowanie płac, zakres odpowiedzialności, proporcja między repertuarem a wysokością dotacji, cena biletu. Które etaty powinny być kadencyjne – tylko dyrektorskie, a może także aktorskie, jak w Niemczech? A może model szwajcarski, gdzie stały jest tylko zespół techniczno-administracyjny, to dobra droga?

O takich sprawach – podobnie jak o wskaźnikach oceny kierowania instytucją czy pożądanych kompetencjach dyrektorów – po prostu się nie dyskutuje.

Co Cię w polskim teatrze ostatnich lat zachwyciło, dało nadzieję, zapadło w pamięć?

Przy wszystkich kosztach poniesionych przez środowisko, uważam, że szczególnie cenna okazała się dyskusja o przemocy w teatrze. Można się zżymać na to, jak ona się odbywała, kto został za burtą i czy słusznie, czy Iga Dzieciuchowicz opublikowała wszystko, czy nie – i kiedy będzie kolejna książka. Ale jednym z owoców tego przełomu jest to, że – moim zdaniem – wszyscy bardziej uważamy dziś na siebie i innych, na słowa, które padają, i czyny, których jesteśmy świadkami.

Pewne rzeczy, które były do niedawna standardem, stały się dziś nie do pomyślenia – i to jest ogromny krok naprzód. To haust świeżego powietrza.

Jakie znaczenie mają dla Ciebie nowe technologie i media społecznościowe w kontekście twórczości teatralnej? Czy według Ciebie ułatwiają one przekaz, czy go spłycają?

Sztuczna inteligencja, media społecznościowe i inne technologie to dla mnie narzędzia. Same w sobie niczego nie spłycają ani nie ułatwiają. Wszystko zależy od tego, kto i jak ich używa. Dla mnie mają bardzo istotne znaczenie, bo są znakiem czasu – tego, co dzieje się teraz. Dlatego staram się je, w miarę możliwości, opanowywać i przyswajać.

Czy uważasz, że teatr powinien zabierać głos w sprawach społecznych i politycznych? Gdzie, Twoim zdaniem, przebiega granica między sztuką a manifestem?

Teatr w Polsce powstał jako teatr polityczny. Pierwsza polska tragedia – „Odprawa posłów greckich” – była sztuką polityczną. Teatr publiczny za czasów stanisławowskich powstał po to, by kształcić i wychowywać określone postawy – etyczne, moralne, ale i polityczne.

Kontekst społeczno-polityczny to część naszego kodu DNA – jesteśmy tego bardzo świadomi, czasem aż nadto, zwłaszcza że zdecydowana większość Polaków nie interesuje się teatrem.

Dla mnie granica między sztuką a manifestem przebiega tam, gdzie dzieło przedstawia jedynie słuszny pogląd na świat. Gdy nie pozostawia wątpliwości, nie rodzi pytań – kiedy wychodzimy ze spektaklu z dokładnie takim samym komunikatem, jaki został nam podany. O takim spektaklu nie chce się rozmawiać – bo wszystko jest jasne i nie ma nad czym się zastanawiać.

Jakie wartości są dla Ciebie dzisiaj najważniejsze jako artysty i człowieka? Czy zmieniły się one w ostatnich latach?

To pytanie na długą rozmowę. Myślę, że niektóre wartości, które stanowią naszą wewnętrzną busolę, zmieniają się z czasem, ale to bardzo indywidualna sprawa.

Na przykład zmieniło się we mnie poczucie patriotyzmu – bo zależy ono od poczucia wspólnoty, której jestem częścią. Są takie wspólnoty, dla których potrafiłbym naprawdę wiele poświęcić.

Wspólnota – od najbliższych, przez przyjaciół, współpracowników, aż do wspólnoty kulturowej czy narodowej, z której wyrastamy – jest dla mnie niezwykle ważna.

Drugą wartością jest możliwość prowadzenia dialogu – spotkania z drugim człowiekiem, z którym można się czymś wymienić, szczerze porozmawiać. Nie wyobrażam sobie funkcjonowania w rzeczywistości bez takiego dialogu.

I wreszcie wolność. Poczucie, że mogę być sobą albo szukać siebie na określonych przez siebie warunkach – to jest dla mnie ekstremalnie ważne.

W jaki sposób radzisz sobie z kryzysami twórczymi i zawodowymi? Czy masz swoje metody na odzyskiwanie siły do działania?

Czasem to jest ucieczka – w głąb siebie albo w inną fizyczną przestrzeń. Czasem ucieczka w książkę, w jakąś praktykę, naukę czegoś nowego. Pomagają mi codzienne rytuały, zadania stawiane samemu sobie poza tym, co mnie w danym momencie zajmuje. Może to być drobna zmiana – przestawienie mebli – albo gotowość do pomocy komuś.

Jest też ucieczka do przodu – myślenie o kolejnych projektach. To są moje recepty.

Co chciałbyś, żeby widzowie czuli po wyjściu z Twojego spektaklu? Czego mają szukać – i co zabrać ze sobą?

Bardzo różnie. Czasem marzy mi się, żeby czymś widza zachwycić, czasem – zmusić do myślenia. Jeszcze kiedy indziej chciałbym, żeby widz poczuł coś, co ja czułem, kiedy zamyślałem spektakl albo gdy tworzyliśmy go wspólnie w sali prób.

Za każdym razem zależy to od impulsu do powstania spektaklu – a to może być przeczytana książka, zasłyszana opowieść, sen lub zaproszenie do realizacji.

Piotr Cieplak powiedział kiedyś na zajęciach w szkole, że postawa twórcza oznacza dla niego odwagę, by któregoś razu bez zastanowienia rzucić ręce na klawiaturę fortepianu i wsłuchać się w to, co się odzywa.

Te dźwięki – których się wcale nie spodziewasz – mogą być przypadkiem, ale mogą też być tym Twoim „ja”, jeśli jesteś gotowy, gotowa je wysłyszeć.

https://waldemarrazniak.pl/

Waldemar Raźniak

Reżyser, aktor, pedagog; w latach 2020–2024 dyrektor Narodowego Starego Teatru im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie; w latach 2016–2019 prorektor Akademii Teatralnej w Warszawie (w latach 2015/16 dziekan, a 2014/15 prodziekan Wydziału Aktorskiego tej uczelni); Waldman Professor in Theatre Arts w Emerson College w Bostonie (USA, 2019); wykładowca na Wydziale Teatru Tańca PWST Kraków (Wydział Zamiejscowy w Bytomiu, 2011–2014). Ukończył Wydział Reżyserii Akademii Teatralnej w Warszawie (2010), aktorstwo w PWST w Krakowie (2006), zarządzanie kulturą na Uniwersytecie Jagiellońskim (2006) oraz kurs „Singing in the Theatre” w Conservatoire for Music & Theatre w Guildford (Wielka Brytania). Odbył staż reżyserski w Rosyjskiej Akademii Sztuki Teatralnej GITIS w Moskwie; laureat stypendium humanistycznego Universidad Nacional Autónoma de México.

Zadebiutował spektaklem Wassa Żeleznowa M. Gorkiego w Och-Teatrze (2010, w rolach głównych Krystyna Janda i Jerzy Trela). Wyreżyserował ponad 25 przedstawień, m.in.:

  • Il trionfo del tempo e del disinganno G. F. Haendla (Polska Opera Królewska, 2025),

  • Małą Apokalipsę 20XX wg T. Konwickiego (Narodowy Stary Teatr, 2024),

  • operę Solaris na podstawie powieści St. Lema, muzyka K. Nepelskiego (Festival Opera Rara, NST 2024),

  • operę Noc Kruków Z. Krauzego i M. Sikorskiej-Miszczuk (Polska Opera Królewska, 2022),

  • Bunkier, Fake Operę W. Błażejczyka (Warszawska Jesień, 2021),

  • operę Birdy K. Nepelskiego (Tête à Tête Festival, Londyn, 2019),

  • Tragedię Jana J. Gawatowica (2018),

  • Studium o Hamletach z Tomaszem Rodowiczem (Teatr Chorea, Łódź, 2017),

  • Kobietę w lustrze P. Domalewskiego (WFDiF, 2016),

  • Burzę W. Szekspira (Białostocki Teatr Lalek, 2015),

  • Otella W. Szekspira (Teatr im. W. Gombrowicza, Gdynia, 2015),

  • operę Orlando Paladino J. Haydna (Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie – UMFC i AT, 2015),

  • Mistrza i Małgorzatę M. Bułhakowa (Teatr Collegium Nobilium, Warszawa, 2015),

  • Aksamitnego Królika M. Williams (Teatr Guliwer, Warszawa, 2014),

  • Joannę Szaloną, Królową Jolanty Janiczak (Teatr im. W. Gombrowicza, Gdynia, 2013),

  • Bordel Formidable! | Extravaganza wg Ionesco/Krasińskiego oraz Wieczór Kuglarzy I. Bergmana (Teatr Collegium Nobilium, 2012–2013),

  • Scenę na wypadek deszczu O. Cottona (Teatr Powszechny, Łódź, 2013),

  • Morfinę wg J. i M. Bułhakow (Teatr Muzyczny Roma, Warszawa, 2011),

  • Czyż nie dobija się koni? wg H. McCoy’a (Wydział Teatru Tańca PWST, Bytom, 2011),

  • Scenariusz dla Trzech Aktorów B. Schaeffera (Teatr im. W. Gombrowicza, Gdynia, 2010),

  • Idiotę wg F. Dostojewskiego (Teatr Collegium Nobilium, dyplom reżyserski, 2009),

  • operę elektroniczną Solaris na podstawie powieści S. Lema (Festiwal Teatralny Malta, Poznań, 2008 – wyróżnienie Nowe Sytuacje).

Obok literatury szekspirowskiej, rosyjskojęzycznej i dramatu psychologicznego interesuje się teatrem fizycznym, teatrem tańca, współczesną operą oraz realizacją słuchowisk (produkcje dla audioteka.pl, m.in. Solaris, Fahrenheit 451, Upadek Gigantów, Powrót z gwiazd).

Prowadził warsztaty aktorskie dla studentów w USA (UCLA, Emerson College, University of Cincinnati), Niemczech (Ruhrtriennale), Chinach (Central Academy of Drama w Pekinie), Francji (Aria Corse) oraz Wielkiej Brytanii (Drama Studio London).

Jako aktor występował m.in. w przedstawieniach PWST Kraków: Zielona gęś w reż. Marty Stebnickiej, Wieczór Trzech Króli w reż. Jerzego Stuhra, Wizja Mozarta w reż. Romana Gancarczyka, a także w Ryszardzie III (reż. Jerzy Stuhr) w Teatrze Ludowym w Krakowie. Wystąpił także w cyklu „Niekabarety” Macieja Nowaka (Teatr Wybrzeże, Gdańsk) oraz w filmach: Mniejsze zło (Janusz Morgenstern), Mała Moskwa, 80 milionów i Fotograf (Waldemar Krzystek).

 

Kategorie:


Cytat Dnia

„Scenografia czasem jest w stylu szkolnych przedstawień (tekturowe elementy zjeżdżające z góry i mocno umowna zmiana plenerów), ale to dobrze, bo realizatorzy nie bali się klasycznego języku teatralnego”

Michał Derkacz o „Lubiewie”, reż. Jędrzej Piaskowski; Wroclawdlastudenta.pl, 26.01.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL