Slide
previous arrow
next arrow
Cisza zamiast krzyku, samotność zamiast nadziei - Teatr dla Wszystkich

Cisza zamiast krzyku, samotność zamiast nadziei

Na afiszu

Cisza zamiast krzyku, samotność zamiast nadziei

O spektaklu „Kobieta samotna” wg scenariusza Natalii Fiedorczuk i Anny Smolar w reż. Anny Smolar w Teatrze Powszechnym w Warszawie pisze Wiesław Kowalski. Anna Smolar, reżyserka ceniona za delikatność, intuicję i znakomite wyczucie rytmu emocjonalnego, w swoim najnowszym przedstawieniu zaskakuje… zupełnym brakiem tej finezji. Po wyjątkowo udanym Melodramacie, w którym błyskotliwie żonglowała konwencją, oczekiwania wobec...
Opublikowano: 2025-06-15

O spektaklu „Kobieta samotna” wg scenariusza Natalii Fiedorczuk i Anny Smolar w reż. Anny Smolar w Teatrze Powszechnym w Warszawie pisze Wiesław Kowalski.

Anna Smolar, reżyserka ceniona za delikatność, intuicję i znakomite wyczucie rytmu emocjonalnego, w swoim najnowszym przedstawieniu zaskakuje… zupełnym brakiem tej finezji. Po wyjątkowo udanym Melodramacie, w którym błyskotliwie żonglowała konwencją, oczekiwania wobec Kobiety samotnej były uzasadnione. Tymczasem w nowym spektaklu trudno odnaleźć cokolwiek z jej wcześniejszej siły teatralnego języka.

Odwołanie do filmu Agnieszki Holland z 1981 roku – intensywnego, brutalnego, pełnego emocji – było intrygującym punktem wyjścia. Smolar deklarowała chęć podjęcia tematów wciąż aktualnych: samotności, braku oparcia w systemie, nierówności społecznej. Jednak inscenizacja nie wychodzi poza deklaratywność – nie znajduje formy, która byłaby zdolna przekuć te pytania w znaczącą wypowiedź artystyczną. Zamiast tego spektakl osuwa się w zbyt dosłowną ilustracyjność. Oglądamy życie przedstawione niemal dokumentalnie – pozbawione dystansu, który umożliwia refleksję.

W Melodramacie Smolar bawiła się formą, balansując między patosem a ironią. Tym razem wybiera ścieżkę prostego realizmu – i nie zostawia miejsca na inną perspektywę niż czysto obserwacyjną. Przedstawione sytuacje – Irena nie może opłacić mieszkania, matka trudno odnajduje się w pomocy córce, system edukacyjny ignoruje potrzeby jej dziecka – to codzienność znana z debat społecznych, reportaży czy rozmów przy kuchennym stole. Jednak teatr potrzebuje czegoś więcej niż powtórzenia tej wiedzy – potrzebuje reinterpretacji, skrótu, metafory. Tego tu nie ma.

Sceny są przewidywalne, rozciągnięte, zbudowane na emocjonalnym rejestrze „z życia wziętego”, ale nie mają potencjału dramatycznego. I nie chodzi mi tylko o to, że teatr musi operować wyłącznie metaforą czy abstrakcją. Ale nawet realistyczne przedstawienie wymaga precyzji i dramaturgicznego napięcia, które wywoła reakcję widza inną niż: „tak właśnie wygląda życie”. Tutaj emocje nie tyle są stłumione, co po prostu nieprzekonujące.

Obsada robi, co może. Anna Ilczuk w roli Ireny dźwiga na sobie ciężar całej opowieści i tworzy rolę solidną, ale ograniczoną przez literalność tekstu. Michał Czachor, Karolina Adamczyk, Oskar Stoczyński, Julian Świeżewski, Maria Robaszkiewicz i Natalia Lange również grają w ramach narzuconej konwencji – bez miejsca na indywidualny wyraz. Są precyzyjni, ale zamknięci w klatce wyznaczonej przez „realność” sytuacji. Na tym tle wyraźnie wybija się Ryfa Ri w roli Bogusia – jej fizyczność, taniec i intensywna obecność sceniczna przynoszą upragniony oddech.

To właśnie Boguś – postać niemal niema, funkcjonująca poprzez ciało i ruch – niesie w sobie autentyczne napięcie. W jego tańcu kryje się sprzeciw, bezsilność, żal. To jedyny moment, w którym spektakl wykracza poza opowieść realistyczną i wchodzi w wymiar metafory. Wtedy teatr na chwilę staje się teatrem.

Warto też odnotować jeden udany pomysł inscenizacyjny: monumentalny głaz zawieszony nad sceną, zaprojektowany przez Annę Met. Ten symbol – choć nieprzekuty w konkretną akcję – prowokuje do myślenia. Może być brzemieniem Ireny, może presją społeczną, może niewidzialną granicą, której nie da się przekroczyć. Szkoda, że takich znaków w spektaklu jest tak niewiele.

Czy Kobieta samotna wywołuje emocje? Nie te, które powinna. Przedstawienie porusza temat ważny, ale nie robi tego w sposób angażujący – ani intelektualnie, ani emocjonalnie. To nie temat zawodzi, lecz sposób jego teatralnego ujęcia. Rezygnacja z formy na rzecz „autentyczności” nie prowadzi tu do pogłębienia, lecz do spłaszczenia.

Od teatru można wymagać więcej niż od reportażu. Więcej niż od relacji „z życia wziętych”. Potrzebujemy narracji, która nie tylko odtworzy rzeczywistość, ale ją przemodeluje – pozwoli nam ją przeżyć inaczej, głębiej, boleśniej. Tu tego zabrakło. Poza Bogusiem – tańczącym niemym protestem – niewiele zostaje w pamięci. Kobieta samotna to spektakl ostrożny, bezpieczny, niemal edukacyjny. Ale w teatrze to zbyt mało.

fot. Karolina Jóźwiak/Teatr Powszechny Warszawa

Kategorie:


Cytat Dnia

„[…] idziemy do teatru i okazuje się, że literatura ze swoim porównaniem homeryckim, heksametrem, nadmiarowym nasyceniem historii bohaterami i zdarzeniami może mieć swoją sceniczną egzemplifikację, która mocniej działa na odbiorcę niż starożytny grecki epos w najlepszym tłumaczeniu”

PikWroclaw.pl o „Odysei”, reż. Małgorzata Warsicka; 27.01.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL