Tym bardziej wymownie działa tu odwrócenie konstrukcji – widownię umieszczono na dużej scenie Teatru Dramatycznego, co właściwie zrównało „tu i teraz” z tym, co dzieje się w przedstawieniu. Ten gest zbliża do aktorów i opowieści, wymazuje bezpieczny dystans.
Przestrzeń dla ośmioosobowego zespołu aktorskiego również została „ściśnięta” – do ich dyspozycji pozostaje wąski pas. Jedną granicą jest widownia, drugą – ściana z kartonów. Zresztą kartonowe jest tu wszystko: toaleta, biurko, drzwi. To jedynie podkreśla prowizoryczność tego świata, jego chybotliwą naturę – wszak wystarczy lekkie pchnięcie, by wszystko się rozpadło.
Takie rozwiązania scenograficzne potęgują poczucie „ściśnięcia”, skumulowania formy i treści. Na ekranach i w uszach mieszają się języki, spektakl nie ma przerwy, dialogi przeplatają się z rozbudowanymi monologami. Chaos informacyjny, permanentny kocioł.
Przez tę wielojęzyczną, gorączkową historię prowadzą nas melodie cymbałów białoruskich – instrumentu będącego symbolem odrębności kultury Białorusi. Niezwykłe brzmienia wygrywane przez Tomasza Tarantę nadają spektaklowi bajkowego uroku. Delikatny, długo niezanikający dźwięk cymbałów kontrastuje z brutalną materią opowieści, ale jednocześnie pomaga lepiej ją zrozumieć.
Szczególnie wymowna jest scena, w której Autor (Kiryl Masheka) na kartonowych tabliczkach pokazuje białoruskie określenia na smutek. To kulminacyjna sekwencja, w której można wręcz odczuć wymieniane coraz szybciej stany duszy. Ile niuansów może mieć to, co w języku polskim określamy jednym słowem? Ile warstw bólu, tęsknoty i melancholii kryje się w języku, który dla większości widzów pozostaje niezrozumiały? Muzyka cymbałów w tej scenie brzmi jak przekład – pozwala usłyszeć to, czego nie jesteśmy w stanie przeczytać.
Kalwat nie boi się wprost pokazywać, jak łatwo można manipulować narracją w zależności od perspektywy. Scena rekonstrukcji historycznej wuja Mieczysława (doskonały Mariusz Drężek) balansuje na granicy groteski i horroru – jest prowokacją, ale też bolesnym przypomnieniem, że historia to nie neutralna opowieść. Nieraz przypadek decyduje, czy jesteś bohaterem, czy oprawcą; gonisz, czy uciekasz. Perspektywa ma znaczenie.
„Un-packing” nie udziela konkretnych odpowiedzi – być może takie wcale nie istnieją. Może w nowym świecie celem nie powinny być odpowiedzi, lecz nowe strategie dekodowania i dekorowania rzeczywistości?
https://teatrdramatyczny.pl/un-packing