Boskość bez Boga

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Boskość bez Boga

O “Matce Joannie od Aniołów” Jarosława Iwaszkiewicza w reż. Wojciecha Farugi w Teatrze Narodowym w Warszawie pisze Alicja Cembrowska.

Opublikowano: 2026-03-17
fot. Magda Hueckel / Teatr Narodowy
Ocena recenzenta/tki: (6/10) – niezły

Spektakl Wojciecha Farugi i Julii Holewińskiej wizualnie hipnotyzuje. Czarna scenografia – spalony szkielet kościoła i drewniana konstrukcja – sugeruje zejście w głąb ludzkiej duszy, tam, gdzie Bóg ustępuje miejsca pożądaniu boskości, a wiara – indywidualnym ambicjom. Lustra zniekształcają odbicia – to myśli i żądze bohaterów wykoślawiają świat.

„Matka Joanna od Aniołów” w tej interpretacji nie jest opowieścią o wierze. Faruga pyta nie o diabła, ale o ego – o to, jak bardzo człowiek pragnie być wybrańcem. O pychę, która przybiera formę religijnej egzaltacji. Matka Joanna pragnie świętości tak bardzo, że gotowa jest uwierzyć we własne opętanie, by osiągnąć cel. Suryn, młody jezuita, szuka sensu swojego powołania i znajduje go w akcie ofiary – przejmuje demony Joanny, by podarować jej świętość. Oboje są uwięzieni nie przez diabła, ale przez własne wyobrażenie o sobie.

Małgorzata Kożuchowska buduje postać tytułowej Joanny z chirurgiczną precyzją. Miota się między tym, co powinna, a tym, czego chce, balansuje po skrajnościach – od krzyku po milczącą niemoc. Pokazuje wielopłaszczyznowość kobiety, która nie tyle walczy z demonami, ile z ograniczeniami nałożonymi na nią przez świat. W jej Joannie nie ma jednak przaśności – jest świadomość każdej intencji, każdego gestu. Karol Pocheć jako Suryn równoważy tę energię swoją powściągliwością, by w finale przegrać spektakularnie, paść ofiarą własnej potrzeby bycia kimś więcej.

Równie przekonująca jest Edyta Olszówka jako siostra Małgorzata. Jej postać, ciekawie wysunięta na pierwszy plan, odsłania erotyczne napięcia, które tlą się pod habitami i za klasztornymi murami. Olszówka gra kobietę, która jawnie przyznaje się do swoich demonów i grzeszy bez skrupułów – staje się niemal kpiną z Joanny, która swoje pożądanie musi ukrywać pod wzniosłymi deklaracjami o opętaniu.

Choreografia Krystiana Łysonia zwraca uwagę na cielesność – ciało, które w dyskursie o duchowości jest systematycznie wypierane. Tutaj wraca z pełną mocą. Siostry wpełzają na scenę jak węże, ich ruchy kipią od religijnego uniesienia. To nie diabeł je opanował – to ich własne ciała domagają się uwagi.

Siekiera – duża, ciężka, ostra – jest kluczowym rekwizytem spektaklu i symbolem przemocy (również tej wymierzonej w ciało, kobiecość, wszystko, co wymyka się porządkowi), którą kryje w sobie każda opowieść o kontroli i opętaniu. Rąbanie drewna, wirowanie z bronią w dłoni, drżenie przed jej dotykiem – to język siły i zagrożenia. Faruga nie unika dosadności – finałowa scena zabicia śpiących parobków to okup za przejście na złą stronę mocy, konkretny gest przemocy, który Suryn popełnia dla Joanny.

Spektakl kończy się ironiczną apoteozą – Matka Joanna, ubrana w śnieżnobiałą suknię, zostaje uniesiona w pozie nawiązującej do rzeźby Berniniego – „Ekstaza świętej Teresy”. Nad jej głową pojawia się złota aureola na patyku. Triumfuje. Osiągnęła świętość, o którą walczyła – ale ta świętość to kłamstwo okupione krwią. Biel Joanny kontrastuje z czernią całego spektaklu, ale nie niesie ze sobą światła. To teatrzyk kościelny, inscenizacja świętości, która obnaża własną pustkę.

Formalnie spektakl jest bez zarzutu: mamy tu dbałość o słowo, minimalistyczna estetyka koresponduje z treścią, aktorstwo stoi na najwyższym poziomie. Scenografia Wojciecha Farugi i kostiumy Konrada Parola tworzą „czarną symfonię” – wzniosłą, ale niepatetyczną. A jednak czegoś brakuje. Niektóre sekwencje – jak długa seria uderzeń między Joanną a Surynem – wydają się niepotrzebnie rozciągnięte, osłabiając dramaturgię zamiast ją zagęszczać. Perfekcyjna forma nie zawsze przekłada się na emocjonalne poruszenie.

„Matka Joanna od Aniołów” to spektakl, który zachwyca wizualnie i intryguje intelektualnie, ale nie przeszywa do końca. Piękna, chłodna czerń – jednak bez ekstazy.

Teatr Narodowy

Kategorie:


Cytat Dnia

„Istnieją niewielkie szanse na zmianę ludzkich charakterów. Pozostaje nam więc jedynie rozsądnie wybierać do nomen omen ciał przedstawicielskich ludzi, którzy potrafią utrzymać na wodzy chcicę i chciwość. Sejm niech pozostanie parlamentem, a tragedie i słabości człowieka oraz jego zachowania nieparlamentarne zostawmy teatrom”

Jerzy Szczudlik o „Erotycznych immunitetach, sexie i transformacji”, reż. Wiktor Rubin; Olsztyn24.com, 23.05.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL