Białostoczanie lubią teatr
fot. TR Warszawa
fot. TR Warszawa
O pierwszych spektaklach – “Ocalone”, “Rapeflower”, “Orfeusz”, “Niepokój przychodzi o zmierzchu” – podczas 39. Dni Sztuki Współczesnej w Białymstoku pisze Justyna Białous.
Tegoroczna, 39. edycja Dni Sztuki Współczesnej była tego dobitnym potwierdzeniem. Zaskoczyła nie tylko liczba widzów na spektaklach, ale też ich obecność na spotkaniach pospektaklowych i żywe zaangażowanie w dyskusje.
Motywem przewodnim wydarzenia była w tym roku nadzieja – w duchu myśli Rebekki Solnit. Prezentowane spektakle były wymagające emocjonalnie, tematycznie, a także formalnie. Często stawiały widza nie tyle w roli obserwatora, co współuczestnika, konfrontując go z własnymi przyzwyczajeniami i przekonaniami.
Spektakl inauguracyjny – monodram Ocalone Agnieszki Przepiórskiej w reżyserii Mai Kleczewskiej – opowiada historię Ireny K., ofiary masowego gwałtu dokonanego przez oddziały SS RONA podczas pacyfikacji warszawskiej Ochoty w 1944 roku. Przedstawienie, wystawione w Uniwersyteckim Centrum Kultury i Nauki, nie tylko przywołuje zapomniane świadectwa, ale też – poprzez światło padające równie mocno na scenę, co na widownię – stawia odbiorców w emocjonalnie konfrontacyjnej pozycji. Scenariusz Piotra Rowickiego, oparty na relacjach świadków i dziennikach, otwiera przestrzeń do refleksji nad uniwersalnym wymiarem przemocy seksualnej w czasie wojny.
Dopełnieniem tego tematu był performans Rapeflower Hany Umedy – osobista opowieść artystki o doświadczeniu przemocy seksualnej, osadzona w szerszym kontekście kulturowym i historycznym. Umeda posłużyła się japońskim tańcem jiutamai, przywołując tradycję przekazywania kobietom „taktyk przetrwania” w patriarchalnym świecie, gdzie odpowiedzialność za bezpieczeństwo często spada na ofiary. Odwołania do twórczości Artemizji Gentileschi – włoskiej malarki – wprowadzały perspektywę kobiecej odwagi, determinacji i odzyskiwania sprawczości poprzez sztukę.
Po monodramie Agnieszki Przepiórskiej odbyła się rozmowa z aktorką, prowadzona przez Martę Rau, poświęcona narracjom historycznym oraz pamięci zbiorowej o ofiarach przemocy seksualnej w warunkach wojennych. Z kolei po Rapeflower rozmowa prowadzona przez Izabelę Trybus i Magdalenę Piekarską z artystką dotyczyła procesu leczenia traumy i odzyskiwania poczucia bezpieczeństwa oraz kontroli. Oba spotkania miały istotne znaczenie w domykaniu trudnych tematów – dzięki nim, jako odbiorczyni, czułam się emocjonalnie zaopiekowana przez organizatorów festiwalu.
Jednym z poruszonych w spektaklach tematów była również strata bliskiej osoby. Orfeusz w reżyserii Anny Smolar (scenariusz i dramaturgia: Anna Smolar i Tomasz Śpiewak), wystawiony w auli Wydziału Nauk o Edukacji Uniwersytetu w Białymstoku, zbudowany został na przenikających się światach: współczesnej codzienności i mitologicznej przestrzeni śmierci. Spektakl, inspirowany mitem o Orfeuszu i Eurydyce, ukazuje żałobę oraz próbę pogodzenia się ze stratą poprzez metaforyczne zejście do Hadesu. Mit staje się uniwersalną opowieścią – o powracaniu we wspomnieniach, o potrzebie „odzyskiwania” tych, których już nie ma.
Konwencjonalna forma spektaklu jest jego atutem – czyni go przystępnym, a jednocześnie poruszającym, także dla osób rzadziej odwiedzających teatr. Animowana postać Eurydyki (w choreografii Natalii Sakowicz) wzmacnia uniwersalny wymiar tęsknoty i żalu. Spektakl łączy sferę indywidualnych przeżyć z przestrzenią społeczną, ukazując, jak niewygodna bywa żałoba – często marginalizowana, przemilczana, zamykana w prywatnych emocjach.
W Niepokój przychodzi o zmierzchu (reż. Małgorzata Wdowik) śmierć członka rodziny – choć kluczowa – staje się pretekstem do ukazania niezdrowych mechanizmów funkcjonowania dysfunkcyjnej wspólnoty. Przed spektaklem cała scena i widownia zostały spowite żółtym światłem, nadającym przestrzeni sepiowy, „fotograficzny” charakter – jakby wszyscy byli częścią starego zdjęcia. Scena przypominała zimowy krajobraz pokryty białym puchem. Aktorzy, poruszając się po niej, zostawiali ślady – ten wizualny motyw przywodził na myśl A Line Made by Walking Richarda Longa, budując refleksję nad przemijalnością i pamięcią.
Choć spektakl grany był w przestronnej hali Wydziału Architektury Politechniki Białostockiej, emocjonalnie niósł wrażenie klaustrofobii. Opowieść, oparta na powieści Marieke Lucasa Rijnevelda, zachowała jej poetycki, zmysłowy język. Cechą wyróżniającą przedstawienia było powolne tempo i cisza – podkreślające tęsknotę i niespełnioną potrzebę bliskości w rodzinie. Pomimo pozornej statyczności, spektakl budował silne napięcie i niepokój. To jedna z ciekawszych propozycji formalnych, jakie miałam okazję zobaczyć.
Te pierwsze dni festiwalu pokazały, jak różnorodnie można mówić o bólu, stracie i odzyskiwaniu nadziei – zarówno przez pamięć historyczną, jak i poprzez osobiste narracje. Publiczność – uważna i aktywna – nie tylko odbierała emocje ze sceny, ale też współtworzyła przestrzeń rozmowy.
fot. Karolina Jóźwiak/TR Warszawa/”Orfeusz”