Przedstawienie Zyguckiego chce być młodzieżowe i antyestetyczne. Ale bez dramaturgicznego kręgosłupa ta surowość zamienia się w luźną improwizację.
„TRZASK PRASK” w reżyserii Krzysztofa Zyguckiego z TR Warszawa próbuje przenieść na scenę język i wrażliwość prozy Mateusza Górniaka – z jej celowym nieporządkiem i brutalną dosłownością. Teatr chce tu być surowy, młodzieżowy, antyestetyczny, ale efekt jest dyskusyjny.
Pierwsza część spektaklu to sceny przetykane muzyką graną na żywo – trochę improwizowana „gra w kino drogi” bez mapy czy punktów orientacyjnych. Brakuje tu dramaturgicznego kręgosłupa, który pozwoliłby widzowi śledzić przemiany postaci lub sens ich wędrówki. Dialogi bywają rozwleczone i rozładowywane żartem, a rozproszenie realizacji osłabia jej emocjonalny wymiar.
Druga część okazuje się bardziej skupiona i intymna. Stajemy się świadkami rozmów o tym, czym w ogóle jest miłość, słyszymy wyznania o rodzinnych traumach i uzależnieniach. Aktorzy wtedy umiejętnie budują napięcie i przekonującą relację. Jednak nawet tu przedstawienie ucieka w stylizowaną konwencję „brudu i autentyku” – dialogi o lekach i alkoholu czy deklaratywne opisy destrukcji – która z czasem traci siłę.
Największym wyzwaniem tej adaptacji pozostaje brak konsekwentnej reżyserii i wyrazistej osi dramaturgicznej. Książka Mateusza Górniaka ma bardziej wyczuwalną strukturę i lepiej zarysowaną myśl przewodnią, mimo że operuje językiem brutalnym i potocznym. Autor potrafi wywołać wrażenie niepokoju i chaosu bez utraty sensu – jego proza wciąga rytmem i spójnością tematyczną. W teatralnej wersji wiele z tych zalet przepada w luźnych improwizacjach. Zamiast napięcia dostajemy serię oddzielnych szkiców, a taka strategia budowania dramaturgii sprawdza się niezwykle rzadko.
Krzysztof Zygucki próbuje mówić o pokoleniowej bezradności i smutku – o młodych ludziach, którzy chcą żyć inaczej, lecz nie umieją nazwać swoich potrzeb ani granic. Są w tym spektaklu momenty szczerości: niepewność dotyku, wstydliwe wyznania, cicha rozpacz. Ale te udane sceny giną w nadmiarze pomysłów, momentami wręcz przekroczeń.
Aktorzy TR mają duże wyczucie tej materii – potrafią być niezdarni, niepewni, boleśnie zwyczajni. Reżyser jednak zbyt często zostawia ich samych z tekstem i sytuacją, bez koncepcji, która całości nadałaby kierunek.
„TRZASK PRASK” jako literatura ma potencjał, by stać się przenikliwym obrazem zagubienia, samotności i niepewności, jednak w tej teatralnej wersji pozostaje wypowiedzią nieskończoną.
Ta sceniczna propozycja to debiut Krzysztofa Zyguckiego. Zrealizowany został w ramach projektu „Debiut TR”.
https://trwarszawa.pl/