Slide
previous arrow
next arrow
Batuta to nie wszystko - Teatr dla Wszystkich

Batuta to nie wszystko

Na afiszu

Batuta to nie wszystko

Z Agnieszką Nagórką, zastępczynią d/s artystycznych dyrektora Opery na Zamku w Szczecinie, rozmawia Magdalena Jagiełło-Kmieciak.

Opublikowano: 2025-10-15
fot.Simona Skrebutenaite

„Ręce wcale nie są najistotniejsze… Ważniejsza jest twarz, oczy, bezpośredni kontakt z zespołem” – mówi Agnieszka Nagórka, od 1 października zastępczyni dyrektora Opery na Zamku w Szczecinie do spraw artystycznych.*

Jak widzi siebie jako dyrygenta? W jaki sposób buduje spójną wizję spektaklu z artystami? O pracy z orkiestrą i śpiewakami, o emocjach rodzących się między batutą a dźwiękiem – z kobietą-dyrygentem, dla której muzyka jest dialogiem, a scena emocjonalnym spotkaniem – rozmawiała Magdalena Jagiełło-Kmieciak.

Magdalena Jagiełło-Kmieciak:
Zacznijmy od batuty. Dyrygent – lider, przewodnik, psycholog? Ma Pani prywatną definicję dobrego dyrygenta?

Agnieszka Nagórka:
Dyrygent powinien poruszać. To naturalne, że jest liderem, przewodnikiem, który przekazuje własną koncepcję orkiestrze. Podstawową ideą, jaka przyświeca artyście-odtwórcy, jest jak najwierniejsze oddanie intencji kompozytora. Samodzielna praca dyrygenta polega na zadawaniu sobie licznych pytań i poszukiwaniu na nie odpowiedzi, w następstwie czego podejmowane są decyzje wpływające na interpretację utworu. Potrzebne są staranne przemyślenia dotyczące wielu elementów dzieła, na przykład temp oraz ich wzajemnych relacji. Zapis partytury jest z natury niepełny i dopuszcza wiele możliwości realizacji artykulacji, dynamiki, agogiki.

Czyli daje duże pole do popisu?

Oczywiście. Nawet bardzo szczegółowo opisane partytury pozostawiają dyrygentowi przestrzeń do indywidualnej, nieszablonowej interpretacji. W przypadku dzieł operowych istotne jest wydobycie teatralności zawartej w samej muzyce i ekspresyjnych środkach obrazowania. Co ciekawe, wykonywanie tych samych dzieł po pewnym czasie nie wyklucza ponownej pracy twórczej z partyturą oraz jej analizy. Powtórny kontakt z dziełem daje szansę dostrzec nowe kontrapunkty i odnaleźć inne rozwiązania. Istotne jest, aby proces ten dokonał się jeszcze przed rozpoczęciem prób z wykonawcami – tak, by odpowiednio zaplanować cały cykl prób oraz każdą z nich z osobna, i aby wprowadzane sukcesywnie zadania jak najlepiej wykorzystywały potencjał muzyków i śpiewaków. Pozytywne nastawienie dyrygenta w tym procesie oraz zachęcanie artystów do podejmowania kolejnych wyzwań ma niemałe znaczenie. Ważne jest także odpowiednie tempo pracy, by jak najefektywniej wykorzystać koncentrację zespołu. Powinnością dyrygenta jest również branie odpowiedzialności za własne decyzje i działania.

A co jest z kolei główną powinnością dyrygenta stricte operowego?

Dyrygent operowy współpracuje z orkiestrą, ale także z zespołem baletowym, solistami i chórem. Kapryśny aparat głosowy, a także nie zawsze jednakowa dyspozycja solisty podczas przedstawienia, wymagają od dyrygenta czujności i – czasem – korekty tempa. Zadaniem dyrygenta operowego jest nie tylko praca z artystami, ale także współpraca ze wszystkimi realizatorami spektaklu. Do jego obowiązków należy monitorowanie pomysłów reżysera, by realizacja była zgodna z zamysłem kompozytora. Musi również czuwać nad pracą scenografa, by niefortunne konstrukcje sceniczne nie zaburzyły akustyki lub nie utrudniały śpiewakom kontaktu z dyrygentem.

Czyli skupia się na większej liczbie elementów – czego przecież nie widzą tzw. zwykli odbiorcy, bo z reguły prób nie oglądają.

Tak. Powinien nawet obserwować powstające kostiumy, by nie utrudniały śpiewakom realizacji ich zadań.

Podczas naszych rozmów mówiła Pani często: „jestem kobietą”. Jak czuje się Pani jako kobieta w raczej męskim świecie dyrygentury?

„Nie ma żadnego logicznego powodu, by kobiety nie mogły dyrygować. Batuta nie jest ciężka, liczą się tylko umiejętności muzyczne. To męczące, że wciąż rozmawiamy o tym w kategoriach płci” – to słowa wspaniałej dyrygentki Marin Alsop, ikony walki o równość w naszym zawodzie. Przyznam, że moje doświadczenia jako kobiety-dyrygenta są na szczęście zupełnie odmienne. W pracy z zespołami staram się przede wszystkim być bardzo dobrze przygotowana. Miałam ogromne szczęście studiować dyrygenturę u wybitnego profesora Antoniego Wita. Wyposażył mnie on nie tylko w dobry warsztat techniczny, ale poświęcił też wiele czasu na rozmowy o tym, jak pracować z zespołami. Ręce wcale nie są najistotniejsze… Ważniejsza jest twarz, oczy, bezpośredni kontakt z zespołem.

I tak buduje Pani relacje ze śpiewakami?

Wskazówką dla dobrego porozumienia na linii dyrygent–śpiewak stały się dla mnie relacje wybitnych solistów współpracujących z maestro Herbertem von Karajanem oraz spostrzeżenia mojego profesora Antoniego Wita, który miał zaszczyt być jego asystentem. Wielokrotnie przytaczał słowa solistów, którzy czuli się przez Karajana prowadzeni, jednocześnie odczuwając swobodę w budowaniu frazy i pracy oddechem. Nie ma więc wątpliwości, że to dyrygent powinien prowadzić śpiewaka, a nie bezradnie za nim podążać. Jeśli na próbach zostaną wypracowane wszelkie niuanse interpretacyjne i osiągnięty kompromis, dyrygent nie jest zaskakiwany – zna oczekiwania i możliwości śpiewaka, może nim pokierować, zapewniając mu jednocześnie komfort wykonawczy.

Ale przecież praca z artystami to „niezła jazda”. To indywidualiści. Co w tej pracy jest najtwardszym orzechem do zgryzienia, a co sprawia, że chce się Pani wracać na próby?

Przychodząc na próbę, mam w sobie przemyślaną interpretację i konkretne założenia. Jednak w trakcie pracy z artystami zawsze szanuję indywidualną wizję muzyków.

Czyli elastyczność?

Elastyczność. Staram się wysłuchać śpiewaka czy instrumentalisty, zrozumieć jego wizję, pozwolić mu na twórczą wypowiedź. Moim celem jest wypracowanie wspólnej wizji. Bardzo zależy mi na wytworzeniu tej specyficznej aury, kiedy czujemy się jednym organizmem, kiedy bije w nas jedno serce…

Zróbmy teraz krok wstecz. Pierwsza próba z pełną orkiestrą – pamięta Pani ten moment? Co Panią zaskoczyło, a co sprawiło, że to „jedno serce” zabiło jak należy?

Mój pierwszy kontakt z orkiestrą to warsztaty dyrygenckie prowadzone przez profesora Wita z udziałem Narodowej Orkiestry Polskiego Radia. Możliwość prowadzenia jednego z najważniejszych zespołów symfonicznych w Polsce była dla mnie ogromnym wyróżnieniem. Ależ to była przyjemność! Zadaniem uczestników było zadyrygowanie dzieł bez wcześniejszego ustalania interpretacji. Wyzwanie niemałe – należało porozumieć się z orkiestrą wyłącznie poprzez gesty! To doświadczenie po raz pierwszy pozwoliło mi poczuć siłę zwrotną od orkiestry, odczuć, jaki gest jest niezbędny, a jaki wręcz przeszkadza.

I to zaowocowało triumfem na Międzynarodowym Konkursie dla Dyrygentów Operowych w Orvieto w 2008 roku.

Najprzyjemniejsza chwila z Orvieto? Ogłoszenie wyników – wyczytane moje nazwisko z dodatkiem „Poland”! W konkursie brało udział 46 dyrygentów z całego świata. To konkurs unikatowy – kandydaci prowadzą wyłącznie dzieła operowe z udziałem orkiestry, chóru i solistów. Dyrygowałam operą Cavalleria rusticana Pietra Mascagniego. Ważne, by podczas rywalizacji skupić się wyłącznie na sobie i na realizacji własnych zadań. Trzeba być z muzyką – nie wolno jej wypuścić z rąk.

Gdyby miała Pani dyrygować tylko jednym utworem – jaki byłby to tytuł?

Szczególne miejsce w moim sercu od zawsze zajmuje muzyka Pucciniego. Fascynuje mnie jako dyrygenta to, jak dokładnie kompozytor podaje wskazówki wykonawcze w swoich partyturach. Może zatem Madama Butterfly? Jestem kobietą i niezwykle porusza mnie historia Cio-Cio-San – poświęcającej się dla miłości oraz jej dramat, polegający na zachowaniu godności w obliczu cierpienia.

Nowa funkcja dyrektora ds. artystycznych w Operze na Zamku w Szczecinie to pewnie spory przeskok?

Dyrygowanie jest moją fascynacją, namiętnością, przygodą, pasją… Stanowisko dyrektora artystycznego stawia przede mną wiele nowych wyzwań – takich jak dobór repertuaru, rozwój zespołów artystycznych, działania edukacyjne, ale też wypracowanie kilkuletniej strategii, która nada teatrowi tożsamość i rozpoznawalny profil. Najważniejszym moim celem jest wysoka jakość artystyczna codziennych spektakli (nie tylko premier!). Potrzebna jest więc systematyczna, profesjonalna praca, pozwalająca budować zaufanie i wspólny język w zespołach. Chciałabym odczarować ciężar opery i baletu jako sztuki niezrozumiałej, trudnej i niedostępnej. Zmienić postrzeganie opery z elitarnej formy sztuki w głęboko osobiste i emocjonalne doświadczenie.

To poznajmy bliżej Pani marzenia. Jaka powinna być Opera na Zamku?

Chciałabym, aby Opera na Zamku była miejscem debiutu utalentowanych, młodych śpiewaków. Już w listopadzie będę miała zaszczyt zasiąść w jury Międzynarodowego Konkursu Wokalnego im. Bogdana Paprockiego i mam nadzieję, że „wyłowię” tam perełki. Ponieważ teatr to dla mnie przede wszystkim zespołowość, chcę w codziennej pracy tworzyć szanse i przyjazne warunki rozwoju moim artystom. Sztuka może narodzić się jedynie tam, gdzie panuje akceptacja. Marzę też, aby – tak jak kiedyś szczecińska publiczność przychodziła „na Irenę Brodzińską” – dziś przychodziła na solistów wypromowanych przez nas.

A krótko? Jaka powinna być Opera na Zamku? Miejscem silnych, wspólnych emocji – i publiczności, i artystów, którzy tylko dzięki niej mogą rozkwitać. Tak jak podczas Wielkiego Turnieju Tenorów, gdy melomani włączyli się do wspólnego śpiewania finałowego O, sole mio, a potem otrzymaliśmy odpowiedź w postaci wielu ciepłych komentarzy w mediach społecznościowych. Skoro widzowie czują potrzebę dzielenia się emocjami – wierzę, że możemy dać im ich jeszcze więcej!

10 października w teatrze zabrzmiał „Orfeusz w piekle” pod Pani batutą.

Ależ to była energia! W Paryżu mawiano bowiem, że „kto nie tańczył kankana Offenbacha, nie zna prawdziwego życia towarzyskiego”. Zapraszam zresztą serdecznie na wszystkie nasze spektakle. Bo my tu mamy naprawdę wyśmienite towarzystwo. (śmiech)

Dziękuję za rozmowę.

 

Agnieszka Nagórka

Absolwentka Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie w klasie dyrygentury prof. Antoniego Wita. Laureatka II nagrody na Międzynarodowym Konkursie dla Dyrygentów Operowych we włoskim Orvieto.

W latach 2002–2013 związana jako dyrygent z Teatrem Wielkim im. Stanisława Moniuszki w Poznaniu. Zadebiutowała na tej scenie premierową realizacją opery Faust księcia Antoniego Radziwiłła – we współpracy z Adamem Hanuszkiewiczem (reżyseria) i Franciszkiem Starowieyskim (scenografia). W poznańskim Teatrze Wielkim przygotowała wiele realizacji operowych, m.in. polskie prawykonanie opery Gracze Dymitra Szostakowicza / Krzysztofa Meyera – we współpracy z kompozytorem Krzysztofem Meyerem – oraz Andrea Chénier Umberta Giordano, w reżyserii Mariusza Trelińskiego.

Jako kierownik muzyczny przygotowała na tej scenie liczne premiery operowe i baletowe, m.in.: Wolny strzelec Webera, Jaś i Małgosia Humperdincka, Sen nocy letniej Mendelssohna, Stanisław i Anna Oświecimowie Karłowicza, La Sylphide Løvenskjolda, Niebezpieczne związki Artursa Maskatsa w choreografii Krzysztofa Pastora. Realizowała także kierownictwo muzyczne spektakli takich jak: Nabucco i Otello Verdiego, Così fan tutte Mozarta, Lady Makbet mceńskiego powiatu Szostakowicza, Jezioro łabędzie Czajkowskiego.

Poprowadziła megawidowisko Cyganeria Pucciniego w Starej Gazowni w Poznaniu w reżyserii Agaty Dudy-Gracz.

W ramach współpracy z Teatrem Muzycznym w Poznaniu przygotowywała i prowadziła spektakle repertuaru operetkowego i musicalowego, m.in.: Wesoła wdówka Lehára, Zemsta nietoperza Straussa, Hello, Dolly! Hermana, Skrzypek na dachu Bocka, Zakonnica w przebraniu Menkena, Evita Webbera.

Współpracowała m.in. z Operą Krakowską, Operą Śląską, Operą Nova w Bydgoszczy, Filharmonią Narodową, Filharmonią Łódzką i Filharmonią Częstochowską.

W swojej dotychczasowej karierze współpracowała z wieloma wybitnymi reżyserami, m.in. Mariuszem Trelińskim, Maciejem Prusem, Adamem Hanuszkiewiczem, Michałem Znanieckim, Pawłem Szkotakiem, Sebastianem Gonciarzem, Marią Sartovą, Arturem Hoffmanem, Wiesławem Ochmanem; choreografami: Krzysztofem Pastorem, Henrykiem Konwińskim; solistami: Grażyną Brodzińską, Damianem Aleksandrem, Edytą Krzemień, Januszem Radkiem, Małgorzatą Walewską, Mariuszem Kwietniem, Arturem Rucińskim, Joanną Woś i innymi.

Na zaproszenie Klassik Radio w Hamburgu zrealizowała liczne trasy koncertowe obejmujące najsłynniejsze sale koncertowe Niemiec, Austrii, Szwajcarii, Belgii, Szwecji i innych krajów. Prowadziła koncerty złożone z przebojów muzyki filmowej, operetkowej i klasycznej, które zostały zarejestrowane na płytach CD: Proms oraz Die besten Klassik Hits.

Od 2009 roku prowadzi działalność pedagogiczną jako adiunkt w Akademii Muzycznej im. I. J. Paderewskiego w Poznaniu. Od 2025 roku – także jako adiunkt Akademii Sztuki w Szczecinie.

Została odznaczona Brązowym Medalem za Długoletnią Służbę przyznanym przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej oraz odznaką honorową „Zasłużony dla Kultury Polskiej”.

https://www.opera.szczecin.pl/

Kategorie:

Cytat Dnia

„[…] idziemy do teatru i okazuje się, że literatura ze swoim porównaniem homeryckim, heksametrem, nadmiarowym nasyceniem historii bohaterami i zdarzeniami może mieć swoją sceniczną egzemplifikację, która mocniej działa na odbiorcę niż starożytny grecki epos w najlepszym tłumaczeniu”

PikWroclaw.pl o „Odysei”, reż. Małgorzata Warsicka; 27.01.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL