Złość pisarki była zrozumiała, ale to zdanie mogłoby posłużyć za metaforę Starego Teatru — miejsca, które wciąż od nowa buduje swoją historię, zachowując przy tym warstwy, pęknięcia i przetarcia jak dobrze zaprojektowana fasada.
26 października 2025 r. właśnie tu, w gmachu przy Jagiellońskiej, spotkali się architekci. Nie po to, by szkicować plany, lecz by obejrzeć teatr — jego kulisy, korytarze i to, co zwykle pozostaje ukryte. Oprowadzał ich Łukasz Zaleski, a dyrektorka Dorota Ignatjew przypominała, że tegoroczny sezon Starego przebiega pod hasłem „Jestem u siebie”. Słowa te zyskały dodatkowe znaczenie: oto architekci znaleźli się w przestrzeni, gdzie konstrukcja spotyka emocję, a estetyka — codzienną pracę sceny.
Sam teatr, założony jeszcze w XVIII wieku (w 1781 r. z inicjatywy warszawskiego aktora Mateusza Witkowskiego, nosi w sobie pamięć kolejnych modernizacji — od czasów Jacka Kluszewskiego, który w 1799 roku przekształcił dwie kamienice (przy zbiegu Placu Szczepańskiego i ulicy Jagiellońskiej), w miejską scenę, po gruntowną modernizację Franciszka Mączyńskiego i Tadeusza Stryjeńskiego na początku XX wieku. Gdyby nie wiedzieli, że oglądają teatr, architekci mogliby uznać ten gmach za podręcznik stylów: od klasycyzmu, przez secesję, po modernizm z jego obsesją funkcji i światła.
Wieczór zamknęła „Opera za trzy grosze” Bertolta Brechta w reżyserii Ersana Mondtaga — estetyczna eksplozja, w której muzyka Kurta Weilla, groteska i filmowy ekspresjonizm łączyły się z monumentalną scenografią. To spektakl, który równie dobrze mógłby być wykładem o formie i przestrzeni, tyle że z songami i orkiestrą na żywo.
W wydarzeniu „Architekci w pierwszym rzędzie”, zainicjowanym przez Olgę Kisiel-Konopkę i agencję OKK! PR, chodziło jednak o coś więcej niż tylko spotkanie branży z kulturą. To rodzaj testu: czy w świecie, w którym projektowanie przestrzeni jest coraz bardziej rynkowe, teatr może pozostać miejscem bezinteresownego zachwytu?
Stary Teatr wciąż potrafi ten zachwyt wywołać. Nie dlatego, że jest zabytkiem, ale dlatego, że wciąż pulsuje życiem — między mitem a współczesnością, między konstrukcją a emocją. Tego wieczoru architekci usiedli w pierwszym rzędzie nie po to, by oceniać proporcje sceny, lecz by zobaczyć, jak sztuka nadaje sens przestrzeni, a przestrzeń – sztuce.