„Optymiści, czyli nasi w Egipcie” w warszawskiej Scenie Relax przyciągają publiczność do ostatniego miejsca – i nie jest to przypadek. To komedia, która idealnie wpisuje się w potrzebę lekkiej, rozrywkowej propozycji, ale jednocześnie demaskuje nasze drobne przywary, narodowe obsesje i rodzinne napięcia. Choć spektakl momentami byłby beneficjentem odważniejszego skrótu dramaturgicznego, jego największym atutem pozostaje aktorstwo, które skutecznie przykrywa wszelkie nierówności tekstu.
Fabuła jest prosta i rozpoznawalna: rodzina na pierwszych wspólnych wakacjach all inclusive w Egipcie. W teorii – luksus, w praktyce – emocjonalny kocioł. Tabelka „wyjedzone–wypite–wytańczone” staje się nie tylko źródłem gagów, ale i metaforą naszego kompulsywnego podejścia do „należy się, bo zapłacone”. Scenariusz bywa przewidywalny, chwilami przeciągnięty, ale ratują go żywe, celnie napisane dialogi, które w rękach dobrych aktorów zyskują dodatkową temperaturę.
Na pierwszym planie zdecydowanie Hanna Śleszyńska. Jej Kasia to popis aktorskiej precyzji: narzekająca, kontrolująca, a jednocześnie boleśnie prawdziwa. Śleszyńska buduje postać bez taniej farsy – jej komizm wynika z obserwacji, z rytmu, z doskonale wyczutych pauz. To rola, która pokazuje, jak ogromne doświadczenie sceniczne przekłada się na wiarygodność nawet w najbardziej przerysowanej sytuacji.
Karolina Gorczyca jako Ewa jest znakomitym kontrapunktem – spięta, sfrustrowana, próbująca „dowieźć” idealne wakacje i jednocześnie nie rozsypać się emocjonalnie. Gorczyca prowadzi swoją bohaterkę subtelnie, unikając krzyku, dzięki czemu jej desperacja i zmęczenie stają się bliskie widzowi. To postać, w której wielu może się przejrzeć – i właśnie dlatego działa.
Piotr Cyrwus w roli Janka wnosi do spektaklu solidność i spokój, pod którym buzują niewypowiedziane emocje. Jego ojciec w dżinsach, mimo egipskiego upału, jest figurą milczącego oporu wobec chaosu wakacyjnej euforii. Cyrwus nie gra pod publiczkę – i paradoksalnie dzięki temu jego sceny często należą do najzabawniejszych.
Najbardziej ryzykowną rolę bierze na siebie Marcin Korcz jako Adaś – bohater balansujący na granicy szarży. Alkoholowe uniesienia, rozbuchana cielesność, „wieczna zabawa” – łatwo byłoby tu wpaść w kabaretową przesadę. Korcz momentami tę granicę dotyka, ale ostatecznie się broni: energią, świadomością konwencji i wyczuciem rytmu sceny. Jego postać jest celowo przerysowana, a jednak nie wypada z teatralnej rzeczywistości.
Reżyseria Krzysztofa Czeczota stawia przede wszystkim na tempo i aktora – i to aktor wygrywa ten spektakl. Nawet jeśli całość trwa odrobinę za długo, a niektóre żarty mogłyby zostać skrócone bez szkody dla narracji, publiczność pozostaje zaangażowana. Śmiech, często bardzo szczery, regularnie wypełnia widownię.
„Optymiści, czyli nasi w Egipcie” to nie komedia, która zmienia teatralny krajobraz, ale jest przykładem, jak dobrze obsadzony i solidnie zagrany spektakl potrafi obronić tekstowe niedoskonałości. To wieczór, który daje rozrywkę, a przy okazji – w krzywym zwierciadle – pokazuje nas samych. I właśnie dzięki aktorom ten egipski urlop okazuje się zaskakująco wiarygodny.
https://copa.pl/wydarzenia/optymisci/