A Państwo, też zatańczą?
O czytaniu performatywnym “Tanga” S. Mrożka w Teatrze Kameralnym w Bydgoszczy w reż. Tomasza Mana, pisze Szymon Spichalski.
fot. arch. Teatru Polskiego w Bydgoszczy
O czytaniu performatywnym “Tanga” S. Mrożka w Teatrze Kameralnym w Bydgoszczy w reż. Tomasza Mana, pisze Szymon Spichalski.
fot. arch. Teatru Polskiego w Bydgoszczy
60 lat temu swoją sceniczną prapremierę miał jeden z najważniejszych polskich dramatów XX wieku. 5 czerwca 1965 roku na deskach bydgoskiego Teatru Kameralnego po raz pierwszy wystawiono Tango Sławomira Mrożka, który przebywał już wtedy na emigracji.
Reżyserii podjęła się Teresa Żukowska, scenografię zaprojektowała Ewa Nahlik, a opracowaniem muzycznym przedstawienia zajął się Grzegorz Kardaś. W obsadzie znaleźli się m.in. Witolda Czerniawska (Eugenia), Zbigniew Kłosowicz (Eugeniusz) i Stanisław Jaroszyński (Edek). Premiera wpisała się w linię programową Kameralnego, którego kierownictwo chętnie sięgało po literaturę współczesną. Zaledwie trzy lata wcześniej miała tu miejsce inscenizacja Archaniołowie nie grają w bilard Dario Fo w reżyserii Krystyny Meissner, z dekoracjami wybitnego scenografa Antoniego Muszyńskiego, którego realizacje bydgoszczanie mogli podziwiać jeszcze przed wojną, w nieistniejącym już Teatrze Miejskim.
Zaledwie miesiąc po bydgoskiej premierze Tanga w stołecznym Teatrze Współczesnym zaprezentowano legendarną dziś inscenizację Erwina Axera. Dramat Mrożka szybko doczekał się kolejnych realizacji — by wspomnieć tylko spektakle w krakowskim Teatrze Starym czy gdańskim Wybrzeżu.
Dzisiaj sztukę można odczytywać na wiele sposobów, także z perspektywy historycznej: jako rozrachunek autora i części „wojennego” pokolenia z okresem flirtu z socrealizmem; jako opowieść o chocholim tańcu pomiędzy „inteligencją” a „klasą robotniczą” w czasach małej stabilizacji; wreszcie jako obraz upadku klas wyższych i prezentowanych przez nie wartości — co szczególnie silnie wybrzmiewało w Europie Zachodniej. Nieprzypadkowo pisał Jan Błoński, że arcydzieło Mrożka „przepowiedziało paryżanom maj” 1968 roku.
Tango okazało się jednak tekstem ponadczasowym, w którym swoje konflikty i rozterki odkrywają kolejne pokolenia. Świadczy o tym niesłabnąca popularność sztuki, która regularnie powraca na deski polskich teatrów.
Dokładnie po 60 latach od prapremiery odbyło się czytanie performatywne w reżyserii Tomasza Mana, z udziałem aktorów z dwóch bydgoskich teatrów — Kameralnego oraz Polskiego. Artur w interpretacji Karola Franka Nowińskiego to chwiejny i niepewny siebie idealista z autorytarnymi ciągotami; Katarzyna Chmara pokazała Eugenię balansującą między groteską a komizmem; Ala Zofii Gołaj to mieszanka dziewczęcości, kokieterii i pragmatyzmu; sznyt warszawskiego cwaniaka cechował Edka w wykonaniu Leszka Andrzeja Czerwińskiego. Aranżowane przez aktorów kakofoniczne dźwięki pukania czy dzwonienia wzmacniały wydźwięk konfliktów między postaciami, by po chwili, poprzez nucenie znanych melodii (w tym marsza weselnego i pogrzebowego), stać się żywym komentarzem do akcji.
Tango może być dziś odczytywane jako niesłabnąca metafora podziałów — zarówno w rodzinach, jak i w szerszej skali: między Polakami, czy ludźmi w ogóle. Nieprzypadkowo w twórczości Mrożka odzywa się duch Gombrowicza. Kto wie, czy w czasach obecnej społecznej polaryzacji najgłębiej nie wybrzmiewa dziś wątek tęsknoty za indywidualizmem, za wyjściem poza konwencję (gębę?), poza konieczność opowiadania się wyłącznie za awangardą bądź tradycją, jedynie za chaosem bądź formą…
Ten egzystencjalny wymiar sztuki, podkreślany przez Annę Krajewską, pojawiał się też w niedocenionym skądinąd spektaklu w reżyserii Jerzego Jarockiego ze stołecznego Narodowego w 2009 roku.
Wszak wielka Historia Tangiem się toczy.