Małgorzata grana przez Anielę Kowalską to rola prowadzona bez sentymentalizmu. Jej historia układa się w logiczny ciąg zdarzeń: presja otoczenia, relacja z Faustem, uwiedzenie, wstyd, lęk, tragedia. Istotne jest to, że w tekście wyraźnie pada informacja o jej wieku – Małgorzata ma szesnaście lat. Z dzisiejszego punktu widzenia całkowicie zmienia to ciężar tej relacji. Spektakl tej perspektywy nie łagodzi ani nie omija.
Kobiece postaci – zarówno pod względem dramaturgicznym, jak i aktorskim – są w tej inscenizacji wyraźnie silniejsze. Nie chodzi tu o pojedyncze kreacje, lecz o sposób poprowadzenia całej kobiecej perspektywy. To kobiety ponoszą konsekwencje działań Fausta i Mefistofelesa.
Mefistofeles, grany przez Michała Chołka, jest postacią zaprojektowaną świadomie pod oczekiwania młodej widowni. Wchodzi jako elegancki mężczyzna w czerni, poruszający się krokiem lekko wodewilowym. To diabeł światowy, „salonowy lew”, obyty i ironiczny, bardziej przewodnik niż kusiciel. Dopiero później – wraz z wyraźną zmianą kostiumu i estetyki – ujawnia swoją właściwą funkcję. Przestrzeń sceny przeobraża się w piekło, które nie ma nic wspólnego z metafizyczną grozą, lecz zostaje pokazane jako… koncert rockowy. Mefistofeles staje się gitarzystą rodem z Metalliki – diabłem popkulturowym par excellence.
Ten koncert w piekle jest kulminacją strategii interpretacyjnej spektaklu. Piekło nie straszy ani nie moralizuje. Uwodzi intensywnością i obietnicą doświadczenia – dokładnie tak, jak działa współczesna kultura nadmiaru. Faust nie zostaje wciągnięty w abstrakcyjny spór dobra ze złem, lecz w świat dźwięku, obrazu i energii. Ten wybór nie jest gestem chaosu ani prowokacją dla samej prowokacji. To świadoma strategia skierowana do młodej widowni, dla której piekło nie funkcjonuje już jako metafizyczna groźba, lecz jako przestrzeń intensywnych doznań. W tym sensie reżyser nie rozbija sensów „Fausta”, lecz przekłada je na język kultury, w której emocje i bodźce zastępują dawny patos.
Rzeszowska interpretacja Mefistofelesa dobrze wpisuje się w tradycję odczytań „Fausta”. O diable Goethego pisał przecież Tomasz Mann, określając go jako „najgenialniejszą, najbardziej plastyczną i żywą figurę diabła w całej poezji, bez patosu Klopstocka czy Miltona”. To diabeł światowy, zanurzony w ludzkich pragnieniach. Właśnie takiego proponuje nam Jan Nowara.
Wersja Nowary ogranicza się do pierwszej części „Fausta”. Przedstawienie kończy się na konsekwencjach paktu i tragedii Małgorzaty. Faust nie zostaje ani potępiony, ani ocalony. Pozostaje źródłem katastrofy. Reżysera interesuje cena zapłacona przez kobiety i pustka, która zostaje po ambicjach. Faust w każdej chwili może zacząć wszystko od nowa – tu i teraz.
https://teatr-rzeszow.pl/event/faust/