Slide
previous arrow
next arrow
Teatr intensywności i nadmiaru - Teatr dla Wszystkich

Teatr intensywności i nadmiaru

Na afiszu

Teatr intensywności i nadmiaru

O “Niewyczerpanym żarcie” D. F. Wallace’a w reż. i adaptacji Kamila Białaszka w Teatrze Narodowym w Warszawie pisze Wiesław Kowalski.

Opublikowano: 2025-12-17
fot. Karolina Jóźwiak / Archiwum Artystyczne Teatru Narodowego

Ocena Recenzenta:

Nie znam powieści Davida Fostera Wallace’a i obejrzenie spektaklu Kamila Białaszka w Teatrze Narodowym tej sytuacji nie zmieniło. Ta deklaracja nie jest prowokacją ani unikaniem odpowiedzialności interpretacyjnej, lecz uczciwym postawieniem sprawy: „Niewyczerpany żart” oglądam wyłącznie jako fakt teatralny. Interesuje mnie nie to, co Wallace „napisał”, lecz to, co Białaszek zrobił na scenie – jaką zaproponował strategię adaptacyjną, jak organizuje percepcję widza i jakim językiem teatru próbuje opisać świat nadmiaru, uzależnień i kulturowej entropii.

Spektakl od pierwszych minut uderza nadprodukcją bodźców. Dźwięk, światło, obraz wideo, ruch sceniczny i choreografia funkcjonują tu na prawach równorzędnych, a czasem wręcz konkurencyjnych wobec aktora. Teatr Białaszka jest teatrem intensywności – głośnym, agresywnym, chwilami wręcz napastliwym wobec percepcji widza. Można odnieść wrażenie, że reżyser świadomie testuje granice wytrzymałości odbiorcy, wpisując go w doświadczenie przeciążenia, które – jak można się domyślać – ma być scenicznym odpowiednikiem opisywanej rzeczywistości.

Problem polega na tym, że ta strategia, choć konsekwentna, okazuje się jednowymiarowa. Intensywność nie podlega tu modulacji. Spektakl od początku do końca utrzymany jest w wysokim rejestrze ekspresji, przez co traci zdolność różnicowania znaczeń. Nadmiar staje się nie tylko tematem, lecz także metodą, która ostatecznie obraca się przeciwko sobie. Po pewnym czasie kolejne sceny przestają eskalować napięcie – zamiast tego stabilizują się w estetyce permanentnego pobudzenia.

Białaszek operuje formą silnie zapośredniczoną przez estetykę popkulturową i postinternetową: technoidalny rytm, obraz wideo jako dominujący nośnik sensu, kamera obecna na scenie, aktorzy funkcjonujący momentami bardziej jako figury performatywne niż postaci dramatyczne. Teatr staje się tu hybrydą klubu, planu filmowego i instalacji multimedialnej. To rozwiązanie samo w sobie nie jest problematyczne – przeciwnie, bywa skuteczne – jednak w „Niewyczerpanym żarcie” prowadzi do stopniowego rozmycia relacji między formą a znaczeniem.

Scenografia Julii Zawadzkiej – monumentalna, dosłowna, osadzająca akcję we wnętrzu jamy ustnej – narzuca bardzo jednoznaczną metaforykę. Organizm, uzależnienie, konsumpcja, rozpad. To obrazy czytelne, lecz pozbawione napięcia interpretacyjnego. Podobnie multimedia: zamiast otwierać nowe sensy, często jedynie wzmacniają to, co już zostało wypowiedziane innymi środkami. Kamera, zamiast komplikować perspektywę, staje się kolejnym narzędziem intensyfikacji.

Najbardziej problematyczna okazuje się jednak konstrukcja dramaturgiczna spektaklu. Poszczególne wątki, postaci i sytuacje funkcjonują obok siebie, lecz rzadko wchodzą w realne relacje. Narracja jest fragmentaryczna, ale nie w sensie twórczego rozproszenia – raczej jako suma epizodów podporządkowanych wspólnej estetyce. Brakuje momentów zatrzymania, ciszy, pęknięcia formy, które mogłyby stać się przestrzenią refleksji. Spektakl nie tyle opowiada o ucieczce i uzależnieniu, ile sam wytwarza doświadczenie, z którego nie ma wyjścia.

Aktorzy pracują w bardzo trudnych warunkach – zanurzeni w gęstej materii dźwięku, obrazu i ruchu. Część z nich próbuje budować role bardziej psychologicznie, inni wpisują się w estetykę przerysowania i performatywnego gestu. Jednak to nie aktorzy są tu głównymi nośnikami sensu. W teatrze Białaszka podmiotowość aktora zostaje podporządkowana maszynie inscenizacyjnej. Postaci są funkcjami systemu, nie zaś autonomicznymi bytami dramatycznymi.

„Niewyczerpany żart” jawi się więc jako spektakl paradoksalny. Z jednej strony niezwykle sprawny formalnie, konsekwentny estetycznie i imponujący rozmachem realizacyjnym. Z drugiej – zamknięty w pułapce własnej strategii. Teatr, który chce diagnozować świat nadmiaru, sam staje się jego symptomem. Zamiast krytycznego dystansu oferuje immersję, zamiast analizy – doświadczenie przeciążenia.

Być może jest to wybór świadomy. Być może właśnie w tym tkwi sens tej inscenizacji. Mogę jednak powiedzieć jedno: to teatr, który bardziej działa na ciało niż na myśl, bardziej atakuje niż dialoguje. I choć trudno odmówić mu energii i ambicji, pozostawia mnie z poczuciem niedosytu – jak po seansie, który nie daje przestrzeni, by zapytać „dlaczego”, bo nieustannie krzyczy „więcej”.

https://narodowy.pl/repertuar,spektakle,451,niewyczerpany_zart.html

Kategorie:


Cytat Dnia

„[…] idziemy do teatru i okazuje się, że literatura ze swoim porównaniem homeryckim, heksametrem, nadmiarowym nasyceniem historii bohaterami i zdarzeniami może mieć swoją sceniczną egzemplifikację, która mocniej działa na odbiorcę niż starożytny grecki epos w najlepszym tłumaczeniu”

PikWroclaw.pl o „Odysei”, reż. Małgorzata Warsicka; 27.01.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL