Teatr Telewizji TVP na początek 2026 roku bardzo wysoko ustawił widzom poprzeczkę percepcji – i to nie głośnymi fajerwerkami, lecz premierą kameralnego dramatu psychologicznego ze swojego cyklu Sceny Nowej Dramaturgii Polskiej. Zrealizowanego w tak gęstej konwencji oraz z równie doskonałą obsadą, iż wielu widzów nie mogło długo zasnąć po obejrzeniu poniedziałkowej realizacji dla największej sceny świata.
Mowa o Królowej miłości Sandry Szwarc – rozpisanej na cztery postaci kobiece, przejmującej opowieści o starości oraz o wypieraniu przeszłości w zaślepionej miłości matki do syna-mordercy oraz miłości córki do matki. Reżyserii tego niełatwego dramatu psychologicznego podjęła się – ze znakomitym skutkiem – debiutująca w Teatrze Telewizji Monika Czajkowska, dotąd kojarzona z filmem krótkometrażowym i kierownictwem produkcji. Te doświadczenia pomogły reżyserce Królowej miłości bardzo płynnie połączyć dwa odrębne języki artystyczne kina i teatru w telewizyjnej realizacji dramatu psychologicznego, momentami scalonego z konwencją horroru.
Film na telewizyjnej scenie
W teatrze scenografia i oświetlenie tworzą jednorazowy obraz scenerii dla widowni: w oprawie Aleksandry Redy widzimy „apokaliptyczne” wnętrze ogromnego, ciemnego pokoju w starej kamienicy, pełne książek w nieładzie. To jednak w kadrach filmowych Oleksandr Pozdnyakov wybiera fragmenty obrazu, a oświetlenie i scenografia muszą „przetrwać” zbliżenia oraz ciągłość ujęć.
W tym wnętrzu, zamknięta niczym w więziennej celi, żyje główna bohaterka – Jadwiga (Anna Dymna). Siedemdziesięciolatce z demencją czas upływa na cyklicznych rytuałach: czytaniu plotek z kolorowych czasopism (głównie o angielskiej rodzinie królewskiej), oglądaniu telewizji, wydawaniu poleceń zajmującej się nią Opiekunce (Dominika Bednarczyk) oraz rozmowach z odwiedzającą ją czasem Sąsiadką (Aleksandra Konieczna). Tyle że Jadwiga nie jest osobą, którą da się lubić i z którą łatwo obcować. W swej starczej demencji wykazuje ciągłe zmiany nastroju – od apatii, przez drażliwość, po agresję: choć wymaga stałej opieki, swoją Opiekunkę traktuje niczym zgryźliwa królowa dawnych wieków swoich poddanych.
„(…) Ot, kaczałka, wariatka, ech
Nie patrzy do lustra. (…)”
Obsada Anny Dymnej w głównej roli dramatu Teatru Telewizji wiąże się również z filmowymi doświadczeniami reżyserki. Krakowska aktorka od lat nie unika w kinie ról trudnych i wymagających – wystarczy przypomnieć jej wybitną kreację uzależnionej od alkoholu dziennikarki Katarzyny Sosnowskiej w filmie Barbary Sass Tylko strach (1993) czy rolę chorobliwie otyłej Leny Tremer w serialu Wielka Woda w reżyserii Jana Holoubka, wymagającą skomplikowanej i zaskakującej charakteryzacji.
Anna Dymna również w Królowej miłości wstrząsa, odważnie tworząc postać z pozoru odpychającą – także wyglądem – która jednak w momentach przebłysków świadomości staje się bezradna jak dziecko, a nasycona absolutnym cierpieniem i ciągłym czekaniem na wizytę syna wręcz odbiera mowę. Składają się na to jej pozornie otępione postrzeganie świata, strach przed spojrzeniem w zaczerniałe lustra – równie zmatowiałe jak pamięć Jadwigi – oraz lęk przed „odwiedzinami” Klary (Izabella Dudziak), którą tylko ona z przerażeniem dostrzega.
Klara jako jedyna z otaczających Jadwigę postaci istnieje w jej podświadomości. Jako ofiara syna bohaterki zagraża staruszce, co znakomicie podkreśla dynamiczna narracja (montaż: Szymon Sabarański), oparta na kadrach trwających zaledwie ułamki sekundy – choćby we wstrząsająco przedstawionej scenie zmiany pampersa czy w zwielokrotnionych obrazach Klary i samej Jadwigi w kostiumie (Zofia Komasa) przywodzącym na myśl Epitafium dla Barbary Radziwiłłówny Janusza Majewskiego z 1982 roku z młodziutką Anną Dymną w roli głównej. Te kadry akcentuje również przejmująco piękna muzyka Antoniego Wojnara.
Na dworze królowej
Królowa miłości bez dworu jednak nie istnieje, stąd wielkie brawa należą się aktorkom wcielającym się w pozostałe postaci dramatu: Dominice Bednarczyk w roli lojalnej, milcząco spokojnej i subtelnej Opiekunki – córki i siostry zabójcy; Aleksandrze Koniecznej, przełamującej grozę sytuacji jako radosna Sąsiadka; oraz Izabelli Dudziak w roli kipiącej gniewem ofiary, a zarazem wyrzutu sumienia Jadwigi. Matka w swej ślepej miłości nie chce widzieć błędów swoich dzieci – niczym brytyjska królowa oglądana w telewizorze – a dla Jadwigi wyparcie zbrodni popełnionej przez syna okazuje się ważniejsze niż oddanie córki.
Spektakl Królowa miłości Moniki Czajkowskiej odkrywa nie tylko dramat samotnej starości i odpowiedzialności za dokonywane wybory, lecz jest także swoistym studium bezradności osób najbliższych wobec demencji oraz splątania konfliktów wewnętrznych narastających przez całe życie. Z tak świetnym, gęstym scenariuszem i genialnymi kreacjami aktorskimi ma wszelkie szanse trafić do grona najlepszych przedstawień Teatru Telewizji XXI wieku.
https://teatrtv.vod.tvp.pl/