Radek Stępień. Reżyser z Pionek, który buduje własne miejsce w polskim teatrze
Radek Stępień wraca z dwoma dużymi projektami, które przyciągają uwagę środowiska teatralnego.
fot. Jagoda Wach




Radek Stępień wraca z dwoma dużymi projektami, które przyciągają uwagę środowiska teatralnego.
fot. Jagoda Wach
Radek Stępień urodził się w 1993 roku w Pionkach – mieście, które od pewnego czasu zaznacza swoją obecność na teatralnej mapie Polski. To właśnie stamtąd wywodzi się więcej niż jedna wyrazista osobowość sceniczna, m.in. reżyser Radosław Maciąg. Pionki nie są więc „marginesem biograficznym”, lecz przestrzenią, z której wychodzili twórcy świadomi, pracujący i zaznaczający swoją obecność w repertuarach instytucji w całym kraju.
Nazwisko Radka Stępnia wraca dziś regularnie w zapowiedziach najważniejszych scen w Polsce. Jest twórcą z dużym i wyraźnym dorobkiem, a także z nagrodami i nominacjami, które ustawiły go jako jednego z najbardziej konsekwentnych reżyserów generacji wchodzącej do zawodu po 2015 roku. W 2018 roku zdobył nagrodę ZAiKS na Forum Młodej Reżyserii za „Pannę Julię”, rok później otrzymał Nagrodę im. Leona Schillera, a w 2021 pojawiła się nominacja do Nagrody im. Konrada Swinarskiego – wyróżnienia niezwykle prestiżowego, bo przyznawanego reżyserom o już ugruntowanej pozycji.
To jest moment, w którym Stępień przestaje być postrzegany jako „młody twórca”. Jego realizacje, współprace i instytucjonalne plany wskazują na reżysera, który nie tylko debiutował efektownie, ale konsekwentnie buduje swoją pozycję – zarówno w repertuarze, jak i w edukacji.
Studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim, a następnie na Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie, gdzie po ukończeniu nauki został pedagogiem Wydziału Reżyserii Dramatu. Równolegle związany był z Instytutem Grotowskiego, „Gardzienicami” oraz – przez cztery lata – z Krystianem Lupą, którego asystentura stała się jednym z najważniejszych etapów jego formacji.
Stępień debiutował w 2018 roku „Panną Julią” Augusta Strindberga w Teatrze Ludowym w Krakowie. Za ten spektakl otrzymał nagrodę ZAiKS na Forum Młodej Reżyserii. W repertuarach i omówieniach to przedstawienie wraca jako pierwszy, wyraźny sygnał: młody reżyser bierze na warsztat klasykę, traktuje ją poważnie i szuka języka, który nie będzie ani muzealny, ani efekciarski.
Od tego momentu jego droga biegnie konsekwentnie przez „wielkie teksty” i wymagające zespoły. W kolejnych latach wyreżyserował m.in.:
• „Śmierć komiwojażera” Arthura Millera w Teatrze Wybrzeże (2019)
• „Kto zabił Kaspara Hausera” w Teatrze im. S. Jaracza w Łodzi (2019)
• „Słowacki umiera” w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie (2019)
• „Matkę” Stanisława Ignacego Witkiewicza w Teatrze Nowym w Poznaniu (2020)
• „Fausta” w Teatrze Wybrzeże (2021)
• „Dantona” w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie (2021)
• „Prezydentki” Wernera Schwaba w Teatrze Ludowym (2022)
Równolegle realizował dyplomy na wydziałach aktorskich: „Studium o Hamlecie” w AST w Krakowie, „Noc wśród drzew” we wrocławskiej filii AST i „Bóg policzył dni” w łódzkiej filmówce. Robił je we współpracy z dramaturgiem i poetą Konradem Hetelem, z którym tworzy stały duet artystyczny. Ich wspólną przestrzenią jest także kolektyw KORAN, tworzony razem z artystą wizualnym Natanem Berkowiczem.
Pracował z dramatem Strindberga, Millera, Witkacego, z tekstami od Goethego po Wyspiańskiego.
W biografii Stępnia można wskazać trzy ważne „szkoły”, o których sam mówi wprost.
Pierwszą jest kontakt z Krystianem Lupą – wieloletnia asystentura przy spektaklach i projektach plastycznych. Praca z Lupą wymaga obecności w procesie przez cały czas, nie ma tu miejsca na biernego obserwatora. Ten model – długiej pracy, analizy, konstruowania powolnych przesunięć w spektaklu – widać potem w realizacjach Stępnia, choć estetycznie idą w inną stronę.
Drugą figurą jest Remigiusz Brzyk. W jednym z wywiadów („Teatr”) Stępień opowiadał, że podczas studiów asystował Brzykowi i że to był dla niego najważniejszy profesor w szkole. Brzyk zadał studentom temat „Szekspir” i zostawił im pełną wolność – „zróbcie z tym, co chcecie”. Efektem był egzamin „hamletowski”, który trafił na Festiwal Szekspirowski i na Konfrontacje w Lublinie. Ten pokaz Stępień wspomina jako moment, w którym wróciła mu elementarna wiara, że powinien zajmować się teatrem i że ma do tego narzędzia.
Trzecią postacią jest Józef Opalski, z którym współpracował przy Czechowie. To doświadczenie precyzyjnej pracy nad klasyką rosyjską – dramatem, w którym znaczenie mają pauzy, przestawienia akcentów, sposób budowania relacji w zespole.
Te trzy nazwiska – Lupa, Brzyk, Opalski – tworzą twarde zaplecze jego drogi. Nie jako „mistrzowie do naśladowania”, lecz jako punkty formacji: praca w długim procesie, zaufanie do aktora i odpowiedzialność za tekst.
Fakt, że Stępień pochodzi z Pionek, nie jest w tym opisie anegdotą. Dziś pracuje głównie w dużych ośrodkach – Gdańsk, Kraków, Poznań, Rzeszów, Legnica – ale biografia „chłopaka z małego miasteczka”, który wchodzi do centralnych instytucji, jest częścią szerszej zmiany pokoleniowej. Do głosu dochodzi generacja reżyserów urodzonych na początku lat dziewięćdziesiątych, która wchodziła w zawód już po 2010 roku, w czasie pełnej transformacji pola teatralnego.
Stępień nie zajmuje się tematami autobiograficznymi wprost, nie przenosi na scenę opowieści o Pionkach, jednak w jego spektaklach często pojawia się szczególna uważność na hierarchie społeczne i na sytuację jednostki w gęstej, czasem opresyjnej strukturze – rodziny, systemu, instytucji.
Wyraźnie widać to w jego „Śmierci komiwojażera”: spektakl w Teatrze Wybrzeże był czytany jako opowieść o bohaterze zepchniętym do narożnika przez ekonomiczny i rodzinny układ, bez łatwych rozgrzeszeń dla kogokolwiek.
W sezonie 2025/2026 Teatr im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie ogłosił, że zakończy sezon spektaklem „Inferno” Augusta Strindberga w reżyserii Radka Stępnia, z premierą planowaną na czerwiec 2026 roku.
Zapowiedzi teatru podkreślają, że będzie to inscenizacja inspirowana autobiograficznym zapisem Strindberga – okresem jego mistycznych doświadczeń, paranoi, labiryntu wizji i obsesji. W informacjach prasowych pojawiają się sformułowania o hipnotycznym widowisku, o zmieniających się twarzach i przestrzeniach, o zacieraniu się granicy realności.
Teatr zapowiada „Inferno” jako światową prapremierę scenicznej adaptacji tego materiału – wcześniejsze wystawienia Strindberga sięgały przede wszystkim dramatów, podczas gdy „Inferno” funkcjonowało dotąd jako tekst prozatorski, ważny dla biografii autora i historii modernizmu, ale rzadko adaptowany wprost jako materiał teatralny.
W przypadku Stępnia to spotkanie z pisarzem, z którym pracuje od dawna. Debiutował przecież „Panną Julią”, później w wypowiedziach wskazywał, że najbardziej pociąga go Strindberg z okresu po doświadczeniach opisanych właśnie w „Infernie” – autor „Sonaty widm” czy trylogii „Do Damaszku”. W rzeszowskim projekcie wraca więc do źródła, pracuje z prozą, która dokumentuje kryzys i przemianę.
Z punktu widzenia instytucji to ważny ruch programowy: Teatr Siemaszkowej w ostatnich sezonach próbuje łączyć tytuły familijne, klasykę romantyczną i współczesne pytania o sens istnienia. „Inferno” zamyka tę linię najbardziej radykalnie – nie jest ani „bezpieczną” klasyką, ani lekką rozrywką, lecz propozycją wymagającą.
Dla Stępnia to kolejny sprawdzian pracy z dużą sceną i z materiałem, który ma strukturę raczej strumienia świadomości niż fabuły. Zanim publiczność zobaczy efekt, można wskazać kilka stałych:
• Strindberg jako autor, z którym reżyser jest w długim dialogu.
• Instytucja regionalna, która oddaje mu w finale sezonu Dużą Scenę – zaufanie programowe.
• Kontekst Podkarpacia, w którym tego typu tytuł będzie czytany nie tylko estetycznie, lecz także jako gest ambicji teatru regionu.
Drugim ważnym projektem, który już dziś można wpisać w plan pracy Stępnia na najbliższe lata, jest „Dzikość serca” w Teatrze im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy. Realizacja została zaplanowana na przyszły sezon. Materiałem wyjściowym jest powieść „Wild at Heart: The Story of Sailor and Lula” amerykańskiego pisarza Barry’ego Gifforda z 1989 roku.
Książka opowiada historię młodej pary – Sailora i Luli – którzy uciekają przez południowe stany USA, łamią prawo, próbują zerwać z rodzinną i społeczną opresją. Ich miłość, intensywna i podszyta przemocą, bywa czytana jako bunt przeciw normom, ale także jako rozpaczliwa próba ratowania czegoś w świecie pozbawionym stabilnych punktów oparcia.
Powieść Gifforda zyskała międzynarodową rozpoznawalność dzięki filmowi Davida Lyncha „Dzikość serca” (1990), nagrodzonemu Złotą Palmą w Cannes – adaptacji, która do dziś budzi skrajne reakcje, m.in. ze względu na połączenie brutalności, groteski i baśniowych motywów.
W Legnicy Stępień staje przed zadaniem podwójnie ryzykownym. Z jednej strony sięga po materiał obciążony filmowym mitem – z ikonograficzną pamięcią o Nicolasie Cage’u w wężowej kurtce, z całym lynchowskim imaginarium. Z drugiej strony musi zdecydować, jak przełożyć neonoir Gifforda na język teatru repertuarowego, który pracuje z konkretnym zespołem, konkretną przestrzenią i lokalną publicznością.
Legnicki teatr ma za sobą długą tradycję przenoszenia literatury i kultury popularnej na scenę – od Gombrowicza po prozę współczesną – z jednoznaczną rolą miasta i regionu w tle. „Dzikość serca” w reżyserii Stępnia może w tym kontekście stać się spektaklem:
• o miłości jako próbie ucieczki z opresji,
• o przemocy systemowej – rodzinnej, ekonomicznej, kulturowej,
• o amerykańskim micie wolności oglądanym z perspektywy polskiego miasta średniej wielkości.
To nie są deklaracje programowe, lecz katalog możliwości, które otwiera sam wybór tytułu.
Mówiąc o Radku Stępniu, nie ma już sensu używać określeń typu „młody, obiecujący”. To reżyser, który należy już do pokolenia „w środku drogi”: z jednej strony ma za sobą etap debiutanckiej euforii, z drugiej – wciąż rozwija formę i szuka kolejnych wyzwań repertuarowych.
W jego przypadku nie chodzi o spektakularne gesty generacyjne ani gwałtowne manifesty w programach. Bardziej o konsekwentne przechodzenie przez klasykę, współczesność i literaturę popularną, z wiarą, że teatr repertuarowy może być miejscem realnego ryzyka artystycznego.
„Inferno” w Rzeszowie i „Dzikość serca” w Legnicy są w tej drodze kolejnymi krokami. Oba projekty opierają się na tekstach, które mówią o granicznych doświadczeniach – o kryzysie psychicznym i mistycznym, o miłości wystawionej na próbę przemocy, prawa i ekonomii. W obu przypadkach Stępień nie wchodzi w krąg tematów „łatwych”, raczej kieruje się w stronę opowieści, które wymagają od widza dłuższego namysłu niż jedno wieczorne wzruszenie.
„[…] idziemy do teatru i okazuje się, że literatura ze swoim porównaniem homeryckim, heksametrem, nadmiarowym nasyceniem historii bohaterami i zdarzeniami może mieć swoją sceniczną egzemplifikację, która mocniej działa na odbiorcę niż starożytny grecki epos w najlepszym tłumaczeniu”