Choć „Przyjaciele” Zellera mogą uchodzić za młodszą siostrę „Prawdy”, Garnizon Sztuki udowadnia, że ta historia – o podejrzeniu, które wywraca codzienność do góry nogami – może wybrzmieć na nowo, świeżo i zaskakująco lekko. Nie dlatego, że tekst przełamuje schematy, lecz dlatego, że Agata Wątróbska prowadzi go z niezwykłą dyskrecją i precyzyjną czujnością wobec rytmu scenicznych relacji. Jej reżyseria opiera się na czymś, co w komedii jest najtrudniejsze: na umiejętności nieprzeszkadzania aktorom, a jednocześnie pilnowania każdego milimetra tonu, pauzy i zawahania.
Reżyseria, która oddycha razem z aktorami
Wątróbska nie narzuca spektaklowi ostrej estetycznej ramy. Komizm nie jest tu wykręcany na siłę. Reżyserka wybiera drogę odwrotną: redukuje, oczyszcza, zostawia przestrzeń na to, co w tekście Zellera najciekawsze – drobne pęknięcia, dyskomfort, nagły błysk orientacji, że „ta rozmowa może już nie wrócić na bezpieczne tory”.
Dzięki temu spektakl oddycha. Tempo nie jest jednostajnie szybkie, lecz falujące: momenty rozbawienia przechodzą w lekkie napięcie, a następnie w pozorną zwyczajność. Wątróbska układa te przesunięcia jak mikroskopijne zmiany ciśnienia, tak że widz nie tyle ogląda intrygę, co czuje jej narastające rozedrganie.
Najważniejsze jednak, że reżyserka trafnie ustawia spektakl na styku fikcji i intymności – w końcu na scenie występują prawdziwe pary. Nie epatuje tym faktem, nie czyni z niego marketingowej podpórki, lecz subtelnie wykorzystuje go do budowania chemii w dialogach i wiarygodności w milczeniu. To teatr bliskości, a nie teatralnych ozdobników.
Chabior i Wątróbska – duet, który niesie spektakl
Najmocniejszym filarem przedstawienia jest małżeństwo grane przez Agatę Wątróbską i Janusza Chabiora. Ich relacja rozwija się niczym precyzyjnie napisana partytura: od pozornej stabilności, przez niepokój podszyty wiedzą lub jej brakiem, aż po komediowe zapętlenia, w których prawda i kłamstwo zaczynają brzmieć identycznie.
Chabior buduje swoją postać z lekkością, która nigdy nie traci kontaktu z emocjonalnym podtekstem scen. Jego bohater nie jest typowym zellerowskim „kombinatorem”, lecz mężczyzną, który dopiero pod presją zaczyna plątać się w swoich wersjach zdarzeń. Chabior wygrywa ten proces nie przesadą, lecz półcieniami, dzięki czemu „Przyjaciele” stają się komedią nie z szarży, lecz z ulegania własnym lękom.
Wątróbska jako partnerka sceniczna – i reżyserka – gra rolę precyzyjnie kontrolowaną, a jednocześnie miękką w kontakcie. Jej bohaterka nie moralizuje, nie rozlicza męża z pozycji siły, raczej z cichej determinacji kogoś, kto już wie, ale chce, by druga strona sama rozbroiła kłamstwo. Najpierw zmuszała męża do wyznania zdrady, teraz stosuje tę samą metodę, by ujawnić własną, i nie jest to akt zemsty, lecz subtelne odbicie ich relacji – lustrzane, nieco neurotyczne, a przez to najbardziej prawdziwe.
Wątróbska i Chabior tworzą duet, który wygrywa spektakl na dwóch poziomach – komediowym i emocjonalnym. Ich wspólne sceny są najlepszym przykładem, jak teatr może czerpać z autentyczności relacji, nie popadając w prywatność.
Najciekawsze jest to, że spektakl w Garnizonie nie osuwa się w moralizatorstwo. Zamiast tego powstaje rodzaj eleganckiej gry – inteligentnej, ale nigdy chłodnej. Widz śmieje się, bo rozpoznaje siebie: własne półprawdy, poranne „to nie tak, jak myślisz”, lęk przed momentem, w którym partner zada jedno pytanie za dużo.
W Garnizonie tekst Zellera staje się nie bulwarową komedią o zdradzie, lecz opowieścią o tym, jak bardzo chcemy być wobec siebie uczciwi, a jak rzadko nam się to udaje. To kameralna komedia, w której śmiech nie przykrywa emocji, lecz pozwala je delikatnie odsłonić. Gdyby wszystkie lekkie spektakle były prowadzone z taką kulturą i wyczuciem tonów – o „pozytywnym teatrze” można by mówić bez cudzysłowu.
https://garnizonsztuki.org.pl/spektakle/przyjaciele/