W najnowszej realizacji BY Teatru pamięć staje się materią sceniczną – plastyczną, kruchą i niepokojąco żywą. „Bieżeńcy 1915” to przedstawienie, które nie rekonstruuje przeszłości w muzealnym geście, lecz przywraca jej drżenie. Reżyser Andrei Novik prowadzi nas przez doświadczenie przymusowej wędrówki tak, jakby każde ziarenko zwartej, czarnej ziemi rozsypanej na scenie niosło w sobie osobną historię. Ta ziemia – jednocześnie pejzaż, rekwizyt i znak – staje się tu bohaterem równorzędnym wobec aktorów.
Spektakl wyróżnia się powściągliwością środków. Novik nie szuka efektów, ale celnie buduje przestrzeń, w której wspomnienia nabierają cielesności. Niewielka obsada – Maria Czykwin, Andrei Novik, Darya Novik i Aleks Saprykin – pracuje precyzyjnie, z wyczuciem rytmu, jakby każde słowo i każdy gest miały za sobą ciężar rodzinnych historii. Wielojęzyczność, naturalnie wpisana w strukturę przedstawienia, działa jak otwieranie kolejnych szuflad pamięci. Jeden język nie wystarczy, by opowiedzieć o doświadczeniu, które rozpadło się na tysiące odłamków; dlatego słyszymy naraz kilka idiomów, tworzących swoisty, wzruszający palimpsest.
Adaptacja Romana Pawłowskiego-Felberga, oparta na książce Anety Prymaki-Oniszk, podąża ścieżką reportażu, lecz teatr dopisuje do niej osobny rozdział. Dokument zostaje tu przepuszczony przez wrażliwość artystów, którzy sami znają cenę opuszczonego domu. Nie ma w tym przedstawieniu dekoracyjnej nostalgii – jest za to namacalna świadomość, że pamięć jest często zbudowana z braków, przemilczeń, urwanych zdań. Novik nie próbuje ich wypełniać; raczej daje im wybrzmieć, jakby w przerwach między scenami mogły odezwać się głosy nieobecnych.
Czarno-brunatna ziemia jest jak fala – raz przywodzi na myśl drogę, innym razem masowy grób, a chwilę później staje się zasobem, którego ktoś kurczowo broni jak jedynego śladu po utraconym miejscu. Taka plastyczność obrazu sprawia, że spektakl, choć formalnie oszczędny, pozostawia w widzu wiele intensywnych, długotrwałych obrazów.
Szczególna wartość przedstawienia ujawnia się w sposobie, w jaki twórcy łączą historię sprzed ponad stu lat z doświadczeniami współczesnych migracji. Ten most nie jest publicystyczny – wyrasta organicznie, z ciała aktorów, z ich własnych biografii, które rezonują z losem bieżeńców. W efekcie widz dostaje nie tylko opowieść o exodusie z 1915 roku, lecz także medytację nad tym, czym jest dom w czasach, gdy granice – tak geograficzne, jak i emocjonalne – stają się coraz mniej pewne.
„Bieżeńcy 1915” to spektakl, który unika łatwych metafor. Zamiast tego proponuje nam uważność: na historię, która nie została w pełni opowiedziana, i na ludzi, których głos zbyt długo rozmywał się w zbiorowych narracjach. W ciągu zaledwie godziny Novik i zespół BY Teatru tworzą przestrzeń przepełnioną delikatnym, lecz konsekwentnym pytaniem: jak pamiętać tak, by nikogo nie zgubić?
To przedstawienie dojrzewa długo po wyjściu z sali. Nie tylko przypomina wydarzenia sprzed wieku – uczy patrzeć na teraźniejszość w sposób głębszy, bardziej odpowiedzialny. I być może właśnie to jest jego największą siłą.