W teatrze często mówimy, że to, co dzieje się za kulisami, jest równie ważne jak to, co rozgrywa się na scenie. W przypadku Henri’ego Matisse’a – malarza, którego kolory i formy zrewolucjonizowały europejską sztukę – kulisy jego życia tworzyły trzy kobiety. To one, jak aktorki w dramacie rozpisanym na dekady, kształtowały jego wrażliwość, wspierały jego geniusz, a niekiedy płaciły za to najwyższą cenę.
Sophie Haydock w swojej najnowszej powieści Madame Matisse nie pisze jednak klasycznej biografii artysty. Tworzy raczej rodzaj psychologicznego tryptyku, w którym trzy bohaterki – żona Amélie, córka Marguerite i muza Lidia – stają się równorzędnymi postaciami opowieści o sztuce, miłości i poświęceniu.
Trzy kobiety, jeden świat
Każda z bohaterek reprezentuje inny rodzaj kobiecej siły. Amélie, żona artysty, to uosobienie oddania – kobieta, która wbrew konwenansom porzuca własne ambicje, by pielęgnować talent męża. Marguerite, córka Matisse’a, żyje w cieniu geniuszu ojca, próbując zachować lojalność wobec obojga rodziców. Lidia, rosyjska emigrantka, przynosi ze sobą inny ton: obcość, nową energię, artystyczną świeżość. To dzięki niej Matisse odzyskuje wiarę w malarstwo, ale jej obecność rozpala też domowe konflikty.
Haydock unika prostych podziałów. Nie ma tu rywalizacji o względy mężczyzny – jest raczej wspólnota losu kobiet, które próbują przetrwać w orbicie wielkiego artysty. Ich emocje nie są tłem dla geniuszu, lecz równorzędnym elementem jego portretu.
Między sztuką a życiem
Autorka pisze w sposób niezwykle wizualny – nieprzypadkowo. Każda scena ma w sobie coś z teatralnego obrazu, jakby czytelnik obserwował kolejne akty dramatu rozgrywającego się w atelier, w salonach Nicei czy paryskich pracowniach. Narracja jest skupiona, klarowna, oszczędna w słowach, a jednak pełna napięcia. Haydock potrafi opowiadać o sztuce bez patosu: farby, szkice i płótna są tu tylko pretekstem do pytań o granice poświęcenia i o to, czym właściwie jest twórczość – wspólnym dziełem, czy samotnym aktem egoizmu?
Dla czytelnika zafascynowanego teatrem relacja między Matissem a jego trzema „muzami” może przywodzić na myśl dramat psychologiczny. Każda z kobiet gra swoją rolę w spektaklu jego życia, każda wnosi inny ton – czułość, bunt, wyrozumiałość – a całość przypomina powoli toczącą się próbę generalną przed premierą, która nigdy się nie odbyła.
Hołd dla kobiecej obecności
Największą siłą powieści Haydock jest przesunięcie punktu ciężkości: to nie artysta jest w centrum opowieści, lecz kobiety, które mu towarzyszą. Pisarka nie mitologizuje Matisse’a – pokazuje go jako człowieka z krwi i kości, często nieświadomego tego, jak wiele zawdzięcza innym. Madame Matisse to więc nie tyle historia o miłości, co o wspólnym tworzeniu – o tym, że za każdym „ja” twórcy kryje się czyjeś „my”.
Haydock prowadzi czytelnika przez kilka dekad francuskiej historii, od końca XIX wieku po czasy II wojny światowej. Na tle zmieniających się pejzaży – Paryża, Nicei, Riwiery – rozgrywa się dramat, który równie dobrze mógłby być przeniesiony na scenę. Zresztą, ta powieść ma w sobie coś z teatru – rytm dialogów, wyraziste kontrasty i precyzyjnie nakreślone relacje międzyludzkie.
Dlaczego warto?
Madame Matisse to lektura dla tych, którzy w sztuce szukają nie tylko estetycznego zachwytu, ale też pytań o moralny koszt talentu. Dla tych, którzy potrafią dostrzec w biografiach artystów dramat ludzkich wyborów, a w kobiecych postaciach – nie „muzę”, lecz współautorkę dzieła.
Sophie Haydock stworzyła książkę, która mogłaby stać się materiałem na scenariusz – gęsty od emocji, pełen niejednoznacznych relacji i rozpisany na głosy. Madame Matisse to nie romans ani biografia, lecz rodzaj intymnego spektaklu o tym, jak wielka sztuka rodzi się z ludzkiego bólu i oddania.
Sophie Haydock, Madame Matisse, Wydawnictwo Albatros, Seria Butikowa
https://www.wydawnictwoalbatros.com/