Reżyser konstruuje spektakl na zasadzie powolnego zdejmowania kolejnych warstw – jakbyśmy obserwowali proces „obierania cebuli”, w którym spod codziennych uprzejmości, żartów i dystansu wydobywa się to, co bolesne i niezałatwione. W miarę trwania rozmowy Hania i Wojtek podejmują grę – próbę odtworzenia tego, co mogłoby być, gdyby życie potoczyło się inaczej. Ona wciela się w jego żonę, on w jej niegdysiejszego ukochanego – w ten sposób tworzą iluzję równoległego świata, w którym wszystko można jeszcze naprawić. Ten moment teatralnej fikcji staje się najbardziej autentyczną częścią ich spotkania.
Muzyka Nikodema Dybińskiego oraz delikatna praca światła wzmacniają poczucie zawieszenia między przeszłością a teraźniejszością.
Spektakl jest zbudowany na dialogu dwojga aktorów, którzy prowadzą sceniczną rozmowę nie tylko ze sobą, ale i z własnym odbiciem sprzed lat. Radzikowska i Żurawski tworzą postaci pełne drobnych napięć i pauz, w których rozgrywa się więcej niż w samych słowach. Reżyser pozostawia im przestrzeń, by mogli grać ciszą, spojrzeniem, zawahaniem. Z tej oszczędności rodzi się gęstość emocjonalna – typowa dla spektakli, które koncentrują się na detalu, a nie na efekcie.
„Miło cię było zobaczyć” jest także teatrem pamięci pokolenia, które dojrzewało w latach dziewięćdziesiątych, zderzając młodzieńcze marzenia o wielkim świecie z nieuchronnością codzienności. Hania i Wojtek reprezentują tę część czterdziesto- i pięćdziesięciolatków, którzy chcieli „więcej”, a znaleźli się w miejscu, gdzie trzeba pogodzić się z „wystarczająco”. Nie jest to jednak opowieść o klęsce – raczej o potrzebie zrozumienia, że każda przeszłość jest nieodwracalna, a każde spotkanie, nawet to spóźnione, może mieć sens.
W strukturze spektaklu nie ma wielkich zwrotów akcji ani teatralnych efektów. Chludziński koncentruje się na aktorstwie, języku i rytmie dialogu, budując z drobnych gestów i zdań obraz dwojga ludzi, którzy próbują jeszcze raz oswoić własne życie. To teatr cichy, niemal filmowy w swoim rytmie, w którym emocje przepływają pod powierzchnią.
Kiedy w finale bohaterowie odchodzą w swoje strony, widz zostaje z wrażeniem, że uczestniczył w czymś bardzo prywatnym – rozmowie, której sens wykracza poza teatr. Być może dlatego ten spektakl działa właśnie przez swoją zwyczajność: niczego nie udaje, niczego nie dopowiada, a jednak mówi o wszystkim, co najważniejsze.
https://teatrslaski.art.pl/repertuar/milo-cie-bylo-zobaczyc/