Na scenie nie pada ani jedno słowo. A jednak „Black” mówi wszystko – krzykiem ciała, tempem oddechu, uderzeniem światła i rytmem tańca, który nie jest tu formą rozrywki, lecz narzędziem oporu.
Wczoraj na Międzynarodowym Festiwalu Sztuk Performatywnych dla Dzieci i Młodzieży obejrzeliśmy spektakl, który trudno nazwać po prostu pokazem tanecznym. Oulouy, artysta związany z hiszpańsko-katalońską sceną street dance, przekształcił ruch uliczny w formę społecznego manifestu. Jego solo to intensywny, fizycznie wyczerpujący performans, który przywołuje nie tylko historię systemowego rasizmu, ale też współczesne protesty i pamięć po ofiarach przemocy – z George’em Floydem na czele.
To, co porusza najmocniej, to szczerość tej choreograficznej wypowiedzi. Nie jest to estetyczna opowieść o przemocy, ale cielesne zanurzenie w jej doświadczeniu. Każdy taneczny styl – street dance, house, krump, afrobeats – służy tu nie pokazowi techniki, lecz budowaniu emocjonalnego napięcia i rytmu buntu. Ciało Oulouy’a drży, upada, podnosi się i trwa w walce – jakby było zarazem żywym archiwum i nośnikiem głosu tłumionego przez pokolenia.
Projekcje wideo – brutalne, niepokojąco znajome – przywołują obrazy policyjnej przemocy i medialnych przekazów, które nie pozwalają widzowi uciec w iluzję. To nie spektakl o przeszłości ani o fikcji, ale o rzeczywistości, która wciąż pulsuje tu i teraz. A mimo ciężaru tematu „Black” nie tonie w rozpaczy. Przeciwnie – znajduje siłę. Nadzieja wybrzmiewa w dynamice tańca, w obecności wspólnoty na widowni, w samym akcie performansu, który staje się formą odzyskiwania głosu i przestrzeni.
To wszystko szczególnie mocno wybrzmiewa w kontekście nowego łódzkiego festiwalu w Teatrze Pinokio. Inicjatywa, która z założenia chce być otwarta na różnorodność form, perspektyw i tematów, znalazła w „Black” spektakl wręcz idealnie oddający swój zamysł. Bo oto na scenie pojawia się twórca, który nie mówi w imieniu kogoś, ale mówi swoim własnym głosem – z pełną świadomością kontekstu politycznego, społecznego i kulturowego.
Festiwal, który nie ucieka od trudnych tematów, ale zaprasza do rozmowy, do konfrontacji – właśnie takie miejsce ma sens. I taki teatr – choć bez słów – ma dziś wyjątkową moc. Bo tam, gdzie milkną słowa, ciało mówi najgłośniej. „Black” nie tylko przedstawia doświadczenie przemocy i wykluczenia – ono je ucieleśnia, przeżywa na oczach widza. S·PLOT staje się przestrzenią, w której artystyczny gest nie jest dekoracją rzeczywistości, ale jej przenikliwym komentarzem. W świecie pełnym hałasu i uproszczeń ten festiwal wybiera drogę uważności, różnorodności i odwagi. I właśnie dlatego tak bardzo jest dziś potrzebny.