Zatrudnienie czynnego recenzenta teatralnego w teatrze, który opisuje i ocenia spektakle innych scen, to niebezpieczny precedens. Podważa wiarygodność krytyki i osłabia zaufanie do środowiska, które i tak od lat zmaga się z kryzysem. Przykład recenzenta Przemysława Guldy pokazuje, że granice między niezależnym komentarzem a służbową zależnością w polskim teatrze dawno się zatarły.
3 września Przemysław Gulda – recenzent teatralny i publicysta – został zatrudniony w warszawskim Teatrze Studio. Dyrektor Roman Osadnik wyjaśnia: „Jego zatrudnienie jest decyzją dyrekcji, podjętą w oparciu o jego wieloletnie doświadczenie w obszarze krytyki teatralnej, wiedzę o współczesnym dramacie oraz praktykę w pracy kuratorskiej i dramaturgicznej. Uznałem, że kompetencje pana Guldy będą wartościowym uzupełnieniem zespołu literackiego naszego teatru”.
Do obowiązków Guldy należy – jak precyzuje Osadnik – „współpraca przy kształtowaniu repertuaru, opracowywanie materiałów dramaturgicznych, wspieranie reżyserów i twórców w pracy koncepcyjnej oraz kontakty z autorami”.
Dyrekcja uspokaja, że każdy przypadek powinien być „oceniany indywidualnie, z zachowaniem transparentności i profesjonalnych standardów” i zapewnia: „Jesteśmy przekonani, że jego praca na rzecz Teatru Studio nie podważa wiarygodności ani samego krytyka, ani naszej instytucji – przeciwnie, wzbogaca nasz zespół o perspektywę osoby, która od lat uważnie śledzi życie teatralne w Polsce i za granicą”.
Precedens i kryzys krytyki
Takie tłumaczenia nie usuwają jednak wątpliwości. Zatrudnienie czynnego recenzenta w teatrze, który podlega ocenie krytycznej, osłabia nie tylko wizerunek samego autora, ale i całej instytucji. To nie problem jednostkowy, lecz precedens, który może doprowadzić do dalszej marginalizacji krytyki teatralnej. Za chwilę może się okazać, że jest ona w ogóle zbędna – wystarczy, że pracownicy teatrów będą publikować teksty wychwalające własne przedstawienia, prezentując je jako rzetelną i obiektywną ocenę.
Autoprezentacja Guldy
Sam Przemysław Gulda został przedstawiony na stronie e-teatru w następujący sposób:
„Przemysław Gulda – dziennikarz zajmujący się kulturą od lat dziewięćdziesiątych. Najpierw w wydawnictwach alternatywnych, a od początku nowego wieku w »Gazecie Wyborczej«. Publikuje na łamach portalu Wirtualna Polska, a jego teksty ukazywały się też m.in. w »Notatniku Teatralnym« czy »Blizie«. Współpracował przez wiele lat z »Nowym Dziennikiem«. Od kilku lat publikuje codzienne »instarecenzje« nowości kulturalnych na kanale @guldapoleca, a płytowych – na Facebooku”.
Gulda na swoim profilu w mediach społecznościowych definiuje się jako doradca, który sprawdzi i powie, co warto zobaczyć w teatrze, czego warto posłuchać.
Tolerowanie nagannej praktyki
Problem polega na tym, że Gulda – mimo pracy w Teatrze Studio – nadal publikuje recenzje spektakli innych scen, uznając, że taka praktyka jest normalna. Od kilku dni portal e-teatr opatruje jego nazwisko dopiskiem „konsultant Teatru Studio”. Nie jest to jednak rozwiązanie problemu, lecz jego instytucjonalne autoryzowanie. W praktyce oznacza to, że naganne zachowanie nie zostało zatrzymane, ale zaczęło być oficjalnie tolerowane.
Głos środowiska – AICT Polska
Stanowisko w tej sprawie zajęło Międzynarodowe Stowarzyszenie Krytyków Teatralnych – AICT Polska, którego prezesem jest dr Tomasz Miłkowski. W odpowiedzi na nasze pytania pisze:
„Samo zatrudnienie takich wątpliwości nie budzi, stwarza jednak pewne kłopotliwe sytuacje dla samego krytyka, który może popadać w konflikt interesów, jeśli na przykład recenzowałby spektakle własnego teatru lub teatrów w jakimś stopniu pozostających w relacji konkurencyjnej. Modelowym rozwiązaniem w takich sytuacjach jest rezygnacja z uprawiania bieżącej praktyki recenzenckiej – w okresie zatrudnienia w teatrze – przynajmniej w obszarze teatralnym, do którego zalicza się pracodawca”.
Dr Miłkowski przypomina również o kodeksie postępowania w sprawie krytyki:
„Po wielu latach międzynarodowej debaty w roku 2011 przyjęty został ostatecznie dokument »Kodeks postępowania krytyka teatralnego«, który obowiązuje członków AICT. […] O konflikcie interesów stanowi pkt 9 wspomnianego »Kodeksu«, który pozwolę sobie zacytować: »Krytycy teatralni powinni podejmować wszelkie możliwe wysiłki, mające na celu uniknięcie sytuacji, które mogą być postrzegane jako konflikt interesów, poprzez rezygnowanie z recenzowania czy oceniania w jakikolwiek sposób przedstawień, z którymi są osobiście związani«”.
W podobnym tonie wypowiedział się krytyk teatralny i dziennikarz radiowy dr Tomasz Mościcki:
„Sytuacja, w której pracownik teatru zatrudniony na jakimkolwiek stanowisku (nieważne, czy to dyrektor, kierownik literacki, aktor, reżyser, czy nawet sprzątaczka), a równocześnie piszący recenzje teatralne, to sytuacja nie do przyjęcia. Wchodząc do teatru, wybiera się pewną stronę. Pisząc recenzje, osoba taka dopuszcza się czynu poza jakąkolwiek etyką i moralnością. Świadczy to o nieprzyzwoitości i braku honoru. Nic to, że w dzisiejszych czasach pojęcie honoru i przyzwoitości zanika. To jednak nie zwalnia nas z obowiązku przypominania o istnieniu tych pojęć. Nieprzekonanym pozostaje przypomnieć, że opinie takiego »recenzenta« są zwyczajnie niewiążące i należy takie osoby ostracyzować”.
Oddajmy głos samemu bohaterowi
Będąc obiektywnym, należy oddać głos samemu bohaterowi sprawy. Najmocniejszym oskarżeniem okazuje się jego własna wypowiedź sprzed trzech lat – z 21 sierpnia 2022 r., opublikowana w „Ankiecie o krytyce” na portalu e-teatr, w odpowiedzi na pytanie redakcji Raptularza.
Pytanie brzmiało:
Czy któraś z okoliczności wymienionych niżej Pana zdaniem naraża krytyka podejmującego się zrecenzowania spektaklu na zarzut przekroczenia dobrych obyczajów
bliska prywatna znajomość z głównymi realizatorami lub odtwórcami przedstawienia oraz kierownictwem teatru
bliska prywatna znajomość z rodziną lub bliskimi głównych realizatorów lub odtwórców przedstawienia oraz kierownictwa teatru
podległość służbowa wobec któregoś z głównych realizatorów lub odtwórców przedstawienia albo członków kierownictwa teatru na przykład rektor lub dziekan będący wykładowcą
wykonywanie w tym samym czasie lub w nieodległych terminach płatnych prac na zlecenie teatru w którym wystawiono przedstawienie
praca na etacie w innym teatrze
inne jakie
Przemysław Gulda odpowiedział:
„Mam wrażenie, że to pytanie jest nieco źle sformułowane. Na zarzut naraża krytyka i krytyczkę każda z tych okoliczności. Takie zarzuty zawsze ktoś może wysunąć. Ważniejsza jest raczej kwestia własnego poczucia odpowiedzialności i umiejętności oddzielenia spraw zawodowych i pozazawodowych. W tym kontekście pierwsze dwie okoliczności znacznie mniej narażają na przekroczenie granic dziennikarskiej rzetelności niż te, które dotyczą podległości służbowej, a już zwłaszcza wykonywania płatnych zleceń na rzecz teatru”.
To właśnie podległość służbową i wykonywanie płatnych zleceń na rzecz teatru Gulda uznał trzy lata temu za największe zagrożenie dla rzetelności krytyka.
Dziś sam znajduje się dokładnie w sytuacji, którą wówczas wskazywał jako etycznie wątpliwą. Nie jest już tylko niezależnym komentatorem życia teatralnego, lecz uczestnikiem struktur jednej z instytucji. Nadal jednak publikuje recenzje, w których ocenia działania artystyczne innych teatrów. To podważa nie tylko wiarygodność jego opinii, ale i zaufanie do całego środowiska krytyki teatralnej.
Trudno dziś orzec, czy jest to przejaw indywidualnego rozchwiania standardów, czy początek nowej normy – w której rola krytyka zostanie podporządkowana instytucjonalnym interesom. Jedno jest pewne: taka sytuacja wymaga jasnego i otwartego omówienia. Bo stawką jest nie tylko reputacja jednej osoby, lecz przyszłość niezależnej krytyki teatralnej w Polsce.