Slide
previous arrow
next arrow
Teatr, który mówi – ale do kogo? - Teatr dla Wszystkich

Teatr, który mówi – ale do kogo?

Na afiszu

Teatr, który mówi – ale do kogo?

Czy teatr, mówiąc wciąż o sobie, jeszcze porusza, czy tylko znieczula? Głos w dyskusji o autotematyczności i metateatralności, które z narzędzi krytyki stały się codziennością współczesnej sceny.

Opublikowano: 2025-08-07
fot. Magda Hueckel / Teatr Powszechny w Warszawie

Tekst Magdy Rewerendy to cenny głos w refleksji nad kondycją współczesnego polskiego teatru – i muszę przyznać, że wiele z jej obserwacji jest trafnych, a niektóre wręcz niepokojąco celne. Jednocześnie jednak, w jej diagnozie odnajduję pewną ambiwalencję, której warto się przyjrzeć z szerszej perspektywy. Zwłaszcza końcowa teza – że teatr nadmiernie skupiony na sobie staje się systemem zamkniętym, który „pożera własny ogon” – wydaje się wymagać zniuansowania. Nie zgadzam się z nią w pełni, choć rozumiem, skąd wypływa.

Teatr jako świadectwo – „nie-boska. wyznanie” i potrzeba mówienia

Zgadzam się z Rewerendą, że spektakl nie-boska. wyznanie był jednym z wydarzeń inicjujących nową falę autotematycznego i metateatralnego myślenia o teatrze – myślenia, które stało się pożywką dla wielu późniejszych przedstawień, również tych bezpośrednio dotykających przemocy w środowisku artystycznym. Takie podejście – wyciągające na wierzch procesy instytucjonalne, relacje władzy i przemilczane napięcia – było i nadal jest potrzebne. Być może to właśnie ten gest, pierwotnie szczery i osobisty, a później często kopiowany i multiplikowany, stanowił akt prawdziwego wyznania – próbę obnażenia mechanizmów, które przez lata działały poza zasięgiem krytycznej refleksji.

Nie sposób więc odmówić nie-boskiej. wyznaniu roli prekursorskiej – jako projektu, który zainicjował publiczne myślenie o teatrze jako instytucji nie tylko artystycznej, lecz także społecznej, ekonomicznej i politycznej. To nie tylko przedstawienie, lecz także dokument przesilenia – zapowiedź zmiany, która nastąpiła nie tylko w estetyce, ale i w świadomości twórców.

Autotematyczność jako diagnoza, nie obsesja

Rewerenda stawia ważne pytania o to, czy teatr nie wpadł dziś w pułapkę nadmiernego skupienia na sobie. To słuszne ostrzeżenie. Rzeczywiście, niektóre przedstawienia zdają się zamykać w pętli samoanalizy, przeradzając się w wewnętrzne rozliczenia środowiska z samym sobą. Ale czy to nie naturalny etap procesu, który musiał się dokonać? Czy teatr – jako medium będące nie tylko odbiciem rzeczywistości, ale również narzędziem kształtowania świadomości – nie ma prawa przyglądać się sam sobie, jeśli to właśnie on przez lata reprodukował przemoc, eksploatację i hierarchiczność?

Nie zapominajmy, że dekada 2015–2025 przyniosła istotne przemiany w sposobie funkcjonowania instytucji kultury. Ruch #MeToo, kryzysy dyrektorskie, napięcia wokół finansowania, odwołania premier czy niejasne procedury konkursowe – to nie są „problemy środowiskowe”, które można zamieść pod dywan. One są częścią życia publicznego i zasługują na sceniczne przepracowanie. Teatr, który nie mówiłby o własnych patologiach, byłby nie tylko ślepy, ale też – co gorsza – nieuczciwy wobec siebie i swoich widzów.

Kryzys narracyjny czy kryzys odbioru?

Rewerenda pisze o „zmęczeniu wyznaniem”, o „systemie zamkniętym”, w którym teatr przestaje poruszać, a zaczyna nużyć. Być może rzeczywiście mamy do czynienia z przesyceniem metateatralnością, jednak bardziej niż o kryzys samego teatru, powiedziałbym, że to raczej kryzys odbioru. Czy nie wymagamy od teatru, by wciąż „poruszał”, „zaskakiwał” i był „przełomowy”? Czy nie traktujemy sceny jak przestrzeni ciągłej nowości, rewolty i objawień?

A przecież teatr ma prawo do powtórzeń, do trwania, do wracania do tych samych tematów, by wciąż je oswajać, przewartościowywać, rekonstruować. Nie każde przedstawienie musi być nowym Wyzwoleniem Swinarskiego czy kolejną Apokalipsą Grotowskiego – czasem wystarczy, że stanie się narzędziem autorefleksji i przepracowania traum, nawet jeśli będzie to dziesiąty spektakl w tym sezonie o przemocy w instytucji.

Teatr mówi o sobie – ale do kogo?

Najważniejszym pytaniem, które warto dziś postawić, nie jest: „czy teatr za dużo mówi o sobie?”, ale: czy jeszcze potrafi mówić do kogoś spoza swojego kręgu? Hermetyczność, którą dostrzega Rewerenda, to nie tylko efekt autotematyczności – to także wynik niezrozumiałego języka, elitaryzmu, który wyklucza widzów spoza środowiska. Tu rzeczywiście rodzi się niebezpieczeństwo: teatr staje się kółkiem wzajemnej adoracji, które odbija swoje traumy w zamkniętym zwierciadle, zapominając, że publiczność niekoniecznie dzieli jego punkt widzenia.

Ale czy odpowiedzią na to ma być powrót do teatru „niezaangażowanego”, estetycznego, pozbawionego społecznej i politycznej świadomości? Absolutnie nie. Potrzebujemy raczej poszukiwania nowych języków, które pozwolą mówić o sprawach istotnych dla teatru w sposób istotny dla widzów. Teatr musi się uczyć, jak mówić o sobie tak, by jednocześnie mówić o świecie.

Teatr nie jest lustrem, lecz światłem

Podsumowując, nie zgadzam się z końcową diagnozą Magdy Rewerendy, że teatr „pożera własny ogon”. Widzę raczej teatr, który – po latach milczenia – w końcu uczy się mówić o sobie, choć nie zawsze potrafi mówić wyraźnie. To proces bolesny, czasem irytujący, często niedoskonały. Ale to również proces nieunikniony.

Autotematyczność nie jest problemem – staje się nim tylko wtedy, gdy zamienia się w autoterapię uprawianą na koszt publiczności. Jeśli jednak teatr nadal będzie szukał języka, który łączy jego doświadczenie z doświadczeniem społecznym – nie tylko teatralnym – pozostanie medium żywym i potrzebnym. Nie jest lustrem, w którym się przegląda, lecz światłem, które pozwala dostrzec rzeczy niewidoczne wcześniej. I to właśnie w tym kierunku – mimo wszelkich zastrzeżeń – teatr XXI wieku powinien podążać.

Tekst odnosi się do felietonu Magdy Rewerendy „System zamknięty”, opublikowanego w magazynie „Czas Kultury”, nr 15/2025.

https://czaskultury.pl/artykul/system-zamkniety/

Kategorie:


Cytat Dnia

„[…] idziemy do teatru i okazuje się, że literatura ze swoim porównaniem homeryckim, heksametrem, nadmiarowym nasyceniem historii bohaterami i zdarzeniami może mieć swoją sceniczną egzemplifikację, która mocniej działa na odbiorcę niż starożytny grecki epos w najlepszym tłumaczeniu”

PikWroclaw.pl o „Odysei”, reż. Małgorzata Warsicka; 27.01.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL