Slide
previous arrow
next arrow
Dzisiaj mija rocznica śmierci Władysława Szpilmana - Teatr dla Wszystkich

Dzisiaj mija rocznica śmierci Władysława Szpilmana

Na afiszu

Dzisiaj mija rocznica śmierci Władysława Szpilmana

W rocznicę śmierci Władysława Szpilmana, pamiętajmy, że jego fortepian to nie tylko instrument – to świadek historii. I póki brzmi – nie zapomnimy.

Opublikowano: 2025-08-06
fot. archiwum rodzinne

Dzisiaj mija rocznica śmierci Władysława Szpilmana. 

Władysław Szpilman odszedł 6 lipca 2000 roku. Od tamtej pory minęło już ćwierć wieku, a jednak jego muzyka — i jego historia — nie ucichły. Wręcz przeciwnie: z każdą kolejną rocznicą mam wrażenie, że gra coraz mocniej, jakby przypominała nam, że niektóre dźwięki nie mają końca.

Być może dlatego dziś – jako ktoś, kto od lat krąży między fotelami teatralnymi a koncertowymi estradami – czuję potrzebę, by opowiedzieć o nim nie tylko jako o postaci z podręczników, ale jako o człowieku, który potrafił sprawić, że fortepian mówił więcej niż niejeden dramat sceniczny.

Szpilman był kompozytorem wybitnym, ale nie tylko. Był też kronikarzem czasu rozkładu, czasów, w których muzyka była albo ostatnim bastionem nadziei, albo rozpaczliwym aktem oporu. W getcie warszawskim jego dłoń, uderzająca w klawisze, nie była tylko artystycznym gestem — była próbą ocalenia tożsamości, człowieczeństwa, może nawet życia. Nie przez przypadek właśnie Szpilman otworzył pierwszą powojenną transmisję Polskiego Radia. Symboliczny gest: Chopin rozbrzmiewający w ruinach Warszawy, zagrany przez tego, który przeżył jej największą ciemność.

Jako krytyk często mierzę się z pytaniem o to, gdzie przebiega granica między sztuką a życiem. Szpilman nigdy tej granicy nie uznawał. Jego muzyka była życiem – a życie stawało się muzyką, często dramatyczną, czasem liryczną, zawsze jednak głęboko zakorzenioną w emocji. I może dlatego jego piosenki – „W małym kinie”, „Tych lat nie odda nikt”, „Nie wierzę piosence” – brzmią nie tylko jako piosenki retro, ale jako mikrospektakle: sceny z życia ubrane w melodię.

W teatrze rzadko spotyka się kompozytorów, którzy jednocześnie są świadkami epoki i narratorami czasu. Szpilman był jednym z nich. Być może dlatego jego historia – ta osobista, przerażająca i heroiczna zarazem – stała się kanwą dla filmu Romana Polańskiego. Pianista to nie tylko hołd, to także rodzaj teatralnej rekonstrukcji: gest przeniesienia losu jednostki na scenę świata.

Ale Szpilman nie był jedynie bohaterem wojny. Był też architektem powojennej kultury popularnej w Polsce. Jako redaktor, dyrektor muzyczny, organizator festiwali i mentor młodych artystów – współtworzył pejzaż artystyczny, w którym śpiewano nie tylko o miłości, ale i o wolności, pamięci, utraconym czasie.

Nie da się dziś zrozumieć polskiego XX wieku bez nuty Szpilmana. I choćby zagrano go dziś tylko raz – z jakiegoś stłumionego radia, na nieco rozstrojonym pianinie – wystarczy, by wróciło wszystko: Warszawa, mrok, światło, duma, wstyd, wiara, rozpacz. I nadzieja. Zawsze nadzieja.

Bo jego muzyka – mimo całego tragizmu historii – zawsze wierzyła, że człowiek się jednak ostanie.


Kategorie:


Cytat Dnia

„[…] idziemy do teatru i okazuje się, że literatura ze swoim porównaniem homeryckim, heksametrem, nadmiarowym nasyceniem historii bohaterami i zdarzeniami może mieć swoją sceniczną egzemplifikację, która mocniej działa na odbiorcę niż starożytny grecki epos w najlepszym tłumaczeniu”

PikWroclaw.pl o „Odysei”, reż. Małgorzata Warsicka; 27.01.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL