Miranda zostaje. Samotność jako przestrzeń rytuału

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Miranda zostaje. Samotność jako przestrzeń rytuału

Co zostaje, gdy wszyscy odchodzą? W Pieśniach Mirandy Krzysztofa Cicheńskiego wyspa staje się przestrzenią samotności, a szekspirowska bohaterka – figurą porzucenia, rytuału i niespełnionych możliwości.

Opublikowano: 2025-08-03
fot. Karolina Sołtys / Gdański Teatr Szekspirowski

O spektaklu „Pieśni Mirandy” w reż. Krzysztofa Cicheńskiego zaprezentowanym na 29. Międzynarodowym Festiwalu Szekspirowskim w Gdańsku pisze Wiesław Kowalski.

W Pieśniach Mirandy, zaprezentowanych w ramach konkursu SzekspirOFF, Miranda – córka Prospera z Burzy – nie wraca do świata ludzi. Pozostaje na wyspie, w miejscu, które dawniej było sceną przemian i cudów, a dziś stało się przestrzenią milczenia, powtórzeń i codziennych rytuałów. Spektakl Krzysztofa Cicheńskiego unika klasycznej narracji – zamiast dramatycznego rozwoju akcji otrzymujemy kontemplację: teatralno-muzyczną instalację, która opowiada nie tyle historię, co stan psychiczny i emocjonalny.

Reżyser nie próbuje odtworzyć wydarzeń z dramatu Szekspira – interesuje go to, co mogło się wydarzyć później, po zakończeniu oryginalnego tekstu. Zamiast happy endu – samotność. Miranda zostaje porzucona: przez ojca i ukochanego. Prospero i Ferdynand odpłynęli, pochłonięci swoimi sprawami, a bohaterka pozostała na wyspie, która z dynamicznego miejsca przemiany stała się przestrzenią zatrzymania. Cicheński proponuje alternatywny scenariusz, w którym Miranda nie wpisuje się w społeczne oczekiwania ani schematy. Nie wraca do cywilizacji, nie zakłada rodziny, nie zostaje królową. Trwa – poza systemem, poza wspólnotą.

Struktura spektaklu ma charakter otwarty – zamiast linearnej opowieści, oglądamy cykl powtarzalnych czynności: zakładanie płaszcza maga, przemierzanie znanych ścieżek, interakcje z Arielem i Kalibanem. Te gesty, pozornie błahe, nabierają rytualnego charakteru. Każdy dzień wygląda podobnie, a czas nie płynie, lecz krąży – jak przypływy i odpływy morza. Miranda funkcjonuje poza czasem historycznym, w rzeczywistości podporządkowanej wewnętrznemu rytmowi.

Warstwa wizualna i dźwiękowa spektaklu (scenografia: Julia Kosek i Krzysztof Cicheński; muzyka: Maria Antkowiak-Świątek i reżyser) wzmacnia to wrażenie zawieszenia. Księżycowa wyspa, zbudowana przy użyciu projekcji wideo, światła i przestrzennego dźwięku, staje się abstrakcyjną przestrzenią – nie tyle miejscem akcji, co stanem psychicznym. Obrazy są piękne i nierealne, jakby wyjęte ze snu. Widz ma poczucie, że rzeczywistość Mirandy nie jest do końca prawdziwa – to raczej wewnętrzny krajobraz niż konkretne miejsce na mapie.

Postać Mirandy, grana przez Marię Antkowiak-Świątek, to już nie naiwna dziewczyna z początku Burzy. To kobieta świadoma, doświadczona, funkcjonująca w pełni w swojej samotności. Nie próbuje jej przełamać – przeciwnie, porządkuje ją i wypełnia rytuałami. Kaliban (Diana Cristescu) i Ariel (Sylwia Achu) nie są już sługami ani duchami uwięzionymi przez Prospera – raczej widmami przeszłości, emanacjami wewnętrznych przeżyć Mirandy, może nawet symbolami natury, z którą pozostaje w symbiotycznym związku.

Cicheński skupia się na doświadczeniu osamotnienia – nie tylko fizycznego, ale przede wszystkim egzystencjalnego. W świecie pozbawionym więzi Miranda redefiniuje siebie poprzez gest, pieśń i relację z miejscem. Wyspa – ziemia niczyja – daje jej autonomię, ale nie przynosi ukojenia. Nie ma tu ani klęski, ani triumfu. Jest trwanie.

Czas w tym spektaklu nie rozwija się, lecz zapętla. Miranda staje się czymś więcej niż człowiekiem – przypomina księżyc, samotne ciało niebieskie, które wpływa na wszystko wokół, choć samo pozostaje oddzielone. Pieśni Mirandy nie oferują historii do śledzenia, ale stan do odczucia – spektakl jako nastrojenie, a nie akcja. To opowieść o tym, co zostaje, gdy wszystko inne już zniknęło.

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Ut elit tellus, luctus nec ullamcorper mattis, pulvinar dapibus leo.

Kategorie:


Cytat Dnia

„[...] tekst Shakespeare’a jest jak ludzkie kolano: dopóki nikt przy nim nie majstruje, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak precyzyjnie został skonstruowany. Wystarczy jednak wyciąć kilka pozornie zbędnych elementów, żeby nadal dało się chodzić, ale już nie całkiem normalnie”

Tomasz Domagała o „Makbecie”, reż. Paweł Ziemilski; Festiwal Szekspirowski.pl, 27.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL