„Burza” jako teatr obrazu i dekonstrukcji władz
O spektaklu Burza w reżyserii Oksany Dmitrievej z Narodowego Akademickiego Ukraińskiego Teatru Dramatycznego im. Marii Zankovetskiej we Lwowie, zaprezentowanym podczas 29. Międzynarodowego Festiwalu Szekspirowskiego w Gdańsku, pisze Wiesław Kowalski.
Spektakl „Burza” w reżyserii Oksany Dmitrievej to przede wszystkim mocny wizualny język i metafory, które sprawiają, że klasyczny tekst Szekspira zostaje przefiltrowany przez współczesne napięcia, rozpad autorytetów oraz bogate dziedzictwo ukraińskiej awangardy teatralnej.
To nie jest zwykła adaptacja, ale raczej artystyczna podróż osadzona głęboko w estetyce ukraińskiej awangardy, szczególnie czuć tu wpływ ekspresjonistycznej szkoły charkowskiej i twórczości Łesia Kurbasa. Ten kontekst nadaje spektaklowi niepowtarzalny charakter i sprawia, że interpretacja „Burzy” Dmitrievej staje się odważnym komentarzem do współczesności.
Na scenie niewiele elementów – kilka platform i ruchoma, geometryczna figura przypominająca nosorożca, która zmienia swoje znaczenie zależnie od sytuacji. Potrafi być schronieniem, miejscem spotkań, symbolem władzy lub opresji. To właśnie światło, sterowane przez Prospera, ożywia ten teatralny świat i nadaje mu rytm, pozwalając zrozumieć, kto tu sprawuje kontrolę.
Kostiumy, zaprojektowane przez Mykhaila Nikolaieva, odwołują się do estetyki międzywojnia – piżamy, kostiumy kąpielowe, uniformy więzienne – tworząc napięcie między indywidualnością a bezosobowym systemem. Prospero ubrany jest w czarny mundur z czerwonymi lamówkami, co jednoznacznie kojarzy się z autorytarną, militarną estetyką, nadając postaci ciężar władzy opartej na dyscyplinie i kontroli.
Narracja nie podąża klasyczną linią fabularną. Spektakl to raczej mozaika obrazów, choreografii i statycznych scen, gdzie słowo schodzi na dalszy plan, ustępując miejsca gestowi, światłu i rytmowi. To zaproszenie dla widza do własnej interpretacji, a nie gotowa opowieść.
Prospero, w wykonaniu Oleha Stefana, to postać stopniowo tracąca swą moc i władzę – jego głos staje się coraz słabszy, gesty mniej zdecydowane, a magia powoli zanika. W tym procesie upadku pojawia się przestrzeń dla Kalibana i Ariela, którzy odzyskują swój głos i tożsamość, co dla mnie jest jednym z najciekawszych momentów spektaklu – to swoista emancypacja tych, którzy w tradycyjnym odczytaniu pozostają na marginesie.
Wyspa u Dmitrievej nie jest miejscem realistycznym, lecz teatralnym konstruktem – abstrakcyjną przestrzenią, bardziej snem niż rzeczywistością. Burza to nie tylko zjawisko pogodowe, ale przede wszystkim symbol kryzysu, który rozbija dotychczasowy porządek i otwiera pole do przemiany.
Niezwykle interesujące są też odniesienia do twórczości Eugène’a Ionesco, zwłaszcza poprzez motyw nosorożca. Wprowadzają one atmosferę absurdu i wieloznaczności, które utrudniają jednoznaczną interpretację i pozostawiają widza z pytaniami bez gotowych odpowiedzi. Spektakl nie unika też subtelnych aluzji do sowieckiej estetyki oraz współczesnych realiów Ukrainy – nie wprost, lecz poprzez metafory, gesty i kostiumy.
Muzyka Kateryny Palachovej i choreografia Oleksiia Buski przenikają się wzajemnie, nadając spektaklowi rytm i strukturę. Ruch sceniczny staje się tu pełnoprawnym językiem, który komentuje i dopełnia narrację, często zastępując słowa.
Dmitrieva nie proponuje wiernej adaptacji Szekspira. Jej „Burza” to raczej wizualna i symboliczna wariacja, która stawia ważne pytania o władzę, język i sposób postrzegania świata. To teatr, który bardziej buduje i rozbija niż pokazuje gotową prawdę, a widza zaprasza do intelektualnego zaangażowania i refleksji.
fot. ze strony Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego