A gdyby zmienić zakończenie?
O spektaklu Wydziału Produkcji „Dwoje na zakręcie” Flavii Coste w reżyserii Tomasza Sapryka w Małej Warszawie pisze Anna Czajkowska.
fot. Wydział Produkcji
O spektaklu Wydziału Produkcji „Dwoje na zakręcie” Flavii Coste w reżyserii Tomasza Sapryka w Małej Warszawie pisze Anna Czajkowska.
fot. Wydział Produkcji
O spektaklu Wydziału Produkcji „Dwoje na zakręcie” Flavii Coste w reżyserii Tomasza Sapryka w Małej Warszawie pisze Anna Czajkowska.
Francuska scenarzystka, aktorka i reżyserka Flavia Coste nie należy może do ulubienic polskich reżyserów, jednak jej sprawnie napisane komedie romantyczne od czasu do czasu goszczą na naszych scenach. Po drugą sztukę pisarki, której premiera odbyła się w Paryżu w 2018 roku i która po pięciu latach doczekała się udanej realizacji w reżyserii Sławomira Narlocha w Łodzi (pod tytułem „Korepetycje z miłości”), sięga Tomasz Sapryk. Korzystając ze sprawnego tłumaczenia Witka Stefaniaka, prezentuje dość banalny, choć życiowy temat, bawiąc widzów i trzymając ich w napięciu. Dzięki przemyślanym dialogom i wyczulonej na niuanse grze aktorów, dobrze radzi sobie z niedoskonałościami oryginalnego scenariusza.
Starsze, nieco znudzone sobą małżeństwo – Max i Charlotte – próbuje skleić to, co jeszcze zostało z ich związku. Pod płaszczykiem swobody skrywają żale i wzajemne pretensje, a ich wypominanie przeszłych zdarzeń, słowne potyczki i kłótnie nie są zwykłym „czepianiem się”. Para ma problemy z porozumiewaniem się, wzajemnym zrozumieniem i akceptacją. Kiedy nie ma już „motyli w brzuchu”, pasja i pożądanie zanikają, czar pryska, a klasyczna „niezgodność charakterów” może ostatecznie zniszczyć związek. Pewnego wieczoru Max wraca z pracy wyczerpany, głodny i po raz kolejny zastaje pustą lodówkę. Jego niepracująca żona – o artystycznej duszy i dość swobodnym podejściu do zakupów przy użyciu karty kredytowej męża – przymierza nowe buty i prezentuje nakrycie głowy. Podczas kolejnej kłótni zjawia się ich sąsiad z góry – Doctor Love, autor rubryki w czasopiśmie „Marie Claire”, w której zamieszcza porady dla ludzi zmagających się z kryzysami w związkach. Przychodzi błagać o chwilę ciszy. A może to właśnie on znajdzie sposób na ich więdnące małżeństwo i pomoże wskrzesić dawne uczucia?
W wypowiedziach bohaterów cynizm i ironia sąsiadują z czystym humorem – nie zawsze beztroskim, często podszytym goryczą, dającym okazję do refleksji. Tomasz Sapryk dostrzega te elementy i zmyślnie je eksponuje. Dzięki temu tempo, które momentami zwalnia, ostatecznie zostaje utrzymane. Nie udaje się jednak zmienić dość niewiarygodnego zakończenia… Wszystko wynagradza gra aktorów i wartkie, pełne polotu i pomysłu dialogi. Katarzyna Herman w roli zrzędliwej, pełnej uroczej złośliwości Charlotte z upodobaniem wypomina mężowi wszelkie potknięcia – jednak w tej złośliwości jest sporo wołania o zaniedbaną miłość. Jako partnerka i kobieta, która czuje oddech wieku na karku, zdaje się dominować w długoletnim, przesiąkniętym rutyną związku. Choć pozornie pewna siebie, w rzeczywistości marzy o dawnej namiętności, tęskni za spojrzeniem i pożądaniem jedynego, wciąż kochanego mężczyzny. Bartłomiej Topa jako Max od razu budzi sympatię. Potrafi wydobyć wszystkie komediowe rysy swojej postaci, akcentując je z wdziękiem, a kiedy trzeba – wypowiada z odcieniem sarkazmu niejedną trafną, życiową prawdę. Żongluje uszczypliwymi uwagami, którymi przykrywa zmagania z bolesnymi wątpliwościami i przemyśleniami niemłodego już mężczyzny. Karol Dziuba jako Doctor Love jest ujmujący, ale mniej naturalny od pozostałych. Nie brakuje mu swobody, jednak zbyt mocno przerysowuje swoją postać – a może to wina samego scenariusza?
Choć uczucia to nie płaszcz, większe i mniejsze poprawki zawsze wydają się możliwe. Receptę na kryzys w związku można odnaleźć we wspólnych wspomnieniach, które pozwalają dostrzec dawną, wciąż obecną miłość. I właśnie o tym opowiada ta romantyczna komedia.