Instalacja biograficzna
O spektaklu „Kofman. Podwójne wiązanie” Janusza Margańskiego i Moniki Muskały w reż. Katarzyny Kalwat, koprodukcja Nowego Teatru i Festiwalu Nowe Epifanie w Warszawie pisze Natalia Karpińska.
fot. Bartek Warzecha
O spektaklu „Kofman. Podwójne wiązanie” Janusza Margańskiego i Moniki Muskały w reż. Katarzyny Kalwat, koprodukcja Nowego Teatru i Festiwalu Nowe Epifanie w Warszawie pisze Natalia Karpińska.
fot. Bartek Warzecha
„Sarah Kofman. Podwójne wiązanie” w reżyserii Katarzyny Kalwat to precyzyjnie przemyślana konstrukcja sceniczna, której celem jest nie tylko rozpisanie na głosy biografii tytułowej bohaterki, lecz przede wszystkim przywrócenie jej prawa do opowiedzenia własnej historii – na własnych warunkach. Choć życiorys filozofki nie doczekał się dotąd licznych omówień na gruncie polskiej literatury, przetłumaczona na potrzeby inscenizacji zaledwie 32-stronicowa autobiografia udowadnia, że stanowi materiał epicki w swoim rodzaju. To opowieść, w której wojna, utrata ojca, doświadczenia Holokaustu, ucieczka z domu oraz budowanie na nowo dziecięcej tożsamości stają się zarówno początkiem odkrywania, jak i negowania własnej podmiotowości.
Aby rozegrać na scenie losy Kofman, realizatorzy wgryzają się w tkankę tekstu, podkreślając jego organiczny charakter i nierozerwalny związek z tym, w jaki sposób Kofman doświadczała życia. Życia rozrywanego na kawałki, pełnego niepokoju i niepewności, podwójnego – zarówno w sensie narracyjnym, jak i egzystencjalnym. Topografia pamięci, przez którą przeprowadza nas Maja Ostaszewska, to nie tylko zanurzenie się w czas przeszły, lecz także próba redefinicji samej formy biografii – nadania jej kształtu i barw, wypełnienia wątpliwościami i pytaniami, zakwestionowania sensu jej tworzenia.
Ironicznie postawione pytanie przez Jean-Luca (Jacek Poniedziałek), przyjaciela filozofki: „Czy filozof potrzebuje biografii, skoro definiuje siebie i opowiada o sobie poprzez swoje dzieła?” – trafia w sedno idei spektaklu. Biografia zostaje tu potraktowana jako matryca do poszukiwania pęknięć i paradoksów ludzkiego życia. Spektakl odpowiada: biografia to próba poskładania odłamków rozbitej wazy w niejednolitą całość, będącą namiastką zrozumienia tego, kim jesteśmy.
Dzieciństwo Kofman – córki Finezy Kofman (Maria Maj) i rabina Bereka Kofmana (Jacek Poniedziałek) – upłynęło pod znakiem nazistowskich prześladowań i deportacji ojca w 1942 roku. Wydarzenie to pociągnęło za sobą ucieczkę z rodzinnego domu i znalezienie schronienia w mieszkaniu francuskiej chrześcijanki z sąsiedztwa (Małgorzata Hajewska-Krzysztofik). Mémé – jak Sarah nazywała swoją opiekunkę – szybko stała się jej matką, powierniczką, nauczycielką nowego życia i świeckiej etykiety. Sarah przybrała imię Suzanne, oddalając się od żydowskich tradycji, uciekając w świat wysokiej kultury, edukacji i świeckich obyczajów.
Na scenie – pomiędzy domem przy Rue Ordener, gdzie w szabasowy wieczór Sarah z rodzicami odmawiała kidusz, a Rue Labat, gdzie Mémé uczyła ją jeść niekoszerne potrawy i poprawnie wymawiać francuskie słowa – rozgrywa się dramat dorosłej bohaterki. Obydwa domy, przypominające konstrukcją drewniane domki dla lalek (scenografia Zbigniewa Libery), są egzemplifikacją dwóch odrębnych światów: rozpadającego się świata ortodoksyjnego judaizmu i eksterminowanej społeczności żydowskiej oraz świata europejskiej, wykształconej klasy średniej, uciekającej w hedonizm i dobrobyt.
Pomiędzy nimi znajduje się Sarah Kofman – z jednej strony zagubione, chorowite dziecko, spragnione matczynej opieki i miłości, z drugiej – dorastająca myślicielka, studentka filozofii na Sorbonie, zakochana w nauce i książkach.
Maja Ostaszewska gra bohaterkę uwikłaną w nieustanny konflikt z samą sobą. To konflikt ciała i umysłu, konflikt odgrywania ról narzuconych przez innych z istotą bycia autentyczną. „Jestem tym, kim nie jestem, i nie jestem tym, kim jestem” – wykrzykuje z entuzjazmem bohaterka, niejako potwierdzając w sobie płynną tożsamość, zbudowaną na niedopowiedzeniach, kłamstwach i ciągłym poszukiwaniu. Uwięziona w przebierankach narzuconych przez przybraną matkę, z białą kokardą na głowie i książkami o savoir-vivrze pod pachą, wypełniona jest pragnieniem spełniania cudzych oczekiwań i dostosowania się do otoczenia. Być może wybór filozofii miał być próbą odnalezienia prawdy – nie tylko o świecie, ale i o sobie samej. Bez konieczności walki o uwagę – czysto ontologicznie.
W tej biograficznej instalacji teatralnej to, co kluczowe, rozgrywa się pomiędzy trzema kobietami. Maria Maj, Maja Ostaszewska i Małgorzata Hajewska-Krzysztofik to trzy sceniczne wektory, trzy silne reprezentacje, które ani na moment nie oddają swojej racji drugiej stronie. Ich cieniem stają się niepokojące dźwięki skrzypiec, które niczym dym otaczają ich słowa.
Kofman, choć zbudowana ze sprzeczności i – pozornie – słabości, została na scenie obdarzona niezwykłym temperamentem. Analityczka dzieł Freuda i Nietzschego, dobra koleżanka Jacquesa Derridy, francuska intelektualistka i profesorka, autorka takich tekstów jak: The Childhood of Art, The Enigma of Woman: Woman in Freud’s Writings, Aberrations: Le devenir-femme d’Auguste Comte – w spektaklu przemawia głosem pewnym, jakby stała na katedrze podczas wykładu dla studentów. Nieprzewidywalna i odważna, choć wewnętrznie krucha i samotna, Sarah Kofman otrzymała od twórców nowe życie. Nie po to, by wspólnie je reinterpretować, ale by potraktować je jako kolejny tekst do analizy. Umościć się między jego kartkami i rozdziałami, czułym gestem pogładzić wygniecioną okładkę i ze spokojem odłożyć ją na najwyższą półkę.