Kiedy błyśnie wspomnienie…
O spektaklu Przebłyski Serge’a Kribusa w reżyserii Agaty Dudy-Gracz, wystawianych przez Teatr Gudejko w Ursynowskim Centrum Kultury „Alternatywy”, pisze Anna Czajkowska.
Belgijski dramaturg Serge Kribus napisał swoją sztukę z myślą o konkretnym artyście – Danielu Olbrychskim. Ogromny potencjał utworu szybko dostrzegła Agata Duda-Gracz, odpowiedzialna za całą inscenizację – wypełnioną nostalgiczną atmosferą, bólem, ale i ulotnym, lirycznym pięknem wspomnień. Sztukę Rosa i Abrasza przetłumaczyła Bogusława Frosztęga, zmieniając tytuł na Przebłyski. Polska premiera odbyła się z udziałem znakomitej, nieodżałowanej Jadwigi Jankowskiej-Cieślak. Tajemnicza baśniowość, rzeczywistość snu i jawy stanowią tło tej niezwykłej opowieści, na którą – po pierwszych spektaklach – trzeba było trochę poczekać. Treść i wymowa pozostały niezmienne, jednak Olbrychskiemu towarzyszy dziś inna aktorka w roli Rosy – Anna Romantowska.
Relacje i uczucia bohaterów, zamknięte w „przebłyskach” pamięci o przeszłości, ukazane przez znakomity duet aktorski, silnie przemawiają do wrażliwości widza, oddziałując na emocje i wyobraźnię.
„Historie o Żydach i Holokauście zazwyczaj są mocno biało-czarne – opowiadają o martyrologii Żydów i w ogromnej mierze o naszej w tym winie. Natomiast Kribus w ogóle nie odnosi się do tego tematu. Do wojny i tego, co wojna zrobiła Żydom, podchodzi w zupełnie inny sposób” – mówi Agata Duda-Gracz. Tekst ukazuje indywidualizm postaci i może uchodzić za wielokulturowy, oderwany od konkretnych czasów. Przepychanki małżeńskie zyskują tu wymiar szerszy – dotykają pytania o sens naszego istnienia.
Zapomniane, niechciane strzępy przeszłości – ożywione przez przedmioty, zapachy, niespodziewane spotkania – rozpalają pamięć i kierują myśli twórców ku dawnej epoce, temu, co było. Jak opowiadamy o młodości? Czy rzeczywistość we wspomnieniach nie miesza się z fantazją?
Abrasza przeżył II wojnę światową, a później poznał młodziutką, uroczą Rosę i ożenił się z nią. Małżeństwo, dzieci, brak czasu i dręczący mężczyznę niepokój – trauma związana z przeszłością – wyznaczały rytm ich wspólnego życia. Teraz, w jesieni życia, Rosa – już zmarła – przychodzi po Abraszę, wyciąga ku niemu życzliwą dłoń, a jednocześnie robi mu wyrzuty, rozpamiętując jego nerwowość i dawne błędy.
W rozchełstanym podkoszulku, przybrudzonym szlafroku i znoszonych kapciach Daniel Olbrychski – jako Abrasza/Josef – wyraźnie należy do innej rzeczywistości niż elegancka Anna Romantowska w roli Rosy. Co ich łączy, oprócz wspomnień – mozaiki słowno-muzycznej, pełnej rozproszonych obrazów? Z urywków wrażeń i zdarzeń układa się historia o miłości – trudnej, gorzkiej, mijającej pośród szarych, zapracowanych dni i nocy.
Anna Romantowska z dużą dozą zrozumienia oddaje charakter swojej bohaterki, jej pragnienia i myśli. Słowa, niczym kamienie, uderzają w czułe punkty, by zaraz przeistoczyć się w lżejsze, pełne troski frazy. Cięte, komiczne zarzuty wobec męża bawią, ale i zmuszają do refleksji.
Spektakl nie byłby tak poetycki, przepełniony radością życia i miłości, gdyby nie koncepcja Agaty Dudy-Gracz – wprowadzenie warstwy muzycznej oraz obecność dwojga dodatkowych artystów. Maja Kleszcz porywająco wykonuje songi, wcielając się także w młodą Rosę, a Wojciech Krzak towarzyszy jej, akompaniując na gitarze.
Symboliczna, przestrzenna i zmysłowa scenografia – również autorstwa reżyserki – przywodzi na myśl dzieła Chagalla, podobnie jak zastosowanie kontrastujących kolorów i sugestywnego światła Katarzyny Łuszczyk.
Odrealniony i fantastyczny, oscylujący na pograniczu jawy i snu, niedopowiedziany i pełen poetyckiej zadumy spektakl z pewnością na długo pozostanie w pamięci.
fot. Teatr Gudejko