Czy można pokochać baletki?
O spektaklu „Kocham balet” w choreografii Ramony Nagabczyńskiej w Komunie Warszawa pisze Anna Czajkowska.
Ramona Nagabczyńska – polsko-kanadyjska tancerka, choreografka i performerka, absolwentka Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej w Warszawie – w swoim najnowszym spektaklu Kocham balet powraca myślami do pierwszych lat edukacji tanecznej. Wraz z trzema artystkami, które również ukończyły szkołę baletową i obecnie realizują swoje pasje w innych formach tańca, wykorzystuje dwudziestoletnie doświadczenie, by spojrzeć na balet jako sztukę wymagającą nie tylko fizycznej sprawności, długotrwałego treningu, cierpliwości, dyscypliny i zaangażowania, ale też ogromnej odporności psychicznej. Bo czy ponadprzeciętny wysiłek fizyczny i emocjonalny jest możliwy bez pokonywania licznych presji i trudności? Czy łamanie charakterów, bezpardonowe niszczenie ciał i dusz można usprawiedliwić?
Dojrzałe, niezależne tancerki – Ramona Nagabczyńska, Iza Szostak, Aleksandra Borys i Karolina Kraczkowska – z dystansu oceniają, co zyskały, a co utraciły, wybierając tak wymagającą ścieżkę kariery. Zastanawiają się, jak poprzez ruch, taniec i gest opowiedzieć o cierpieniu, a jednocześnie o pięknie. O poświęceniu i wyczerpaniu, które mogą też nieść radość. Spektakl, będący wynikiem potrzeby zgłębienia, przemyślenia, podsumowania oraz porzucenia ucieczki przed trudnymi wspomnieniami, przypomina kolaż scen taneczno-ruchowych i poetyckich.
W niektórych momentach tancerki zamierają w wystudiowanych pozach, przypominając symboliczne rzeźby – wygładzone, dopracowane. Ciało staje się tu kwintesencją życiowych i emocjonalnych doświadczeń. We wspólnej przestrzeni każda z artystek opowiada swoją historię, która splata się z opowieściami pozostałych. Zachęcają widza do uważnego patrzenia – bo to od jego percepcyjnej wrażliwości zależy odbiór spektaklu.
Realistyczna estetyka i proste układy choreograficzne tworzą nić porozumienia między artystką a widzem. Ramona Nagabczyńska pragnie z nim „rozmawiać”, zwracając uwagę m.in. na „wzorzec kobiecości przekazywany dzieciom w szkołach baletowych”, a także na dominację mężczyzn w tej dziedzinie. – Interesują mnie różne poziomy patrzenia na balet: ideologiczny, formalny, cielesny – podkreśla.
Tancerki w choreografiach ukazują bezwzględną rywalizację, zazdrość i zawiść. W realizacji pomaga oszczędna, ale wymowna scenografia autorstwa Dominiki Olszowy – sterta zniszczonych, „przesiąkniętych cierpieniem” baletek, ułożonych w kształt różowego łabędzia – symbolu lekkości i wdzięku w balecie. Czy może przywoływać skojarzenia ze zbiorem dziecięcych bucików w Auschwitz-Birkenau? To również możliwe…
W inscenizacji ważną rolę odgrywa muzyka Daniela Szweda – zmienna, intensywna, momentami z bardzo głośnym bitem, chwilami wręcz trudna do zniesienia.
Spektakl przepełniony jest smutkiem i bólem, demaskuje hipokryzję oraz bezwzględność baletowego świata. A jednak – mimo wszystko – niesie także odrobinę nadziei. Podkreśla kruchość i ulotność sztuki baletowej, która – odpowiednio przekazywana i nauczana – potrafi wzruszać i wywoływać pozytywne emocje.
fot. Wiktor Malinowski/TaniecPOLSKA.pl