LED ZEPPELIN W BYDGOSZCZY
O koncercie Zeppelinians w bydgoskim Over The Under Pub pisze Krystian Kajewski.
Lubowano się niegdyś w rozmaitych zestawieniach najlepszych zespołów i płyt rockowych wszech czasów. Zresztą mam właśnie w rękach najnowszy numer specjalny TERAZ ROCK, w którym dokonano po raz kolejny zestawienia 100 najlepszych albumów rockowych. Pierwsza trójka przedstawia się następująco: 1. Beatles, Abbey Road; 2. Led Zeppelin, I; 3. Dark side of the moon.
Klasyka rocka, w czołówce jeszcze The Doors, Deep Purple, Rolling Stones, Black Sabbath, Nirvana… Led Zeppelin od lat bije się o palmę pierwszeństwa z Beatlesami właśnie. Beatlesi to ci pierwsi, najbardziej eklektyczni, ale rock zaczął się właściwie od Led Zeppelin. Czy raczej hard rock, ta cięższa odmiana rocka.
Paris vaut une messe! Paryż wart jest mszy!
Skoro Paryż wart jest mszy, to z pewnością Bydgoszcz warta jest koncertu. Zespołu, który gra repertuar Led Zeppelin właściwie w sposób nieodróżnialny, czyli Zeppelinians, kwintetu, który zagrał w zeszłą niedzielę w bydgoskim Over The Under Pub, w sposób brawurowy, przywołując na scenę ciało i ducha Led Zeppelin właśnie.
Cogito, ergo sum. Myślę, więc jestem
Jesteśmy przed koncertem umówieni na wywiad z zespołem. Link macie Państwo poniżej. Dwadzieścia minut rozmowy z ludźmi, którzy nie tylko cieszą się, że mogą być jak Led Zeppelin w 21 stuleciu, ale przede wszystkim, jak się okaże, dają tę radość odczuć słuchaczom na koncercie. Są lepsi od Grety van Fleet i mają w sobie świeżość pomarańczy. A ja? Śpiewam i tańczę i jem tę mechaniczną pomarańczę.
L’etat c’est moi! Państwo to ja!
Tak mawiał o sobie Ludwik XIV, Król Słońce. Robert Plant to ja – tak mógłby powiedzieć o sobie Maksymilian Kwapień. Ten skromny, młody wokalista nie ma w sobie jednak za grosz pychy i arogancji. Za to śpiewa chwilami niemalże jak wzorzec z Sevres Roberta Planta. Zwłaszcza w tych bardziej rockowych utworach, Maks wrzeszczy, jakby go żywcem obdzierano za skóry.
Kanonen machen uns stark, Butter nur fett. Armaty czynią nas silnymi, masło tylko tłustymi.
Był zatem armatni ogień, bez masła. Zespół Zeppelinians to dobrze naoliwiona maszyna. Oczywiście Maks jako heros śpiewu, drący się wniebogłosy, jest frontmanem totalnym. Nawet wygląda podobnie do Planta. Nie jest jednak w żadnym razie jego kopią. Ma swój charakter i wszystko śpiewa po swojemu. Wspaniale partneruje mu gitarzysta Piotr Augustynowicz, który tego wieczoru grał jak natchniony, bardzo blisko Jimiego Page’a, używając trzech gitar, w tym jednej dwugryfowej. Monstrualne solo perkusyjne, przypominające słynne Red Salads, odegrał Jego brat Igor.
Eureka! Znalazłem!
Znalazłem prawdziwy diament. Zespół, który nie tylko gra repertuar Led Zeppelin, nie naśladując swoich mistrzów, a raczej odgrywając te wszelkie utwory z należną im miłością i szacunkiem, ale po swojemu. Ale też grupę, która daje nadzieję na to, że rock nie tylko nie umarł, ale że ma się całkiem dobrze. Skład uzupełniają: czuwający nad wszystkim basista Tomasz Nowik i klawiszowiec, który gra w sposób przywodzący na myśl charakterystyczną grę Raya Manzarka na starym Hammondzie.
Veni, vidi, vici. Przyszedłem, zobaczyłem, zwyciężyłem. Uczestniczyłem w koncercie, w którym zobaczyłem przyszłość rock n rolla. Obiecującą.
fot. Alicja Kusek
Led ZEPPELIN działa nadal, a zespół nawet udzielił mi wywiadu w Bydgoszczy… – YouTube