Slide
previous arrow
next arrow
„Panie Boże, daj proszę faceta!”…, „może tym razem uda mi się odnaleźć miłość?” - Teatr dla Wszystkich

„Panie Boże, daj proszę faceta!”…, „może tym razem uda mi się odnaleźć miłość?”

Na afiszu

„Panie Boże, daj proszę faceta!”…, „może tym razem uda mi się odnaleźć miłość?”

O koncercie premierowym promującym płytę „Cafe Luna” Anny Sroki-Hryń w Promie Kultury Saska Kępa w Warszawie pisze Wiesław Kowalski. Piosenki z filmów Pedro Almodovara, do których polskie teksty napisała Anna Burzyńska, pojawiły się najpierw w spektaklu „Almodovaria”, który przez kilka lat z powodzeniem grany był na scenie warszawskiego Teatru Polonia, a wyreżyserowany został przez Annę...
Opublikowano: 2024-11-30

O koncercie premierowym promującym płytę „Cafe Luna” Anny Sroki-Hryń w Promie Kultury Saska Kępa w Warszawie pisze Wiesław Kowalski.

Piosenki z filmów Pedro Almodovara, do których polskie teksty napisała Anna Burzyńska, pojawiły się najpierw w spektaklu „Almodovaria”, który przez kilka lat z powodzeniem grany był na scenie warszawskiego Teatru Polonia, a wyreżyserowany został przez Annę Wieczur. Dzisiaj można już utworów w interpretacji Anny Sroki-Hryń posłuchać na płycie zatytułowanej „Cafe Luna”, zawierającej piętnaście utworów, m. in. z tak znanych filmów jak “Kobiety na skraju załamania nerwowego”, “Porozmawiaj z nią”, “Kwiat mojego sekretu” czy “Wysokie obcasy”.

Na promocyjnym wieczorze, który swoją obecnością zaszczyciła sama dramatopisarka, pojawili się również Jerzy Satanowski, Magdalena Piekorz, Alicja Węgorzewska, Malwina Kiepiel czy zakochany coraz bardziej w kulturze iberoamerykańskiej dziennikarz radiowy Maciej Ulewicz. Nie zabrakło oczywiście fanów artystki i tych, którzy kilkakrotnie oglądali spektakl w Polonii, dzisiaj znających teksty piosenek na pamięć. Anna Sroka-Hryń, aktorka, której talent daleko wykracza poza umiejętności czysto wokalno-aktorskie, dysponuje niezwykle charyzmatyczną osobowością, rozkwitającą na scenie Promu Kultury z ogromną energią, emocjonalnością, intensywnością doznań, rozpostartych między radością życia, a głębokim smutkiem, słonecznością i melancholią. A wszystkie te elementy są nieodłącznie związane z twórczością hiszpańskiego reżysera, który jak nikt inny potrafi wchodzić w głąb kobieco-męskiej natury i pokazać mentalność oraz nieokiełznany temperament iberyjczyków.

W piosenkach śpiewanych na Saskiej Kępie, Anna Sroka-Hryń po raz kolejny znakomicie łączy elementy komediowe z tragicznymi, budując z tych dwóch jakości emocjonalnych bardzo osobisty portret człowieka tęskniącego za miłością, kobietą, mężczyzną, bliskością dwóch ciał i szczęściem. Jednocześnie przeżywającego wiele rozczarowań z poczucia niedowartościowania, samotności czy namiętności, których nie potrafi poskromić. Ważne jest też, że artystka o niebywałym żywiole kobiecości i temperamencie godnym gwiazd kina latynoskiego, potrafi na bezradność swojej bohaterki spojrzeć również z pozycji bardziej zdystansowanej, nie boi się śmieszności, groteski czy humoru, jak w piosence „Panie Boże, daj proszę faceta! Choć jednego nam ześlij tej nocy. Albo trzech, gdyby byli na składzie”, w niczym nie burzących jednak estetyki utworów i ich emocjonalno-nastrojowej konstrukcji. Dlatego publiczność tak chętnie i aktywnie uczestniczy koncercie, nie tylko się wzrusza, płacze czy się śmieje, ale i porwana do tańca wspólnie śpiewa. Zarówno we wspomnianym już spektaklu, jak i podczas koncertu, można było usłyszeć piosenkę Jacquesa Brela „Nie opuszczaj mnie…” do tekstu Wojciecha Młynarskiego. I było to kolejne, zaśpiewane w absolutnej ciemności, niezwykle dramatyczne wykonanie (tak samo perfekcyjne jak utrzymane w stylu flamenco, pełne siły i głębi, „Volver”), które jednocześnie bardzo silnie korespondowało z nostalgiczno-melancholijnym światem z filmów autora „Kiki”. Była w tym przejmująca doza intymności, dramatyczny szept i taka dawka emocji, które były nieprawdopodobnie silnie zrośnięte z ekspresją głosu i skupieniem artystki do tego stopnia, że na ciele można było poczuć ciarki. Zresztą song Brela został przez Almodovara wykorzystany w jego filmie „Prawo pożądania”.

Anna Sroka-Hryń podczas koncertu doskonale czuje klimat interpretowanych piosenek, jej Agrado w srebrnej sukni, eksponującej jej idealną sylwetkę, z wyrazistym makijażem i „przejaskrawionej” peruce, to postać o wielu twarzach, w której zawarta jest cała mglistość naszego losu i  prawda o człowieku, „który bez względu na to jaką płcią i jakim ciałem został obdarzony doświadcza całej złożoności życia, wszystkich jego wzlotów i upadków, jest splotem bardzo złożonych emocji”. Przytaczam słowa wypowiedziane przez Annę Burzyńską, bo one dotykają sedna zjawiska, które wciąż budzi wiele kontrowersji zwłaszcza tych, mających problem z tolerancją i akceptowaniem wszelkiej inności. Warto również zwrócić uwagę na interpretacyjną odkrywczość, albowiem Sroka-Hryń to jedna z tych artystek, które szukają swojego własnego scenicznego oblicza, i to zarówno kiedy śpiewa sama, jak i wtedy kiedy ze swoimi studentami z Akademii Teatralnej realizuje spektakle muzyczne w Teatrze Roma, Współczesnym czy Collegium Nobilium.

Płyta z piosenkami „Cafe Luna”, zaaranżowana świetnie przez Mateusza Dębskiego na pięć instrumentów, to mocno kontrastująca podróż opowiadająca o wciąż drzemiących w człowieku potrzebach miłości, o jego dramatycznej kondycji w poszukiwaniach bliskości, o nadziejach, tęsknocie, marzeniach, ale też  o doskwierającej nam nierzadko samotności, którą staramy się za wszelką cenę odegnać i o cieniach niespełnienia. Dlatego słuchając tych utworów, w dodatku w tak ekspresyjnym, odważnym i szczerym wykonaniu, niekiedy lekko prowokacyjnym, łatwo jest odbiorcy się z głosem artystki identyfikować i wspólnie z nią przeżywać to, czego sami niejednokrotnie doświadczamy, pragnąc się zbliżyć do drugiego człowieka. Owa wspólnota przeżywania w odkrywaniu tego, co często wstydliwie skrywamy, była podczas tego wieczoru bardzo widoczna, do tego stopnia, że bisom nie było końca.

„Życie jest zbyt ciekawe, żeby przeżyć je w jednej roli” – mówiła Agrado, a Anna Sroka-Hryń w swoim brawurowym recitalu, wcielając się w role matek, żon, kochanków, prostytutek, przyjaciółek, partnerów zaprasza nas do uniwersalnego świata tyleż szalonego, co pełnego namiętności, rozkoszy, czułości i dotkliwych rozstań. „Cafe Luna” to płyta, której słuchaniu z taką samą przyjemnością oddadzą się kobiety i mężczyźni, i mam nadzieję, że niezależnie od tego, jak bardzo chcą czerpać z życia, którego nieprzewidywalność jest nieograniczona.

Kategorie:


Cytat Dnia

„[…] idziemy do teatru i okazuje się, że literatura ze swoim porównaniem homeryckim, heksametrem, nadmiarowym nasyceniem historii bohaterami i zdarzeniami może mieć swoją sceniczną egzemplifikację, która mocniej działa na odbiorcę niż starożytny grecki epos w najlepszym tłumaczeniu”

PikWroclaw.pl o „Odysei”, reż. Małgorzata Warsicka; 27.01.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL