Slide
previous arrow
next arrow
UPS, ZDARZYŁO SIĘ! TEATRALNE HUMORESKI OPERY NA ZAMKU W SZCZECINIE, CZĘŚĆ DRUGA - Teatr dla Wszystkich

UPS, ZDARZYŁO SIĘ! TEATRALNE HUMORESKI OPERY NA ZAMKU W SZCZECINIE, CZĘŚĆ DRUGA

Na afiszu

UPS, ZDARZYŁO SIĘ! TEATRALNE HUMORESKI OPERY NA ZAMKU W SZCZECINIE, CZĘŚĆ DRUGA

Opera na Zamku kontynuuje cykl teatralnych humoresek pt. „Ups, zdarzyło się! Teatralne humoreski Opery na Zamku w Szczecinie”. Dzielimy się z Państwem anegdotkami, facecjami i pełnymi dowcipu wspomnieniami artystów, którzy pracowali bądź wciąż pracują w szczecińskim teatrze muzycznym. Dziś część druga – zabawne sytuacje na scenie i te za kulisami wspomina Ewa Rossa-Gowor, solistka związana...
Opublikowano: 2021-01-21

Opera na Zamku kontynuuje cykl teatralnych humoresek pt. „Ups, zdarzyło się! Teatralne humoreski Opery na Zamku w Szczecinie”.

Dzielimy się z Państwem anegdotkami, facecjami i pełnymi dowcipu wspomnieniami artystów, którzy pracowali bądź wciąż pracują w szczecińskim teatrze muzycznym.

Dziś część druga – zabawne sytuacje na scenie i te za kulisami wspomina Ewa Rossa-Gowor, solistka związana z operą w latach 1973-1993.

Ewa Rossa-Gowor:

Po 20 latach pracy na szczecińskiej scenie muzycznej zachowało się w mojej pamięci wiele zdarzeń i scen z przedstawień, które dzisiaj wyglądają żartobliwie, ale wtedy wymagały refleksu, czasem siły i nie zawsze było mi do śmiechu…

Pierwsza moja główna rola – Hortensja w „Balu w operze“. Mam wyjść na scenę z koszykiem w ręku, a dowcipni maszyniści wkładają tam kilka worków z piaskiem, które muszę dźwigać jak piórko i oczywiście – nie dając znać po sobie – śpiewać, jakby nic się nie stało. Nie powiem, żart żartem, ale tę rolę zapamiętam jako – nomen omen – „ciężką“…

*************************

W „Zemście nietoperza“ jako Adela. Aria ze śmiechem, śpiewam: “Ja się śmieję ha, ha…“, a ktoś z balkonu postanawia mi pomóc i dośpiewuje: „ha, ha, ha“. I tak kilka razy. Udaje mi się skończyć mimo tego nietypowego duetu z widzem, kończę arię, ale żartowniś… też. Poza salą. Zostaje wyprowadzony.

************************

Po latach w „Zemście nietoperza“ śpiewam Rozalindę, nosząc na scenicznym balu bardzo drogą etolę z lisów, zakończoną dwudziestoma ogonami (sic!). W następnej scenie koloraturowy duet z zegarkiem, a garderobiana zamiast podać mi rekwizyt, o którym śpiewam, spokojnie liczy lisie ogony, czy któregoś nie brakuje, czy na pewno dwadzieścia… Z ręką w kulisie daję rozpaczliwe znaki, by podano mi w końcu zegarek przed końcem duetu… Uff, udaje się. Garderobiana zostawia te nieszczęsne ogony… Do tej pory nie wiem, czy się doliczyła…

****************************

Próba generalną opery „Tosca“, w której w ostatniej scenie skaczę z murów zamku do Tybru. Wysokość godna – dobre kilka metrów, pod spodem ułożone są materace – mają być moją trampoliną. Skaczę wiec do tego Tybru… Ale – czego w zamierzeniach scenograficznych i artystycznych nie ma – odbijam się od trampoliny kilka razy ukazując się w locie wiele razy. Dobrze, że widownia jest pusta, bo w libretcie o tak wielu skokach Toski nie wspomniano. Po tej wpadce reżyser, dyrektor Tadeusz Bursztynowicz podejmuje decyzję, że na scenie zostanie tylko jeden mały materac, a w locie – w razie czego – łapać będą mnie maszyniści, skoro już taka skoczna jestem.

**********************************

„Tosca“ budzi wiele moich wspomnień. Na przykład raz palą mi się włosy na scenie ku konsternacji i przerażeniu kolegów i publiczności… Bardzo ciekawa jest „Tosca“ w Dessau w Niemczech, która przypomina istną wieżę Babel. Wszyscy śpiewają po niemiecku, mój partner z Pragi po czesku, a ja w oryginale po włosku. Ciekawe artystycznie, prawda?

*****************************

„Madame Butterfly“.

Śpiewam bardzo dramatyczną arię z dzieckiem na ręku: „Żegnam cię, o skarbie drogi…“. Nagle czuję, jak robi mi się ciepło na sercu i… bardzo mokro na kimonie. Cóż, dziecko nie wytrzymuje decybeli i emocji…

******************************

„Straszny dwór“. Jeden z kolegów zapomina „wejść“ muzycznie, a po nim ma śpiewać chór. Kolega nie śpiewa, więc trzeba ratować sytuację. Odwracam się tyłem do widowni i naśladując męski głos śpiewam za niego kilka taktów. Ansamble uratowany! Po przedstawieniu kolega gorąco mnie przeprasza, dyrygent dziękuje za refleks i muzykalność, a później reszta żartuje, że Rossa zaśpiewa  wszystko…

Fot.: materiały archiwalne Opery na Zamku i archiwum prywatne E. Rossy-Gowor

Kategorie:


Cytat Dnia

„To spektakl nadmiaru i braku – za dużo tutaj ozdobników i za mało treści. Całość jest nierówna, przeestetyzowana i bełkotliwa, wątki się rwą, a publicystyka odziana w historyczny kostium irytuje. Dla mnie to niestety ciężkostrawne widowisko, choć może po prostu nie dorosłem do tej sztuki”

Jarosław Ciszek o spektaklu „Między nogami Leny, czyli »Zaśnięcie Najświętszej Marii Panny« według Caravaggia”, reż. Agata Duda-Gracz; Kulturalny Konferansjer.pl, 26.01.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL