Kolejne moje spotkanie z teatrem Familie Flöz, rodziną z Berlina, która od początku koncentruje swoje działania na teatrze masek, było pełne wrażeń, ale nie do końca mnie usatysfakcjonowało. Pamiętam spektakl „Infinita” i bezsłowną opowieść o narodzinach, życiu oraz śmierci, pełną nostalgii, łagodnego humoru, refleksyjności, z zaskakującą puentą.
Nazwa grupy – flöz – oznacza złoża, bogate w różnorodne i niewyczerpane minerały. Podobnie jak źródła inspiracji i metody pracy niezwykłych „twórców teatralnych, aktorów, muzyków, tancerzy, reżyserów, oświetleniowców, kostiumografów, doradców artystycznych i innych przyjaznych dusz z dziesięciu krajów”.
„Cenne surowce”, czyli uczucia, lęki i małe radości, marzenia, chwile pełne pragnień albo komizmu odnajdziemy również w „Feste”, przedstawieniu prezentowanym na 26. Międzynarodowym Festiwalu Sztuki Mimu, w którym, podobnie jak w większości prac zespołu, maski traktowane są jako centrum teatralnego języka.
Tak mogłaby zaczynać się romantyczna baśń. Córka króla, dziewczyna o anielskiej urodzie poznaje młodzieńca z innej planety. On, zauroczony jej wdziękiem i postacią, zakochuje się w pannie bez pamięci, w dodatku z wzajemnością. Zadowolony Król oddaje rękę swej jedynaczki nieznajomemu, który obiecuje dać jej szczęście. W rzeczywistości będzie inaczej, chociaż miłości też nie zabraknie. Marzenie przybierze realne kształty, a los spłata figla niejednemu bohaterowi historii. W nadmorskiej posiadłości nad morzem, gdzie trwają przygotowania do wystawnego wesela córki zamożnego gospodarza, pojawia się tajemnicza kobieta w zaawansowanej ciąży. Do tej pory wszystko biegło ustalonym rytmem. W świecie o ustalonej hierarchii, kucharze, sprzątaczki, dozorcy i obsługa znali swe miejsce i nie mieli śmiałości domagać się czegoś więcej. Teraz to się zmieni, a nieznajoma „czarodziejka” z pewnością ma z tym dużo wspólnego.
Przedstawienie trudno zaklasyfikować, zamknąć w ramach jednego gatunku scenicznego. Humorystyczne żarty sytuacyjne rodem z niemych komedii, elementy dramatu romantycznego, pantomima, teatr tańca łączą się w spójnej narracji. Spektakl ma zabawną fabułę i wyraźną, czytelną dramaturgię, w której napięcie faluje i nie pozwala nawet na moment znużenia. Jednak na końcu pojawia się pewien zgrzyt, o którym jeszcze napiszę.
W prezentowanej przez Familie Flöz pantomimie najbardziej uderza sceniczna siła zaprojektowanej przez Hajo Schüler maski. Niesamowite, ale właśnie obecność beznamiętnych masek na twarzach aktorów, do tego cisza przerywana muzyką, gra świateł, jeszcze mocniej pobudzają wrażliwość i empatię widza niż niektóre konwencjonalne, wypełnione dialogiem czy monologiem spektakle teatru dramatycznego. Trzej wykonawcy, Andres Angulo, Johannes Stubenvoll, Thomas van Ouwerkerk, płynnie wcielają się w różne postaci, kobiece i męskie.
Bez dialogu, poprzez gest, ruch i kostiumy (autorstwa Maschya Schubert), w bardzo plastyczny, czytelny sposób opowiadają swoją historię. Budując teatr wyobraźni, wydobywają głęboko skrywane uczucia, kreują coś autentycznego i uniwersalnego. Sami artyści przyznają: „Aby to osiągnąć, polegamy przede wszystkim na teatrze gestów, w którym maski pełnią funkcję pomostu do innego wizualnego, poetyckiego świata”. Język, którym porozumiewają się ze sobą i z widownią, wykracza poza słowo, zachwyca i bawi. Pełnokrwiści bohaterowie baśniowej historii mają bardzo zróżnicowane charaktery – jedni są poważni, inni groteskowi albo zabawni, rozsądni bądź lekkomyślni. Ich postępowanie i tarapaty w które wpadają śmieszą, ale w przebiegu akcji jest też sporo pauz i wzruszających, sprzyjających zadumie chwil.
„Feste”, w tłumaczeniu na język polski „Uroczystość”, jest zabawną komedią i bajką z poważniejszymi, gorzko-refleksyjnymi momentami. Nie brakuje w nim dynamiki, humorystycznych gagów, zwrotów akcji. Fabuła zdaje się spójna, konsekwentna i logiczna, aż do zaskakującego zakończenia. Nagle bajka traci swój charakter, komedia staje się niemal tragedią. Koniec burzy porządek spektaklu i – moim zdaniem – nie pasuje do całości. Nie opisuję go, ponieważ nie chcę zdradzać zakończenia, które w tym przypadku ma kluczowe znaczenie. Mimo to całość wyreżyserowana przez Michaela Vogla wciąga i fascynuje.
Realistyczna scenografia autorstwa Felixa Nolze, który od lat współpracuje z zespołem, pedantycznie dopracowana, z przemyślanymi szczegółami przenosi widza na podwórko, placyk przed domem, gdzie rozgrywa się akcja. Takie tło i odrobina wyobraźni pomaga wywołać złudzenie osobistego uczestnictwa w wydarzeniach.
Fantazyjna historia, która ożywa w ciszy, w geście i przy dźwiękach muzyki daje chwilę wytchnienia od codziennego, nieustannego pośpiechu. Nakłania do zabawy teatralnej, wywołuje uśmiech, ale też wzrusza i sprzyja rozważaniom na temat kolei ludzkiego losu.
Międzynarodowy Festiwal Sztuki Mimu