Niełatwo wystawić spektakl na podstawie tekstu dość powszechnie znanego – choćby z powodu jego obecności w podstawie programowej szkół średnich – jak „Ferdydurke” Witolda Gombrowicza. Tekstu, w którym z grubsza wiadomo, że chodzi o gębę, upupianie, o to że „Słowacki wielkim poetą był” – tak przynajmniej każe uczyć system edukacji.
Co zatem zrobić, by ten po wielokroć adaptowany i realizowany zarówno na scenie, jak i w Teatrze Telewizji (o filmie nie wspominając) tekst był „zjadliwy” dla współczesnego widza i nie stanowił przykrej konieczności oglądania go tylko dlatego, że „Gombrowicz wybitnym pisarzem był”. Mariusz Malec miał na to dość prosty pomysł.
Powie ktoś, że pomysł to mało odkrywczy i najprostszy z możliwych, ale – jak uczy doświadczenie – te są najskuteczniejsze. Otóż, Mariusz Malec nie silił się na uwspółcześnianie tekstu sprzed ponad 80 lat ani też nie wprowadzał do swojego przedstawienia sztucznie zabawnych gagów, żeby „szkoły na to poszły”, doraźnych aluzji politycznych, ale wybrał powrót do czystej, literackiej formy, zachowując formę i groteskę charakterystyczną dla Gombrowicza. Reżyser skupił się na uniwersalnej historii obyczajowej o ludzkiej niedojrzałości, bezsilnym zmaganiu się z narzucaną człowiekowi przez społeczeństwo i innych ludzi rolą.
Opowieść tę dzieli na trzy wyraziście zaznaczone części: szkołę dyrektora Piórkowskiego i profesora Pimki, dom pozujących na nowoczesnych, postępowych Młodziaków oraz ziemiański dwór Hurleckich w Bolimowie, gdzie wciąż pielęgnowana jest tradycja przemocy wobec służby i pijaństwo.
Reżyser traktuje tekst z należnym szacunkiem, zachowując charakterystyczny język autora – owe „gęby”, „pupy” i „łydki” wybrzmiewają tyleż z lekkością, ile z filozoficzną wymową. Przedstawienie odznacza się znakomitym tempem i komediowym polotem. Malec znakomicie operuje groteską, co sprawia, że dwugodzinne widowisko ogląda się z niesłabnącą uwagą i podziwem dla wykonawców.
Bo też jak to jest zagrane. Największym filarem „Och-owego” spektaklu jest z całą pewnością Krzysztof Szczepaniak w roli Józia Kowalskiego. Aktor ukazuje dramat trzydziestolatka wtłoczonego na powrót w ciasny gorset szkolnego infantylizmu. Szczepaniak idealnie balansuje między nadekspresją fizyczną a wewnętrznym rozdarciem bohatera, tworząc postać magnetyczną, która spaja cały sceniczny świat przedstawiony. Partnerująca mu Maria Kłusek jako nowoczesna pensjonarka Zuta wnosi na scenę sporą dawkę drapieżnego humoru. Grająca jej matkę Maria Seweryn jako Inżynierowa Młodziakowa przeraża i bawi jednocześnie swoim nerwowym snobizmem i sztuczną postępowością. Ale nie tylko ta trójka zasługuje na słowa uznania. Bezwzględnie należą się one Sebastianowi Perdkowi w roli Miętusa, obsesyjnie wręcz poszukującego parobka, będącego dlań symbolem naturalności; nie sposób nie wspomnieć o Sławomirze Packu w dwóch jakże odmiennych rolach: bezradnego wobec oporu uczniów Profesora Bladaczki i despotycznego wuja Konstantego, Robercie Czebotarze jako demonicznym profesorze Pimko czy Otarze Saralidze w rolach Gałkiewicza, którego Słowacki nie zachwycał, i parobka Walka.
Cały zespół (oprócz wymienionych grają: Lidia Sadowa, Małgorzata Biela, Tomasz Borkowski, Philippe Tłokiński i Adrian Brząkała) wykazuje się wyczuciem specyficznej gombrowiczowskiej frazy i świetną dynamiką ruchu, w czym duża zasługa przemyślanej choreografii Sary Janickiej. Równorzędnym partnerem aktorów jest muzyka Karima Marusewicza, wykonywana na żywo przez kompozytora i Nelsona Martusewicza. Podkreśla ona co istotniejsze wypowiedzi bohaterów i punktuje absurdalność sytuacji bohaterów Gombrowicza. Minimalistyczną, acz niezwykle funkcjonalną i nieodrywającą uwagi widza od padającego ze sceny słowa scenografię według pomysłu Malca stworzyła Aleksandra Żurawska. Rozmachu natomiast nie brakuje w skrzących się wyrazistymi barwami i dobrą jakością tkanin kostiumach zaprojektowanych przez Zofię de Ines.
„Ferdydurke” Malca to precyzyjna pod względem reżyserskiego rzemiosła inscenizacja, przykład teatru środka, czy – jak mówią niektórzy – teatru dla ludzi, nie tylko dla krytyków, który może zadowolić każdego widza.
Międzynarodowy Festiwal Gombrowiczowski