Bez ściemy
O spektaklu „Nonfiction” w reż. Małgorzaty Wdowik w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie pisze Agnieszka Loranc.
fot. HaWa
O spektaklu „Nonfiction” w reż. Małgorzaty Wdowik w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie pisze Agnieszka Loranc.
fot. HaWa
To historia matczynej miłości. Bezwarunkowej, a jednak naznaczonej poczuciem zdrady.
W centrum opowieści, którą reżyserka Małgorzata Wdowik snuje za Julią Myerson w Starym Teatrze, znajduje się matka (Małgorzata Zawadzka), której córka niknie w mroku uzależnienia. Wraz z mężem (Zbigniew Kaleta) bezradnie stoi przed tym, jak narkotyki odbierają ich dziecku życie. Chciałaby wyciągnąć do niej rękę, ocalić ją przed nią samą, lecz miłość – choć ogromna – okazuje się czasem zbyt krucha, by dosięgnąć kogoś, kto tonie we własnym cierpieniu.
W cieniu walki o córkę bohaterka powraca do własnej przeszłości. Próbuje zrozumieć, ile z dawnych ran nosi w sobie do dziś i czy, nawet nieświadomie, nie przekazuje ich kolejnemu pokoleniu. Między tymi osobistymi dramatami rodzi się jeszcze jedno, niełatwe pytanie – o granice prawdy i literatury. Czy pisarka ma prawo przemieniać ból najbliższych w słowa, odsłaniać ich sekrety i czynić z rodzinnego cierpienia część własnej opowieści? Spektakl Małgorzaty Wdowik płonie prawdą. Nie tylko o uzależnieniu, lecz także o kobiecej tożsamości, matczynej miłości, współczuciu i twórczości. To również opowieść o sytuacjach granicznych, w których troska może się przeobrazić w przemoc, a potrzeba opowiedzenia własnej historii – w naruszenie cudzej intymności.
„Nonfiction” rozgrywa się w wygaszonym rejestrze emocji. Wszystko wyrasta z wnętrza, tworząc osobny układ, niemal autonomiczny organizm. Składają się na niego gest, oddech oraz praca z materiałami plastycznymi i scenograficznymi. W tym oszczędnym, lecz precyzyjnie budowanym świecie szczególnie wyrazista jest kreacja Małgorzaty Zawadzkiej, w ubiegłym roku uhonorowanej medalem Gloria Artis. Z każdą kolejną produkcją na narodowej scenie aktorka udowadnia, jak wiele potrafi wydobyć z postaci, których siła nie polega na demonstracyjnej ekspresji. Mam wrażenie, że Zawadzka jest stworzona do odgrywania bohaterek, które skupiają wokół siebie dramaturgię całego przedstawienia.
Wróciłam pamięcią do innych fantastycznych ról Małgorzaty Zawadzkiej i tu pojawiła się „Joga” w reżyserii Anny Smolar, sprzed trzech lat. Zawadzka grała tam m.in. Hélène Devynck, żonę głównego bohatera, Emmanuela Carrère’a (Radosław Krzyżowski). Jej postać sprzeciwiała się wykorzystywaniu przez męża prywatnych szczegółów ich życia w literaturze. W „Nonfiction” sytuacja ulega odwróceniu: tym razem to bohaterka Zawadzkiej obnaża intymną historię własnej rodziny, przekształcając jej cierpienie w materiał literacki.
Paradoks polega na tym, że pisarka może się powołać na zgodę córki, która świadomie ją wyraziła. Czy jednak taka zgoda wystarcza, gdy udziela jej osoba zmagająca się z uzależnieniem i jego konsekwencjami? Wątpliwości dotyczące etycznego wymiaru tego gestu podnosi dziennikarz grany przez Kamila Pudlika. Uznaje on potraktowanie słów chorej córki jako wystarczającej legitymacji do publikacji za – jak sam to określa – „zdradę macierzyństwa”. Nie chodzi więc wyłącznie o prawo pisarki do opowiadania własnej historii, ale również o odpowiedzialność za tych, których doświadczenia stają się jej tworzywem.
Ten konflikt znajduje odbicie także w relacjach bohaterki z innymi postaciami. Alicja Jurkowska gra pisarkę, którą główna bohaterka zachęca do odważniejszego, bardziej ekshibicjonistycznego pisania. Jurkowska buduje postać, która nie podziela jej sposobu myślenia i nie potrafi zaakceptować logiki, według której cudze cierpienie można przekształcić w literacki kapitał. Jest gotowa publicznie wytknąć bohaterce próbę monetyzowania bólu córki. Podobne stanowisko zajmuje dziennikarz Pudlika, choć trudno go uznać za wzór zawodowej obiektywności. Aktor wciela się również w Adama, przyjaciela rodziny, który okazuje się kochankiem głównej bohaterki. Postaci te ujawniają kolejne pęknięcia głównej postaci. Każda na swój sposób podważa jej wybory, a zarazem pokazuje, jak trudno znaleźć właściwy język dla doświadczenia, które nie mieści się w prostych kategoriach winy i niewinności.
Jedną z najbardziej niejednoznacznych relacji pozostaje ta łącząca bohaterkę z jej matką (Dorota Pomykała). Kobieta trafnie określiła swój stan mianem „wewnętrznej emigracji”. I tu opowiedziana na scenie bajka o księżniczce wysłanej za ocean staje się echem tej relacji, a zarazem metaforą emocjonalnego oddalenia. Kiedy córka po piętnastu latach wraca do ojca, nie potrafi go rozpoznać. W tej opowieści powrót nie oznacza odzyskania bliskości, a upływ czasu nie gwarantuje odbudowania więzi. Wydaje się, że głównej bohaterce brakuje wzorca, który pozwoliłby jej zrozumieć własne macierzyństwo. Nie oznacza to jednak prostego powtórzenia rodzinnego schematu. Wdowik raczej stawia pytanie o to, czy można przerwać międzypokoleniowy obieg ran, jeśli samemu nie otrzymało się narzędzi do ich przepracowania.
Ważnym dopełnieniem tej perspektywy jest postać męża i ojca, granego przez Zbigniewa Kaletę. Beznamiętny, flegmatyczny, niemal nieobecny w obliczu rodzinnego dramatu, sprawia wrażenie człowieka, który nie potrafi znaleźć dla siebie miejsca w sytuacji wymykającej się spod kontroli. Nawet limonkowy sweter zdaje się pozostawać w kontrze do jego mdłego temperamentu i braku sprawczości. Jedynym konkretnym gestem troski pozostaje podawanie napojów. Jak uporczywy refren powraca pytanie: „Chcesz coś do picia?”. To jego sposób radzenia sobie z bezradnością – opieka rozmijająca się z rzeczywistymi potrzebami bliskich. Wciąż widzi w córce małą dziewczynkę, niezdolny przyjąć do wiadomości, jak bardzo się zmieniła. Kaleta buduje tę postać bez nadmiernej ekspresji, a właśnie w jej wycofaniu i pozornej obojętności ujawnia się dramat człowieka, który nie umie przełożyć miłości na działanie.
Wdowik nie opiera swojego przedstawienia wyłącznie na tekście. Równorzędną rolę odgrywa cała wizualna oprawa. Na scenie oprócz mglistego, ciepłego wspomnienia córki w wykonaniu Zosi Będkowskiej, fizyczną jej reprezentację pełnią rzeźby uznanej, polskiej artystki – Anety Grzeszykowskiej. Rozsiane po scenie kukły o długich, czarnych włosach materializują nieobecność córki, która mimo choroby i emocjonalnego oddalenia nieustannie zajmuje przestrzeń życia matki. Przywołują zarówno ciepłe wspomnienia, jak i poczucie winy, zagubienie oraz bezradność. Zawadzka wielokrotnie zespala się z rzeźbą, jakby próbowała nawiązać kontakt z tym, co zarazem bliskie i nieosiągalne. Kukły stają się też niepokojącym komentarzem do głównego dylematu spektaklu: czy opowiadając historię bliskiej osoby, można ją ocalić, czy raczej przejąć kontrolę nad jej cierpieniem?
„Nonfiction” to udana, konsekwentnie zbudowana produkcja, która stawia przed widzem moralne dylematy bez uciekania się do emocjonalnego szantażu. Małgorzata Wdowik ufa inteligencji odbiorcy i właśnie dlatego jej teatr pozostaje przekonujący. Wystawia na próbę wyobrażenia o matczynej miłości i odpowiedzialności, konfrontując widza z pytaniem, gdzie kończy się prawo do własnej opowieści, a zaczyna cudza krzywda. Siłą tej realizacji jest także bardzo dobre aktorstwo oraz – wnosząca nową perspektywę – narracja rzeźbą Grzeszykowskiej.
„Przykład: w konkursowym programie Mai Kleczewskiej drugi rok jej dyrekcji w Teatrze Powszechnym w Warszawie miał przynieść aż osiem premier: cztery spektakle na dużej scenie (»Noc listopadowa« w reż. Jana Klaty, »Troilus i Kresyda« w reż. Olivera Frljicia, »Śmierć Dantona« w reż. Mai Kleczewskiej, »Medea« w reż. Data Tavadze) i cztery na małej ( »Horsztyński« w reż. Krzysztofa Zyguckiego, Blade »Runner« w reż. Krzysztofa Garbaczewskiego, »Ceremonie żałobne« w reż. Piotra Mateusza Wacha, »Lulu« w reż. Darii Kopiec). Tymczasem odbędzie się pięć premier. Pokrywają się jedynie dwa nazwiska: Frljicia i Garbaczewskiego”
Używamy plików cookie, aby poprawić jakość przeglądania, wyświetlać reklamy lub treści dostosowane do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz analizować ruch na stronie. Polityka Prywatności
Niezbędne pliki cookie przyczyniają się do użyteczności strony.
Umożliwiają stronie zapamiętanie informacji zmieniających wygląd.
Pomagają zrozumieć, jak użytkownicy zachowują się na stronie.
Stosowane w celu śledzenia użytkowników i wyświetlania reklam.