Ludzie i maszyny
O „The Employees” w reżyserii Łukasza Twarkowskiego z Teatru Studio w Warszawie, pokazanych na 13. Festiwalu Wybrzeże Sztuki w Gdańsku, pisze Magda Mielke.
fot. Natalia Kabanow
O „The Employees” w reżyserii Łukasza Twarkowskiego z Teatru Studio w Warszawie, pokazanych na 13. Festiwalu Wybrzeże Sztuki w Gdańsku, pisze Magda Mielke.
fot. Natalia Kabanow
Czy można jeszcze mówić o człowieku, jeśli pozbawi się go wspomnień, cielesności, pragnień i potrzeby kontaktu z innymi? A jeśli podobne potrzeby zaczyna odczuwać maszyna, to czy nadal jest tylko maszyną?
„The Employees” w reżyserii Łukasza Twarkowskiego nie próbują udzielić na te pytania jednoznacznej odpowiedzi. Zamiast tego budują laboratoryjne doświadczenie, w którym widz zostaje zamknięty razem z bohaterami w świecie pozbawionym oczywistych granic między tym, co ludzkie, a tym, co sztuczne.
Spektakl oglądałam po raz pierwszy ponad dwa lata temu, podczas festiwalu Open’er. Ponowne jego obejrzenie, tym razem w ramach Wybrzeża Sztuki, pozwoliło mi spojrzeć na niego z zupełnie innej perspektywy – i uświadomiło, jak bardzo w tym czasie zmieniła się nasza rzeczywistość. Przedstawienie nie tylko nie straciło na aktualności, ale wręcz przeciwnie: wybrzmiało znacznie mocniej. W ciągu tych kilku lat świat, który Twarkowski i dramaturg Anka Herbut proponowali jako futurystyczną wizję, niebezpiecznie się do nas przybliżył. A właściwie w wielu miejscach już się wydarzył.
Realizacja warszawskiego Teatru Studio powstała na motywach powieści Olgi Ravn i rozgrywa się na statku kosmicznym, na którym obok ludzi pracują humanoidalne istoty stworzone przez technologię. Wszyscy są pracownikami Organizacji, wszyscy podlegają tym samym procedurom i wszyscy zostają sprowadzeni do swojej funkcji. Granica pomiędzy człowiekiem a maszyną stopniowo się zaciera. To właśnie ten pomysł – bardziej niż sama fabuła science fiction – stanowi centrum tej realizacji.
Za pierwszym razem można było patrzeć na „The Employees” jak na opowieść o przyszłości. Dziś coraz trudniej o taki dystans. W szczególności zmieniło się nasze doświadczenie sztucznej inteligencji. Jeszcze niedawno AI kojarzyła się przede wszystkim z odległą technologią, algorytmami działającymi gdzieś w tle albo futurystycznymi wizjami rodem z filmów SF. Dziś jest obecna w codzienności: odpowiada na pytania, pomaga pisać, tłumaczy, wyszukuje informacje, podpowiada rozwiązania, a dla wielu osób stała się także czymś znacznie bardziej osobistym: rozmówcą, powiernikiem, czasem wręcz najlepszym przyjacielem. Możemy zwrócić się do niej praktycznie o każdej porze z problemem, którego nie chcemy albo nie potrafimy powierzyć drugiemu człowiekowi. Ta zmiana sprawia, że pytania stawiane przez „The Employees” przestają być abstrakcyjne.
Twarkowski nie pyta przecież wyłącznie o to, czy maszyna może stać się człowiekiem. Pyta również o coś znacznie bardziej niepokojącego: czy człowiek, powierzając maszynom coraz większą część własnego życia, sam nie zaczyna funkcjonować jak maszyna? Na pokładzie statku kosmicznego ludzie i humanoidy pracują obok siebie, ale nieustannie są obserwowani, oceniani i podporządkowani systemowi. Ich doświadczenia zostają zapisane w formie raportów, zeznań, fragmentarycznych wypowiedzi. Nie ma tu klasycznej narracji ani tradycyjnie rozumianych bohaterów. Zamiast tego otrzymujemy strzępy wspomnień, emocji, pragnień i lęków. Człowiek zostaje sprowadzony do komunikatu, tak jak dziś coraz częściej nasze doświadczenie zostaje sprowadzone do danych.
Szczególnie istotna jest forma spektaklu. Twarkowski tworzy teatr, który znajduje się na granicy pomiędzy przedstawieniem, instalacją artystyczną, filmem a doświadczeniem immersyjnym. Kamera nie pełni funkcji zwykłego rejestratora. Jest jednym z głównych narzędzi opowiadania. Obserwujemy aktorów bezpośrednio, ale też poprzez ekrany, które zmieniają perspektywę i sposób odbioru tego, co dzieje się na scenie. Widz staje się jednocześnie obserwatorem i uczestnikiem systemu. To szczególnie interesujące w przedstawieniu, którego jednym z tematów jest nadzór. Bohaterowie są monitorowani, ale podobnie monitorowani jesteśmy my: przez urządzenia, algorytmy, aplikacje i systemy, których działania często nawet nie zauważamy. W „The Employees” technologia nie pełni funkcji dekoracji futurystycznego świata, jest jego strukturą.
Na wyjątkową uwagę zasługuje także zespół aktorski, który musi funkcjonować w świecie pozbawionym klasycznej teatralnej intymności. Dominika Biernat, Daniel Dobosz, Maja Pankiewicz, Sonia Roszczuk, Paweł Smagała i Rob Wasiewicz grają postaci zawieszone gdzieś pomiędzy człowiekiem a maszyną, emocją a zaprogramowaną reakcją. Ich zadaniem nie jest jednak przede wszystkim budowanie rozbudowanych portretów psychologicznych. Przeciwnie, aktorstwo jest tu oszczędne, zdyscyplinowane, chwilami niemal mechaniczne. Tym mocniej wybrzmiewają momenty, w których spod tej kontrolowanej powierzchni przebija lęk, samotność, pożądanie czy potrzeba bliskości.
Po ponad dwóch latach od pierwszego spotkania ze spektaklem właśnie ten aspekt wydaje mi się najbardziej aktualny. Technologia, która wówczas mogła wydawać się elementem scenografii przyszłości, dziś jest naszym codziennym otoczeniem.
Nie potrzebujemy już statku kosmicznego, żeby funkcjonować w świecie, w którym maszyna potrafi nas wysłuchać, odpowiedzieć na niemal każde pytanie i dostosować swoją odpowiedź do naszych potrzeb. Co więcej, coraz częściej nie chodzi już tylko o użyteczność. Zaczynamy wchodzić z technologią w relacje, które mają emocjonalny charakter. To tutaj „The Employees” stają się zaskakująco przenikliwi.
Wizualnie jest to teatr imponujący. Problem pojawia się wtedy, gdy pytamy, co pozostaje po odjęciu wszystkich technologicznych atrakcji. Bo choć produkcja ta bardzo dużo pokazuje, niekoniecznie równie mocno angażuje. Dużo tu emocjonalnego chłodu. Trudno się z bohaterami utożsamić, ponieważ nieustannie pozostają oni trochę obcy. Ich doświadczenia są filtrowane przez kamery, ekrany i sztuczną przestrzeń statku. Zamiast klasycznej psychologii dostajemy serię głosów, gestów, obrazów i impulsów.
„The Employees” pozostawiają więc ambiwalentne wrażenie. Jako spektakl technologiczny to rzecz niezwykle konsekwentna i dopracowana. Jako opowieść o samotności, pracy, cielesności i granicach człowieczeństwa bywa bardziej interesująca w pytaniach, które stawia, niż w emocjach, które wywołuje. A jednak to właśnie ten dystans sprawia, że pytania, które przedstawienie pozostawia bez jednoznacznych odpowiedzi, zaczynają wybrzmiewać poza jego własnym światem. Zamiast pytać wyłącznie o to, czym w przyszłości staną się maszyny, zmuszają do zastanowienia się nad tym, jak już dziś zmienia się nasza potrzeba kontaktu, bliskości i obecności drugiego człowieka.
Bo może przyszłość, której obawialiśmy się na ekranach filmów, nie nadejdzie w postaci zbuntowanych maszyn. Może przyjdzie znacznie ciszej: jako wygodna aplikacja, rozmowa prowadzona przed snem, odpowiedź na pytanie, którego wstydziliśmy się zadać drugiemu człowiekowi. I właśnie w tym sensie „The Employees” okazują się dzisiaj tytułem teatralnym jeszcze bardziej aktualnym.
„Czy Muzyczny tego potrzebował? Tak, choć pewnie sam jeszcze nie wiedział”
Używamy plików cookie, aby poprawić jakość przeglądania, wyświetlać reklamy lub treści dostosowane do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz analizować ruch na stronie. Polityka Prywatności
Niezbędne pliki cookie przyczyniają się do użyteczności strony.
Umożliwiają stronie zapamiętanie informacji zmieniających wygląd.
Pomagają zrozumieć, jak użytkownicy zachowują się na stronie.
Stosowane w celu śledzenia użytkowników i wyświetlania reklam.