Słuchowisko „Niebo nad lotniskiem” po raz pierwszy można było usłyszeć na żywo z udziałem publiczności w sopockim Teatrze Atelier w czerwcu, podczas jubileuszowego XXV Festiwalu „Dwa Teatry” w ramach cyklu „Fala czasu”. Nagraną wówczas audycję odtworzono właśnie w paśmie Teatru Polskiego Radia.
Fabułę słuchowiska umieścił Ryszard Wójtowicz (a właściwie skrywająca się pod tym męskim pseudonimem Daria Sobik) w przestrzeni terminala lotniczego, na którym spotykają się trzej nieznani sobie mężczyźni, którzy oczekują na opóźniony samolot do Palermo. Każdy z nich ma inny cel podróży: pierwszy leci, by oświadczyć się ukochanej, drugi – chce odpocząć, gdyż nie był na urlopie od blisko 900 dni, a trzeciemu jest w zasadzie wszystko jedno, dokąd i po co leci, bo dla niego najważniejsze jest, by lecieć, być w ciągłym ruchu, „pomiędzy początkiem i końcem podróży”.
Ich przypadkowe spotkanie przeradza się w rozmowę na temat… życia. Ujmuję to tak lapidarnie, bowiem scenariusz słuchowiska – mimo obiecującego i wciągającego początku – mniej więcej w połowie audycji staje się nieznośnie banalny i przewidywalny. Można bez specjalnego wysiłku przewidzieć, że panowie dokonają weryfikacji swoich potrzeb i przyzwyczajeń, a wynikający z ich spotkania wniosek ograniczy się w zasadzie do konstatacji, że należy zwolnić tempo życia, pozwolić sobie na spontaniczność w działaniach, nie być niewolnikiem ścisłego przestrzegania planów. Można dyskutować, na ile te skądinąd słuszne postulaty są realne do spełnienia w obecnej rzeczywistości.
Ta „poradnikowość” scenariusza powoduje również to, że tracą początkową błyskotliwość dialogi, stając się wymianą tez natury psychologiczno-socjologicznej na poziomie publicystycznym. Szczególnie rażąco, by nie powiedzieć infantylnie, wybrzmiewają one w finale słuchowiska, kiedy są wygłaszane głosem Katarzyny Łęckiej, reżyserki „Nieba nad lotniskiem”. Niezbyt odkrywcze jest też metaforyczne umieszczenie bohaterów w zamkniętej przestrzeni lotniska (w pewnym momencie nawet palarni). I zastosowana w tym kontekście symbolika ptaków.
Pomijając te niedostatki scenariusza Darii Sobik, przyznać trzeba, że słuchowisko „Niebo nad lotniskiem” ma swoje bardzo dobre strony. To przede wszystkim aktorzy, których Łęcka zaprosiła do współpracy: Łukasz Lewandowski, Krzysztof Szczepaniak i Mirosław Haniszewski. Tworzą oni zróżnicowane, ale też znakomicie uzupełniające się trio. Bezbłędnie wydobywają także elementy humorystyczne wynikające z charakterów postaci i sytuacji, w których się znalazły, a przy tym unikają niepotrzebnie przesadnej nadekspresji. To zapewne w jakimś stopniu zasługa Katarzyny Łęckiej, która już wielokrotnie dowiodła, że potrafi świetnie pracować z aktorami na radiowej scenie, by przypomnieć takie jej słuchowiska, jak „Koriolan” i „Perykles” Szekspira, „Pieśń Świętojańska o Sobótce” Kochanowskiego czy „Wybór” Artura Pałygi. Szkoda, że ta doświadczona i sprawna reżyserka rozstała się (nie z własnej woli) z Teatrem Polskiego Radia.
Trudno też nie docenić warstwy dźwiękowej słuchowiska. Realizator akustyczny Andrzej Brzoska precyzyjnie odtworzył chłodny, z lekka klaustrofobiczny klimat lotniska. Typowe dla tego miejsca komunikaty, szum tłumu i odgłosy silników startujących maszyn tworzą sugestywne tło akcji. Muzyka Piotra Salabera zaś stopniowo buduje napięcie i podkreśla najistotniejsze momenty kryzysów bohaterów.
Dobrze się stało, że Teatr Polskiego Radia po dwóch mocno feministycznych premierach zaprezentował rzecz o kondycji psychicznej współczesnego mężczyzny, w dodatku zrealizowaną w sposób artystycznie niemal nienaganny, bez niepotrzebnych pseudoeksperymentów. Zarówno w warstwie tekstowej, jak i dźwiękowej utrzymującej rytm opowieści, a nade wszystko perfekcyjnie zagranej.
Teatr Polskiego Radia