Na pierwszy rzut oka można zobaczyć kawałki surowego mięsa i kilka listków laurowych. Po chwili z tej osobliwej kompozycji wyłania się profil mężczyzny. Jeszcze moment i skojarzenie prowadzi ku antycznej monecie z wizerunkiem cesarza. Tomasz Bogusławski w plakacie do „Tytusa Andronikusa” z 2007 roku zamknął kilka znaczeń w jednym prostym obrazie. Potrzebował do tego mięsa, krwi i przyprawy, którą większość z nas trzyma w kuchennej szufladzie.
Plakat został wydany pod szyldem Teatru Rekwizytornia. Nazwa może być myląca, bo Rekwizytornia jest autorską inicjatywą Bogusławskiego, w ramach której artysta projektuje plakaty do wybranych przez siebie dzieł. W jego pracach często pojawiają się przedmioty zwyczajne, znalezione, zużyte albo pozornie pozbawione większej wartości. Bogusławski przygląda się ich kształtom i szuka znaczeń, które można uruchomić przez zmianę kontekstu. Sam mówi o zainteresowaniu „metaforą ukrytą w drobnych fragmentach rzeczywistości” i zapraszaniu takich przedmiotów do swojej Rekwizytorni.
W przypadku „Tytusa Andronikusa” główną rolę dostało… surowe mięso. Jego kawałki zostały ułożone tak, aby stworzyć męski profil. Na głowie pojawia się gałązka wawrzynu. Bogusławski wskazywał, że ikonograficznym kontekstem tej kompozycji były cesarskie profile znane z rzymskich monet.
Antyczny portret władcy kojarzy się z majestatem, siłą i trwałością. Cesarz uwieczniony na monecie miał przetrwać własne życie, a jego profil stawał się znakiem państwa i władzy. Bogusławski buduje podobny profil z materiału skrajnie nietrwałego. Z mięsa. Z czegoś, co przypomina o fizyczności człowieka, rozpadzie ciała, krwi i śmierci.
Wawrzyn prowadzi z kolei ku triumfowi. Wieniec laurowy należał do najważniejszych znaków zwycięstwa w kulturze antycznej. Ozdabiał głowę triumfatora, zwycięskiego wodza, poety. Tytus pojawia się u Szekspira właśnie jako rzymski generał wracający z wojny.
Leon Ulrich tłumaczył jego wejście:
„Otwórzcie drogę! Waleczny Andronik,
Cnoty obrońca, dzielny Rzymu rycerz,
Zwycięzca w bitwach przez siebie stoczonych,
Wraca honorem i szczęściem wieńczony
Z dalekich krain, w których Rzymu wrogów
Mieczem powstrzymał i pod jarzmo ugiął”.
Bogusławski przewrotnie zamienia wieniec triumfatora w kilka listków laurowych. Laur, wielki symbol wojskowej chwały, staje się kuchenną przyprawą. Monumentalny rzymski profil zostaje zbudowany z mięsa. Patos antycznego wizerunku zderza się z czymś pospolitym, organicznym i bardzo konkretnym.
Ten dowcip wizualny szybko nabiera ponurego znaczenia, jeśli pamiętamy, co dzieje się w dramacie Szekspira.
„Tytus Andronikus”, najwcześniejsza tragedia Szekspira i jego pierwszy dramat rzymski, jest historią zemsty rozwijającej się z coraz większym okrucieństwem. Tytus wraca do Rzymu po wojnie z Gotami. Składa w ofierze najstarszego syna pojmanej królowej Tamory. Ten akt uruchamia kolejne zbrodnie. Ginie Bassianus, Lawinia zostaje zgwałcona i okaleczona, a Tytus traci następnych synów.
Zemsta Tytusa prowadzi do jednej z najbardziej makabrycznych scen w twórczości Szekspira. Rzymski wódz zabija synów Tamory, Chirana i Demetriusza. Ich ciała zostają wykorzystane do przygotowania potrawy, którą Tytus podaje później ich własnej matce.
W przekładzie Leona Ulricha zapowiada to bez ogródek:
„Słuchajcie, łotry, kości wasze zmielę,
Krwią potem waszą mąkę tę zagniotę
I dwa pasztety z dwóch głów waszych zlepię,
A matce waszej wszetecznej nakażę,
Żeby jak ziemia swój owoc połknęła”.
Po przeczytaniu tych słów mięso z plakatu Bogusławskiego trudno potraktować jako ogólny symbol brutalności. Odsyła ono wprost do jednego z najbardziej szokujących motywów tragedii. Ciało w „Tytusie Andronikusie” podlega nieustannemu niszczeniu. Jest ranione, ćwiartowane, okaleczane, pozbawiane integralności, aż w finale dosłownie staje się pokarmem.
Fotograficzny realizm plakatu dodatkowo wzmacnia to skojarzenie. Widzimy mięso, jego włókna, tłuszcz i krew. Czerwona plama pod profilem przypomina rozlewającą się krew i jednocześnie stanowi podstawę całej kompozycji. Profil rzymskiego wodza wygląda, jakby został ułożony z fragmentów rozczłonkowanego ciała.
Bogusławski zostawia widzowi rebus. Trzeba rozpoznać profil, przypomnieć sobie rzymskie monety, odczytać znaczenie wawrzynu, a później zestawić wszystko z fabułą „Tytusa Andronikusa”. Nawet kolor tytułu uczestniczy w tej grze. Czerwone litery słowa „ANDRONIKUS” odpowiadają barwie mięsa i krwi, spinając fotografię z typografią.
Plakat dobrze pokazuje sposób myślenia Bogusławskiego o jego Rekwizytorni. Artysta określa takie realizacje mianem „zamrożonego spektaklu”. Przedmiot otrzymuje rolę, a odpowiednio sfotografowany i umieszczony w kompozycji zaczyna opowiadać. Kilka kawałków mięsa i gałązka laurowa wystarczają, żeby uruchomić cały ciąg skojarzeń: Rzym, triumf, wodza, ciało, krew, zemstę, ucztę.
Historia tego plakatu ma jeszcze jeden ciekawy rozdział. Praca zdobyła Złoty Medal na 21. Biennale Plakatu Polskiego w Katowicach w 2009 roku. W tym samym roku otrzymała I nagrodę w kategorii plakatu kulturalnego na III Międzynarodowym Biennale Plakatu w Boliwii BICeBé.
Dzisiaj „Tytus Andronikus” Tomasza Bogusławskiego znajduje się w zbiorach Muzeum Plakatu w Wilanowie, Oddziału Muzeum Narodowego w Warszawie. Z kolekcji liczącej ponad 36 tysięcy obiektów został wybrany na wystawę „Plakat polski. Kolekcja”.
A liść laurowy? Po spotkaniu z tym plakatem może już nigdy nie wyglądać w kuchni całkiem niewinnie.
Cykl „Plakat Teatralny Tygodnia” powstaje we współpracy z Muzeum Plakatu w Wilanowie, Oddziałem Muzeum Narodowego w Warszawie.
Partnerem technologicznym cyklu jest firma Lokoinvest z Gdyni.
Tomasz Bogusławski, fot. Zbigniew Treppa, „Tytus Andronikus”, William Shakespeare, Teatr Rekwizytornia, 2007, druk offsetowy; 98 × 68 cm, Muzeum Plakatu w Wilanowie, Oddział Muzeum Narodowego w Warszawie, nr inw. 34020/1 MNW