widz_trębicki(nie)poleca: „Bracia Lehman”

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

widz_trębicki(nie)poleca: „Bracia Lehman”

O „Braciach Lehman” Stefano Massiniego w reż. Oskara Winiarskiego w Teatrze Współczesnym w Warszawie pisze Robert Trębicki.

Opublikowano: 2026-06-04
fot. Klaudyna Schubert
Ocena recenzenta/tki: (10/10) – arcydzieło

To opowieść o żydowskim rodzie Lehmanów – braciach, którzy, nie znając języka, przybyli do Ameryki pod koniec XIX wieku i, zaczynając od sklepu z tkaninami i garniturami, doszli przez pokolenia do twórców wirtualnego pieniądza giełdy papierów wartościowych, by w 2008 roku doświadczyć spektakularnego upadku. To 158-letnia historia o zarabianiu, tworzeniu i kulcie pieniędzy.

Znakomita, prosta scenografia autorstwa Marka Idzikowskiego zmusza widza do uruchomienia pokładów wyobraźni, jednocześnie udowadniając, jak prosty rekwizyt potrafi zadziwić. Dmuchawa ogrodowa staje się przejawem ostatecznego finansowego szaleństwa, ramy zbite z prostych desek tworzą świat sklepu, warsztatu i biura, a białe płótna z industrialnymi malunkami – hale przędzalni. Animacje na kolejnej tkaninie pokazują wnętrze giełdy towarowej, a wielkie litery tworzące słowo „bank” są listą zalet dobrej kandydatki na żonę. Śnieżący telewizor kineskopowy staje się wstępem do nowego biznesu, ale też symbolem życia domowego i narastającej frustracji zaniedbywanej małżonki, zamkniętej w swoim pokoju. Makieta kolejki to zapowiedź kolejnej inwestycji, a miniaturowy kosz na zakupy z marketu – symbol nowo stworzonej religii konsumpcjonizmu. Z każdą kolejną minutą kręcę z niedowierzaniem głową i zastanawiam się, co oni jeszcze wymyślą. Światło dopełnia kolejne zdarzenia – to je potęgując, to je uspokajając – momentami staje się narratorem.

Na myślenie nie ma dużo czasu, bo tempo wydarzeń jest nieprawdopodobne. Sinusoida emocji rozgrzewa się do czerwoności, a w niewygodne krzesełko wbija fenomenalne aktorstwo. AKTORSTWO! Zarówno indywidualne, jak i zespołowe. Panowie Mateusz Król, Szymon Roszak i Przemysław Kowalski dają teatralny popis, w który trudno uwierzyć — w tę pasję, to wykonawcze szaleństwo, ten twórczy amok. Ja wiem, że ci artyści dużo potrafią: pan Mateusz zrobił na mnie ogromne wrażenie w „Gdybym Cię nie poznał” w tymże Współczesnym, a pana Szymona śledzę od „Opowieści o prawdziwym szaleństwie” w Akademii Teatralnej czy fantastycznych ról w sąsiedzkim Klubie Komediowym; z rozrzewnieniem wspominam „Zbrodnie serca” czy „Dolce vita”. Pan Przemysław Kowalski pięknie śpiewał w spektaklach z piosenkami Kory czy Ewy Demarczyk. Jednak tutaj, jako „Bracia Lehman”, wszyscy trzej aktorzy wchodzą na jeszcze wyższy poziom aktorstwa. Zastanawiam się nawet, czy nie ogłosić teatralnej przerwy, bo po takim przedstawieniu dalsze poszukiwania mogą okazać się ryzykowne dla moich oczekiwań.

Spektakl łączy w sobie intensywną pracę aktorską i rodzaj kontrolowanego obłędu, zestawiając twórczą energię z wyraźnym spokojem scenicznym. Obecne są tu rodzinne napięcia, finansowy kryzys oraz konsekwentnie utrzymany ton pozbawiony pesymizmu czy poczucia porażki. To perfekcyjnie skondensowana, potężna dawka emocji – od szaleńczego krzyku, przez opętańczy śmiech, po dolarowy obłęd i braterską hierarchię. Każdy z artystów wciela się w wiele ról, co ciekawe – wszyscy z równą swobodą kreują postaci dzieci, kobiet czy bogatych kontrahentów i robią to wyśmienicie. Nie wiem, czy Oskar Winiarski zabrał wykonawców na giełdę papierów wartościowych, na wyścigi konne czy do krawieckiej pracowni. Jedno jest pewne – poziom autentyczności, jaki osiągają na scenie, jest imponujący, a momentami wręcz oszałamiający. Być może reżyser po prostu dobrze wiedział, jakich aktorskich „pereł” używa i świadomie pozwolił im na dużą swobodę, ufając, że efekt końcowy obroni się sam.

Scena w Baraku to rzeczywiście przestrzeń surowa – latem duszna, zimą chłodna, z mało komfortowymi krzesełkami i widownią liczącą niewiele ponad sto miejsc. Układ sceny sprawia, że spóźnieni nie wejdą, a widzowie nie mają możliwości wyjścia w trakcie spektaklu.

I właśnie ta ascetyczna, niekomfortowa przestrzeń okazuje się zaskakująco adekwatnym tłem dla przedstawienia, które nie potrzebuje żadnych dekoracyjnych „ulepszeń”. Powstaje tam spektakl, który w moim odczuciu wyrasta na jeden z najmocniejszych w tym sezonie.

Teatr Współczesny

Kategorie:


Cytat Dnia




„Wziął to w swoje ręce Paweł Aigner, biegły w igraszkach z klasyką”

Piotr Zaremba o „Kubusiu Fataliście i jego panu”, reż. Paweł Aigner; „Polska Times”, 8.06.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL