Pożegnanie Stanisławy Celińskiej

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Pożegnanie Stanisławy Celińskiej

Zostawała w człowieku.

Opublikowano: 2026-05-13
fot. mat. prasowy

Jeszcze miesiąc temu pisałem o niej z okazji urodzin. Naturalnie, spokojnie, z przekonaniem, że należy do tych artystek, które po prostu są — obecne od zawsze i na zawsze. W teatrze, w kinie, w głosie radia, w pamięci kilku pokoleń widzów. Wczorajsza wiadomość o śmierci Stanisławy Celińskiej zatrzymała jednak tamto poczucie pewności. Nagle okazało się, że nawet ludzie, którzy wydawali się częścią naszego codziennego krajobrazu, odchodzą naprawdę.

A po nich zostaje cisza szczególnego rodzaju.

Nie była aktorką, która potrzebowała dystansu ani pomnika. Miała rzadką umiejętność bycia blisko człowieka — bez wysiłku, bez pozy, bez zawodowej maniery. Kiedy pojawiała się na ekranie albo scenie, człowiek wierzył jej natychmiast. Nie dlatego, że „grała dobrze”. Dlatego, że niosła ze sobą prawdę doświadczenia. W jej spojrzeniu zawsze było coś przeżytego, coś przepracowanego, coś, czego nie da się nauczyć w żadnej szkole teatralnej.

Może właśnie dlatego tak mocno działały jej role kobiet zwyczajnych. Sąsiadek, matek, żon, osób pozornie stojących gdzieś obok głównego nurtu opowieści. Ona potrafiła takim postaciom nadać ciężar całego życia. Kilka scen wystarczało, żeby widz czuł, że za tą bohaterką kryje się osobny świat — z bólem, pamięcią, rozczarowaniem i czułością.

Nigdy nie miałem poczucia, że Stanisława Celińska kogokolwiek udaje. Nawet kiedy opowiadała o własnych słabościach czy trudnych momentach życia, robiła to bez taniego dramatyzmu. Jej szczerość nie była obliczona na efekt. Raczej przypominała rozmowę z kimś, kto wiele przeszedł i nie chce nikogo oszukiwać. W czasach pełnych póz i sztuczności miało to ogromną wartość.

Późniejsze lata jej artystycznej drogi pamiętam przede wszystkim przez muzykę. Jej recitale nie były zwykłymi koncertami. Bardziej spotkaniami z kimś, kto postanowił podzielić się własnym rozumieniem życia. Śpiewała spokojnie, czasem niemal półgłosem, ale właśnie wtedy słuchało się jej najmocniej. W tym głosie była kruchość, zmęczenie, nadzieja i zadziwiający spokój człowieka, który pogodził się z wieloma rzeczami, ale nie utracił wrażliwości.

Ludzie często mówią po śmierci artysty, że był „wyjątkowy”. To słowo bywa nadużywane. W jej przypadku naprawdę trudno znaleźć kogoś podobnego. Miała talent, oczywiście. Miała charyzmę. Ale przede wszystkim posiadała coś znacznie rzadszego — umiejętność dawania innym otuchy bez moralizowania i bez fałszywego optymizmu. Nie opowiadała o łatwym życiu. Przeciwnie. A mimo to zostawiała człowieka z poczuciem, że warto dalej iść.

Dzisiaj wracają role filmowe, teatralne obrazy, piosenki, fragmenty rozmów i wywiadów. Wraca także myśl, że wraz z jej odejściem kończy się pewien sposób myślenia o sztuce — mniej hałaśliwy, bardziej skupiony na człowieku niż na autopromocji. Stanisława Celińska nie potrzebowała krzyczeć o swojej wielkości. Wystarczała jej obecność.

I może właśnie dlatego tak trudno pogodzić się z tym, że tej obecności już nie będzie.

Kategorie:


Cytat Dnia

„Jestem od strojenia min. A ostatnio okazało się, że całkiem nieźle wychodzi mi również prowadzenie teatru. Robienie polityki nigdy mnie nie interesowało”

Andrzej Seweryn w rozmowie z Januszem Wróblewskim; „Polityka”, 22.04.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL