Nad spektaklem „Piekło–Niebo”, który Teatr Telewizji zaprezentował 20 kwietnia 2026 roku, unosi się – za sprawą reżysera Jakuba Krofty, mającego czeskie korzenie – aura charakterystycznego dla naszych południowych sąsiadów, pełnego dystansu i humoru podejścia do spraw ostatecznych, wśród których jest śmierć – nasza własna i naszych bliskich.
Utrzymana w konwencji baśni sztuka Marii Wojtyszko opowiada historię samotnej matki Joli, wychowującej 7-letniego syna Tadzika, występującej pod pseudonimem DJ Daje Radę. Mamę, rewelacyjnie zagraną przez Zuzannę Saporznikow, łączy z dzieckiem głęboka więź – nie tylko synowsko-matczyna, ale i przyjacielska. Pewnego dnia, wracając z koncertu w Szczecinie, Jola ginie w wypadku samochodowym. Trafia do nieba, ale tam domaga się od świętego Piotra (Grzegorz Kwiecień) i od samego Boga (Piotr Grabowski) powrotu na ziemię, gdzie ma jeszcze wiele spraw do załatwienia, a przede wszystkim jest jedyną żywicielką rodziny. W swoim żądaniu jest nieustępliwa i krytyczna wobec porządku świata, który Stwórca wypełnił wojnami, więźniami politycznymi, chorobami i kataklizmami. No i śmiercią – także matek niepełnoletnich dzieci. Za tę postawę zostaje zesłana do piekła, gdzie rządzi Lucyfer (Robert Jarociński). Jola spotyka tam Osmółkę (świetny Robert Czerwiński), drugoligowego – jak go nazywa – diabła, który zamiast jej pilnować, czyta „Boską komedię” i cytuje klasyków, marząc o zostaniu pisarzem. Jola znajduje w nim bratnią duszę – oboje decydują się na ucieczkę z piekła i powrót na ziemię. Nie jest to zadanie proste. Ale od czego odwaga i nieustępliwość matki, która, by znów być ze swoim synem, gotowa jest na wiele?
Wędrówka Joli i Osmółki przez kolejne kręgi królestwa Lucyfera obfituje w intrygujące, ale także wesołe i wzruszające spotkania. Pełno tu skrzących się dowcipem dialogów i zabawnych konstrukcji postaci. Bóg na przykład nie jest surowym sędzią, lecz pasjonatem gry w scrabble, podczas której oszukuje współgraczy. Wzrusza natomiast rozmowa Joli z ojcem (Waldemar Kownacki) i synem (Tadzio mówi z offu głosem Anny Makowskiej-Kowalczyk). To wszystko sprawia, że śmierć bliskiej osoby staje się łatwiejsza do zaakceptowania. Maria Wojtyszko podpowiada też, jak można rozmawiać z dzieckiem o odejściu matki, by ograniczyć jego traumę z tego powodu, i jak kształtować relacje z bliskimi, by ewentualne spotkanie z nimi na „tamtym świecie” nie było zbyt bolesne. Dzięki temu spektakl „Piekło–Niebo”, pokazany w Teatrze Telewizji pod szyldem Sceny Młodego Widza, staje się użyteczny także dla dorosłych widzów, o czym mogą świadczyć pełne entuzjazmu wpisy na portalach społecznościowych. To bez wątpienia ogromny sukces polsko-czeskiego duetu twórczego.
Z pogodną – mimo przedstawionej tematyki – aurą przedstawienia, przeniesionego do telewizji z Teatru Narodowego, współgrają inne jego elementy, takie jak przestrzenna, nowoczesna scenografia, fikuśne fryzury aniołów czy fantazyjne kostiumy (Matylda Kotlińska). Warto też wsłuchać się w muzykę Grzegorza Mazonia i dostrzec wyrazistość ról drugoplanowych, takich jak Matka Osmółki, grana fantastycznie przez Kingę Ilgner, czy Sandalfon w interpretacji Adama Szczyszczaja. Trochę denerwować może natomiast pojawiający się ostatnio coraz częściej w telewizyjnych realizacjach („Matka Joanna od Aniołów”, „Prałat”) motyw „teatru w telewizji”.
Teatr Telewizji