Slide
previous arrow
next arrow
Eugeniusz ma głos - Teatr dla Wszystkich

Eugeniusz ma głos

Na afiszu

Eugeniusz ma głos

O “Dobrze ułożonym młodzieńcu” Jolanty Janiczak w reż. Wiktora Rubina w Teatrze Nowym w Łodzi pisze Karolina Kuran.

Opublikowano: 2026-03-10
fot. HaWa
Ocena recenzenta/tki: (7/10) – dobry

W sylwestrowy wieczór 1935 roku z okna kamienicy przy łódzkiej ulicy Nawrot wypada – wyskakuje? – młody mężczyzna legitymujący się dowodem osobistym wystawionym na nazwisko Eugeniusz Steinbart (Edmund Krempiński). Towarzysząca mu kobieta, Wiktoria Skempińska (Karolina Bednarek), nazywa go w retrospektywnym monologu „dobrze ułożonym młodzieńcem” i przyznaje, że łączyły ich relacje natury intymnej. Tymczasem jednak podczas udzielania pierwszej pomocy okazuje się, że mimo ewidentnie męskiego wyglądu oraz ubioru, ciało Eugeniusza jest fizycznie ciałem kobiety.

Trzy lata później Eugeniusz staje przed sądem, oskarżony o udawanie mężczyzny. Główne postawione mu zarzuty dotyczą faktu, że po rekonwalescencji wziął ślub kościelny z poznaną na kobiecym oddziale szpitalnym Czesławą Zaleśną (Paulina Walendziak), a obecnie wychowuje z żoną dziecko, figurując we wszystkich dokumentach jako jego ojciec. Sąd skaże go na osiem miesięcy więzienia, odbywanego – jakże by inaczej – w placówce dla kobiet. Zanim to jednak nastąpi, śledzimy losy procesu Eugeniusza z perspektywy widowni Teatru Nowego w Łodzi. W głębi sceny stoi dwuczęściowa drewniana ściana, na której wycięty jest napis w estetyce graffiti, zapożyczonej z okładki improwizatorskiej formacji muzycznej The Monster Gate Experiments: Speak the truth, even if your voice shakes („Mów prawdę, nawet jeżeli drży ci głos”). Przez szczeliny liter wdziera się na scenę ciepłe, żółte światło.

Gdy na początku spektaklu z miejsca pośrodku pierwszego rzędu podnosi się do swojej pierwszej mowy oskarżycielskiej prokurator Kłoczkowski (Michał Kruk), prezentując widzom pistolet zatknięty za pasek prokuratorskich spodni, mamy świadomość, że wyrok zapadł nim Steinbart miał szansę cokolwiek powiedzieć.

Mówienie prawdy – całej prawdy, własnej prawdy, subiektywnej prawdy – właściwymi słowami to istotny aspekt dramatu Jolanty Janiczak Dobrze ułożony młodzieniec, napisanej z okazji przypadającej w 2023 roku 600. rocznicy nadania Łodzi praw miejskich. Prokurator i obrońca (Paweł Kos) podają fakty z życia Eugeniusza Steinbarta, rozwijane następnie przez świadków w kolejne sceny spektaklu; przerzucają się przy tym w swoich wypowiedziach rodzajem żeńskim i męskim, manifestując poparcie dla oskarżonego lub jego ewidentny brak.

Transpłciowy filozof, dziennikarz i aktywista Paul B. Preciado, którego duch unosi się nad całym spektaklem, opowiadał o konieczności tłumaczenia „różnicy”, jaką stanowi wystąpienie przeciwko binarności, na język „normy”: bycie osobą trans to bycie „pomiędzy”, bycie blizną na sztucznie wygładzonej powierzchni systemu zakładającego istnienie tylko dwóch płci.

Odtwarzający rolę Eugeniusza Edmund Krempiński nie tylko przechodzi wraz ze swoim bohaterem przez proces sądowy mający – bezskutecznie – wtłoczyć Steinbarta z powrotem w „normę”, ale także stawia na scenie ciało w procesie tranzycji, bliznę po nigdy niezaistniałym ciele Eugeniusza. Na drugim biegunie potencjalności płciowej stoi Elżbietka (Halszka Lehman), córka Czesławy i Eugeniusza, która najchętniej mówi o sobie per „dziecko”, eksperymentuje z różnymi zaimkami i całkowicie zanurza się w stanie liminalnym, z którego wynurzy się kiedyś jak dzieło sztuki wyłonione z trocin wypełniających skrzynię do transportu artefaktów.

Scena Teatru Nowego również wysypana jest trocinami, z których aktorzy wyciągają rekwizyty lub w których sami się zanurzają. Wynurzenie to obejmuje także interakcję z publicznością, zapraszaną do rozmowy z Walendziak i Krempińskim o jednym z istotnych aspektów życia Steinbarta, lub do wejścia na scenę po zakończeniu spektaklu i przytulenia się do ogromnego syrena – dzieła Eugeniusza, które przybywa, aby nas wszystkich ocalić przed światem i przed samymi sobą. „Czasami ktoś ma taką potrzebę”, mówi Steinbart w końcowej scenie przedstawienia. O ile nikt nie skorzystał z zaproszenia podczas oglądanego przeze mnie przebiegu, o tyle nie wykluczam, że wielu osobom może być ono bardzo potrzebne.

„Czy podporządkowany inny może mówić?” – pytała swego czasu Gayatri Chakrvorty Spivak, indyjska teoretyczka literatury, feministka i krytyczka kultury. Jak stworzyć odpowiednie warunki, aby mówił? – dopytywał Preciado. Twórcy Dobrze ułożonego młodzieńca, na czele z dramaturżką Jolantą Janiczak i reżyserem Wiktorem Rubinem, wiedzą, jak ważne jest słowo, które „może ratować i krzywdzić. Ciało może być przystanią i terenem wroga. Teatr jest przestrzenią sztuki, która staje się ze słowa i ciała”. Powyższą tezą oraz zachętą do uważności na słowo rozpoczyna się tekst programu spektaklu, będący de facto słowniczkiem pojęć związanych z transpłciowością.

Czasami słów brakuje – powojenne losy rodziny Eugeniusza Steinbarta opowiedziane są przez Paulinę Walendziak śpiewem, odsuwającym widzów od okrucieństwa historii, a może tym dobitniej pokazujących jej bezwzględność. Czasami natomiast słowa nie oddają rzeczywistości lub po prostu nie chcą jej oddawać. Mimo że Eugeniusz Steinbart jest postacią znaną w Łodzi – poświęcono mu w ostatniej dekadzie między innymi wystawę i panel dyskusyjny – do niedawna osoby zajmujące się jego historią używały żeńskiego rodzaju gramatycznego, tudzież nekronimu „Eugenia”, aby opowiadać o swoim bohaterze. W 2018 roku artykuł poświęcony Steinbartowi w internetowym wydaniu jednego z największych łódzkich dzienników został nawet przydzielony do kategorii „kryminalna Łódź”…

Na tym tle decyzja o obsadzeniu Edmunda Krempińskiego (niegdyś pierwszego wyautowanego transpłciowego aktora zatrudnionego na etacie w polskim teatrze publicznym, obecnie już tylko gościnnie związanego z zespołem Nowego) w roli „dobrze ułożonego młodzieńca” oraz pozwolenie, by historia Eugeniusza Steinbarta wybrzmiała tak, jak być może on sam chciałby ją opowiedzieć, bardzo pozytywnie wyróżnia się na ogólnym tle polskiego dyskursu o transpłciowości.

Zastosowane w spektaklu środki inscenizacyjne należą do raczej klasycznych. Mężczyźni w rolach drugoplanowych (stosunkowo najsłabszy aspekt inscenizacji) pełnią funkcję chóru kontrapunktującego losy głównego bohatera i jego rodziny, a minimalizm scenografii i kostiumów zachęca do skupienia na słowie i treści. Nie napotkamy tu przysłowiowej fontanny z wodotryskiem, ale być może wyjdziemy z teatru ubogaceni o nowe słownictwo i perspektywy.

„Takie to było inne”, powiedziała osoba około pięćdziesiątki, podnosząc się z fotela obok mnie po zakończeniu spektaklu. Życzę sobie – oraz pozostałym widzom – aby to INNE zostało oswojone, między innymi dzięki opowieści Eugeniusza.

Teatr Nowy w Łodzi

Kategorie:

Cytat Dnia

„Jedyny czysto techniczny mankament to położenie sofy, na której kilka razy przysiadają bohaterowie. Jest tak niska, i tak ustawiona na scenie, że nawet z czwartego rzędu (to mała scena, tak zwany Barak) trudno chwilami siedzących na niej obserwować. Ale kiedy wstają albo przesiadają się gdzie indziej, są widoczni jak na dłoni – ze swoimi zgryzotami, dylematami i emocjami”

Piotr Zaremba o spektaklu „23 i pół godziny”, reż. Jarosław Tumidajski; „Polska Times”, 8.03.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL