Gdyby ktoś chciał zobaczyć, jak koncertowo można spartolić – w założeniu – artystyczną wypowiedź na społecznie istotny temat, powinien obejrzeć „Punkty tkliwe” Karo(liny) Szczypek w reżyserii Marka Leszczewskiego. Po premierowej emisji w cyklu Nowa Dramaturgia Polska w TVP Kultura spektakl trafił na platformę VOD TVP.
Tematem tym jest seksualność osób z niepełnosprawnościami, która od lat nie może się w Polsce doczekać systemowego rozwiązania. Wciąż pozostaje zagadnieniem wstydliwym, wręcz tabu. Jakoś nie dociera do tych, którzy „Pospolitą Rzeczą władają”, że osoby z niepełnosprawnościami mają takie same potrzeby jak „zwykli” ludzie – również w sferze intymności, erotyki i seksu. Jeśli w ogóle się o tym mówi, to najczęściej w atmosferze skandalu, sensacji lub zgorszenia.
„Punkty tkliwe” Karo Szczypek dawały szansę na częściową zmianę społecznego oglądu intymnych problemów osób z niepełnosprawnościami. Szansę – niestety – niewykorzystaną. Wydaje się, że forma zdecydowanie przerosła treść, której zresztą było niewiele i która nie wykraczała poza dość znane slogany o konieczności „uczenia się mówienia o swoich potrzebach” oraz „zobaczenia w innych ludziach ludzi ze zwykłymi potrzebami, których spełnienia odmawiamy im jako społeczeństwo”. Te słowa wypowiada w końcówce spektaklu dziennikarka Elka (Anna Szymańczyk), przez ponad pół roku mozolnie pracująca nad artykułem o seksualności osób niepełnosprawnych. Co więcej – to samo, a przy tym znacznie ciekawiej i dobitniej, zostało powiedziane we wprowadzeniu do spektaklu przez dwie występujące w nim aktorki oraz przedstawicielkę Fundacji Avalon, kierowniczkę Projektu Sekson.
Wydźwięk sztuki Szczypek osłabia już chybiony wybór bohaterki, która w powszechnym rozumieniu pojęcia osoby niepełnosprawnej nią nie jest. Nie jest nawet obłożnie chora – „jedynie” cierpi na przewlekłą chorobę skóry, do końca niezdiagnozowaną przez lekarzy. Dziewczyna II (postać grana całkiem przyzwoicie przez Dorotę Furmaniuk) chodzi na imprezy, spotyka się ze znajomymi i ma za sobą raczej bogatą przeszłość erotyczną, skoro tak dobrze wie, co w seksie ją rajcuje, a co odrzuca. Czy naprawdę potrzebna jest jej zatem asystentka seksualna (Anna Paliga, ucharakteryzowana na Lunę – reprezentantkę Polski na Eurowizji 2024), która bezceremonialnie zaznacza, że jest od „lizania ci*ki”, a nie od rozmów o poezji?
Dziewczyna I, czyli owa seksworkerka, jest przy tym postacią obcesową, opryskliwą i pogardliwą wobec osób, które – jak dziennikarka – chciałyby zgłębić temat potrzeby bliskości i seksualności osób z niepełnosprawnościami. Taka postawa bohaterki z pewnością nie przysłuży się sprawie. A jeśli dodać do tego wulgarne, fizjologiczno-ginekologiczne słownictwo rodem z taniego pornosa, okraszone bełkotliwym filozofowaniem, łatwo dojść do wniosku, że „Punkty tkliwe” robią więcej złego niż dobrego.
Trudno znaleźć w tym spektaklu wyraźne pozytywy. Z pewnością nie jest nim koszmarna scenografia Oliwii Waligóry, zwłaszcza barłóg, w którym bohaterki realizują „potrzebę bliskości”. Nie zachwyca także Sambor Czarnota w roli Redaktora – choć to generalnie dobry aktor, jego funkcja w tym przedstawieniu pozostaje tyleż niejasna, co zbędna.
No dobrze, jest jeden element, który może się podobać – wykorzystanie piosenek Lany Del Rey i Cat Power.
Teatr Telewizji