Slide
previous arrow
next arrow
widz_trębicki(nie)poleca: „Klątwa” - Teatr dla Wszystkich

widz_trębicki(nie)poleca: „Klątwa”

Na afiszu

widz_trębicki(nie)poleca: „Klątwa”

O „Klątwie” Olivera Frljicia w Teatrze Powszechnym w Warszawie pisze Robert Trębicki.

Opublikowano: 2026-01-26
fot. Magda Hueckel/Teatr Powszechny w Warszawie

Ocena Recenzenta:

W połowie spektaklu Klara Bielawka, przełamując czwartą ścianę, zwróciła się do mnie bezpośrednio z pytaniem o odbiór przedstawienia. Gdy potwierdziłem swoje zastrzeżenia, aktorka zaproponowała pozostanie do końca, sugerując możliwość zmiany perspektywy w dalszym przebiegu spektaklu.

I rzeczywiście. Druga część osławionego przedstawienia jest zdecydowanie ciekawsza. Wyróżnia się dojrzałą grą aktorską i satysfakcjonującą konstrukcją sceniczną. Widać tu wyraźny ładunek emocjonalny, momentami wręcz o charakterze krytycznym, a także szczerość i radość grania. Pojawia się kilka monologów i krótkich scenicznych perełek, w których aktorzy odsłaniają najbardziej wrażliwe aspekty swoich postaci.

Nie jest do końca jasne, czy niektóre fragmenty pojawiły się jako efekt decyzji aktorskich, czy wynikły w toku eksploatacji spektaklu, kiedy ingerencja reżyserska była ograniczona. Z perspektywy widza widać momenty, w których aktorzy działają z dużą swobodą interpretacyjną, a materiał sceniczny zdaje się pulsować własnym życiem. Te zmiany, niezależnie od intencji twórców, tworzą w odbiorze wrażenie spektaklu częściowo autonomicznego, który rozwija się i zmienia podczas kolejnych przedstawień.

Barbara Wysocka w sposób sugestywny odsłania hipokryzję reżysera, a zarazem ukazuje napięcie między rolą sceniczną a osobistymi obowiązkami – potrzebą utrzymania domu i rodziny. Grzegorz Artman funkcjonuje niemal jako karykatura, wprowadzając groteskowe komentarze o muzułmanach i psach, które kontrastują z dramatyzmem pozostałych scen. Karolina Adamczyk w pełni angażuje się w osobiste monologi, dotyczące aborcji i zaburzeń psychicznych, odsłaniając intymne doświadczenia bohaterki. Julia Wyszyńska prezentuje postać zagubioną, próbującą racjonalizować absurdalne pomysły fabularne, co wzmaga wrażenie napięcia między scenariuszem a jej aktorskim wyborem. Wreszcie Michał Czachor realizuje performatywny gest całkowitej dyspozycyjności aktorskiej wobec reżysera, pokazując elastyczność interpretacyjną i zdolność do funkcjonowania w skrajnie różnorodnych sytuacjach scenicznych. Z perspektywy widza wszystkie te postaci tworzą mozaikę kontrastujących stylów gry, która jednocześnie ujawnia mechanizmy władzy reżyserskiej i autonomię aktorskiej ekspresji.

Spektakl ogląda się z dużym zainteresowaniem; widać w nim prawdziwe aktorskie emocje, takie, jakich oczekuje się od teatru, który wchodzi w dialog z rzeczywistością.

Warto poczekać na drugą część przedstawienia, bo pierwsza stanowi raczej wprowadzenie – przywodzi na myśl swoiste „jasełka dla gawiedzi”, przygotowujące widza na dalszy rozwój akcji. Zaskakująca była reakcja niektórych środowisk, które już po premierze uznały inscenizację za mocno kontrowersyjną: protesty, interwencje instytucjonalne i medialne nagłośnienie. To pokazuje, jak silnie widowisko oddziałuje na publiczność i jak różnie bywa odbierane.

Sceny takie jak składanie karabinu z poświęconych krzyżyków i strzelanie z niego do ludzi, wieszanie gipsowej figury przypominającej Jana Pawła II czy seksualne interakcje z tą figurą (wykonane dość nieprzekonująco — każde fellatio zapomnianej Teresy Orlowski było bardziej przekonujące), a także udawana orgia kleru z udziałem wiejskich dziewcząt jako ilustracja Wyspiańskiego, w moim odbiorze nie robią większego wrażenia. Po czterech dekadach obcowania z metalową estetyką, koncertami i festiwalami sceniczne „bluźnierstwa” wydają się raczej zabawne niż prowokujące. Z perspektywy widza doświadczonego w estetyce ekstremalnej Polska scena metalowa zdaje się mieć w tym względzie przewagę.

W spektaklu pojawia się wątek pedofilii wśród kleru, ale zostaje on jedynie wspomniany. Nie rozwija się go w żadnym znaczącym kierunku — ogranicza się do deklaracji, że każdy z aktorów był w dzieciństwie ofiarą wyuzdanego księdza. Trudno w to uwierzyć. Całość sprawia wrażenie mało wiarygodnej i pozbawionej emocjonalnej głębi — bardziej reżyserska fantazja niż prawdziwe doświadczenie. Szkoda, bo temat sam w sobie mógłby być mocnym, poruszającym punktem spektaklu.

W sumie „Klątwa” to potężny ładunek emocji. Pytanie tylko, czy kryje w sobie choć odrobinę aktorskiej prawdy, czy pozostaje przede wszystkim teatralną fikcją i próbą zbulwersowania maluczkich. Warto się o tym przekonać na własne oczy.

Teatr Powszechny w Warszawie

Kategorie:


Cytat Dnia

„Scenografia czasem jest w stylu szkolnych przedstawień (tekturowe elementy zjeżdżające z góry i mocno umowna zmiana plenerów), ale to dobrze, bo realizatorzy nie bali się klasycznego języku teatralnego”

Michał Derkacz o „Lubiewie”, reż. Jędrzej Piaskowski; Wroclawdlastudenta.pl, 26.01.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL