Wcale nie tacy słabi
O „Słabych” Magdaleny Drab w reż. Marcina Hycnara w Akademii Teatralnej w Warszawie pisze Malwina Kiepiel.
fot. Zuzanna Mazurek/TCN
O „Słabych” Magdaleny Drab w reż. Marcina Hycnara w Akademii Teatralnej w Warszawie pisze Malwina Kiepiel.
fot. Zuzanna Mazurek/TCN
„Słabi” to spektakl na podstawie wyróżnionego Gdyńską Nagrodą Dramaturgiczną dramatu Magdaleny Drab – tekstu, który został doceniony nie za efektowną fabułę, lecz za zręczny zapis doświadczenia życia w stanie permanentnego przeciążenia. Drab nie opisuje jednostkowej historii kryzysu. Interesuje ją raczej codzienność ludzi żyjących pośród oczekiwań, norm i ról, które coraz częściej okazują się niewykonalne.
Ten dramat dobrze czytać w kontekście tego, co Byung-Chul Han określił mianem „społeczeństwa zmęczenia”. W tym modelu nie mamy już do czynienia z opresją zakazów i przymusów, lecz z presją osiągnięć i samokontroli. Jednostka ma być świadoma, zaangażowana, spełniona – we wszystkich sferach życia. Wypalenie i bezradność nie są tu odstępstwem od normy, ale jej skutkiem.
Tekst Drab pokazuje ten mechanizm precyzyjnie. Bohaterowie „Słabych” nie są ofiarami spektakularnych traum. Mają rodziny, pracę, funkcjonują społecznie. A jednak coraz bardziej nie potrafią sprostać temu, co „powinni”. Anina – centralna postać – nie zostaje opisana jako osoba chora czy niewydolna. Jest kimś, kto nie umie już dopasować swojego doświadczenia do języka, jakim opisuje się macierzyństwo, związek, kobiecość i odpowiedzialność.
Wokół niej funkcjonuje chór postaci określanych jako Taka Jedna, Taka Tam, Inna Taka – przykłady społecznego rozsądku, terapeutycznych formuł i gotowych odpowiedzi. To one porządkują rzeczywistość, tłumaczą, co jest normalne, właściwe, zdrowe. Drab pokazuje, że ten język – pozornie racjonalny i pomocowy – bywa opresyjny, bo nie dopuszcza wątpliwości. Stąd obecna w dramacie groteska jako efekt nadmiaru racjonalizacji życia.
Adaptacja Marcina Hycnara pozostaje bardzo blisko tego sposobu myślenia o tekście. Reżyser rezygnuje z postdramatycznych chwytów. Proponuje teatr oparty na relacjach i na aktorach. Tym większe znaczenie ma tu praca młodego zespołu.
Anina w ujęciu Katarzyny Łubik zostaje wpisana w wyraźną sprzeczność. Z jednej strony jest postacią zagubioną, reagującą z opóźnieniem, jakby stale była o krok za światem, który ją otacza. Z drugiej – wyraźnie stara się zaznaczyć swoją obecność. Czerwone rajstopy, które stają się jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów jej kostiumu, działają tu ironicznie: agresywny kolor kontrastuje z nieumiejętnością zajęcia stabilnej pozycji w relacjach. Aktorka niczego nie wygładza, nie dopowiada. Jej Anina raz jest wycofana, innym razem zaskakująco zdecydowana, momentami niemal prowokacyjna. Mimo to Łubik nie przekracza granicy – nie przerysowuje postaci. Szczególnie dobrze widać to w scenie tańca z Inną Taką (Oliwia Hołozubiec): scenie jednocześnie komicznej i wzruszającej. Anina próbuje się w tym tańcu odnaleźć, jakby na chwilę testowała inną wersję siebie, ale bez pewności, czy to jeszcze zabawa, czy już rozpaczliwa próba załapania się na jakąkolwiek wspólnotę.
Aleksander Sajewski jako Jan – sprzedawca ze sklepu mięsnego – tworzy jedną z ciekawszych męskich postaci spektaklu. Jan jest pozbawiony ambicji, funkcjonuje w świecie drobnych rytuałów i powtarzalnych czynności. Sajewski gra go oszczędnymi środkami. Jego Jan jest kimś, kto nie poddaje się presji samodoskonalenia i właśnie dlatego potrafi być uważny. Jednak relacja Aniny i Jana działa raczej jako chwilowe zawieszenie wymagań, jakie narzuca świat.
Nela Maciejewska jako Taka Jedna to dziewczyna energiczna, zawsze gotowa do formułowania ocen. To figura normatywna – osoba, która „wie lepiej”. Jej bohaterka nie jest zła ani groteskowa sama w sobie. Jest skuteczna, a przez to niebezpieczna.
Maja Szkutnik jako Taka Tam – terapeutka, komentatorka – operuje językiem instrukcji i objaśnień. Wojskowym wręcz tonem tłumaczy zasady współczesności. To jedna z tych ról, w których widać, jak dramat Drab obnaża przemoc ukrytą w języku troski i racjonalności.
Hugo Tarres jako Taki Jeden buduje postać mężczyzny o zadeklarowanej sile i jasno sformułowanych poglądach. To taki „mocny człowiek” na słabe czasy, bez wątpliwości co do własnego miejsca w świecie. Tarres gra tę rolę zdecydowanie, momentami wręcz za bardzo. Jednak gdy pozwala sobie na większy luz, Taki Jeden przestaje być jednowymiarowy, a zaczyna funkcjonować jako realny element tej rzeczywistości – nie tylko jako kontrapunkt wobec Jana, ale też jako kolejny wariant niespełnienia.
Piotr Zapert jako mąż Aniny to z kolei postać oparta na jasno określonej wizji związku i ról mu przypisanych. To nie jest portret opresora, lecz kogoś, kto wierzy w stabilny model relacji, nawet jeśli ten model coraz mniej przystaje do rzeczywistości. Zapert prowadzi tę rolę konsekwentnie i wiarygodnie.
Siłą spektaklu Hycnara jest bardzo dobry dobór obsady i umiejętność pracy z aktorami. Reżyser pozwala im wejść w tekst Drab i go unieść. Dzięki temu „Słabi” stają się przedstawieniem, które uwiarygadnia sensy dramatu także tam, gdzie jego konstrukcja mogłaby budzić wątpliwości.
To teatr prosty w formie, ale gęsty w relacjach.
„Jak rozmawiać o spektaklach, których się nie oglądało? Uczmy się na książkach. Stary dobry sposób zwany laniem wody, w czym celują pijarówy, nigdy nie wyjdzie z użytku. Można też halucynować jak wczesny ChatGPT. Jeśliby układać nowy słownik komunałów à la Gustave Flaubert, na pierwszy, koronny przykład nadałoby się to zdanie: »Wdowik w swoim spektaklu nie daje jasnych odpowiedzi«”
Używamy plików cookie, aby poprawić jakość przeglądania, wyświetlać reklamy lub treści dostosowane do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz analizować ruch na stronie. Polityka Prywatności
Niezbędne pliki cookie przyczyniają się do użyteczności strony.
Umożliwiają stronie zapamiętanie informacji zmieniających wygląd.
Pomagają zrozumieć, jak użytkownicy zachowują się na stronie.
Stosowane w celu śledzenia użytkowników i wyświetlania reklam.