Slide
previous arrow
next arrow
Antonina - Teatr dla Wszystkich

Antonina

Na afiszu

Antonina

O “Antygonie” Sofoklesa / Jarosława BISZA Jaruszewicza w reż. Jakuba Roszkowskiego w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie pisze Agnieszka Loranc.

Opublikowano: 2026-01-18
fot. Joanna Siwiec

Ocena Recenzenta:

Tak właśnie – Antonina. Takim nowym, odświeżonym, współczesnym imieniem ochrzcił w jednym ze swoich tekstów sofoklesową, antyczną bohaterkę BISZ, czyli Jarosław Jaruszewski, autor piosenek do musicalu „Antygona”. Artysta przepisuje Sofoklesa od nowa, tłumacząc go na język rapu. To ogrom pracy włożony w adaptację klasyki do obecnie funkcjonujących nomenklatur i potocyzmów – tak, by sens tragedii pozostał nienaruszony, a jednocześnie został oświetlony z perspektywy problemów współczesnego świata i dzisiejszej Europy.

„Antygona” staje się tu krzykiem moralności, podanym w iście mainstreamowej formie hip-hopu. BISZ komponuje siarczysty tekst, a aktorzy – w mniejszym bądź większym stopniu – stylizują swoje kwestie. Nie zawsze konsekwentnie: Eurydyka Anny Tomaszewskiej wyraźnie wytrąca się z przyjętej konwencji, u innych rap miejscami przechodzi w recytację lub zgrabne wyśpiewanie. Z językowymi wyzwaniami znakomicie poradzili sobie Rafał Dziwisz jako Kreon, Wojciech Dolatowski w roli jego syna Hajmona, Daniel Malchar jako Posłaniec, Agnieszka Kościelniak w roli Ismeny, a przede wszystkim Julia Kazana – tytułowa Antygona.

Kazana jest jeszcze studentką III roku AST w Krakowie na Wydziale Wokalno-Aktorskim. To niezwykłe: zaliczyć sceniczny debiut na deskach Teatru Słowackiego i jednocześnie zawładnąć nimi w roli głównej. Nie będąc (jeszcze) częścią zespołu aktorskiego, wnosi na scenę świeżość wyraźnie odczuwalną – i to w jak najbardziej pozytywnym sensie. Brak tu maniery scenicznej „wyjadaczki”; zamiast niej pojawia się energia nagłego zapłonu, która natychmiast przyciąga uwagę i porządkuje napięcia na scenie. Od młodej aktorki bije rasowość, mocny, wyrazisty charakter, doskonale rezonujący z niełatwą rolą Antygony. Na uwagę zasługuje znakomite opanowanie gęstego, rapowego tekstu BISZA. Kazana mierzy się ze „ścianą słów” z dokładnością i spokojem – jej kwestie są wyraźne, rytmiczne i niosą znaczenie, nie gubiąc rozpiętości emocji władających jej bohaterką. Słychać solidne przygotowanie wokalne (Zuzanna Skolias-Pakuła), pracę nad oddechem oraz tempem.

W tej adaptacji reżyser Jakub Roszkowski odwraca porządek znany z oryginału: to nie Antygona, lecz Ismena jest starszą z sióstr. Staje się przez to opiekunką i wsparciem dla młodej, żądnej zrywu bohaterki. Agnieszka Kościelniak w roli Ismeny porusza wiele strun – zarówno dosłownych, głosowych, jak i tych najczulszych, emocjonalnych. W tekście BISZA jakby odzyskuje głos: rozpaczy, lęku, troski i niezrozumienia. Wszystko to Kościelniak wyraża precyzyjnie w mojej ulubionej, finałowej scenie, gdy śpiewa, siedząc w kałuży krwi nieopodal martwej Antygony.

Uwagę przykuwa także trio męskie: Wojciech Dolatowski, Rafał Dziwisz i Daniel Malchar. O ich aktorskim kunszcie w musicalowej stylistyce można było przekonać się już w głośnym „1989” w reżyserii Katarzyny Szyngiery, dlatego nowa muzyczna premiera nie budziła obaw o rozczarowanie. Dolatowski i Dziwisz w „Antygonie”, jako progresywny, zakochany w bohaterce syn oraz ojciec kurczowo trzymający się prezydenckiego stołka, poruszają się po zupełnie odmiennych trajektoriach emocjonalnych, które paradoksalnie mocno się ze sobą splatają. Te dychotomie wybrzmiewają nie tylko w warstwie tekstowej – szczególnie podczas ich gwałtownej wymiany racji – lecz także w kostiumach i charakteryzacji. Natomiast Daniel Malchar jako Posłaniec tworzy połączenie między dwoma światami – władzy i jednostkowego doświadczenia – a jednocześnie łączy intensywny, rytmiczny rap z nieco łagodniejszą, liryczną interpretacją.

„Antygona” w Teatrze Słowackiego to przede wszystkim widowisko wizualno-ruchowe. Scena skonstruowana na kształt prostokąta, z widownią ustawioną po obu stronach jego dłuższych boków, doskonale to umożliwia. Aktorzy nieustannie krążą, wiercą się, pełzają, odwracają, grając w pełnym zanurzeniu w przestrzeni. Maćko Prusak zadbał o to, by relatywnie niewielka scena nie świeciła pustką. Po pierwsze – dzięki choreografii: zbiorowe sceny, zwłaszcza z udziałem chóru doradców (Maciej Jackowski, Grzegorz Łukawski, Sławomir Rokita, Dominik Stroka, Tadeusz Zięba), nawet zepchnięte w kąt, stawały się spektaklem w spektaklu. Po drugie – dzięki światłom, które, przebijając się przez gąszcz dymu, wyostrzały sylwetki postaci, a barwy i stroboskopy nadawały scenie głębi. Po trzecie – dzięki kostiumom: szytym z różnych faktur, ze współczesnym twistem, trafnie oddającym charaktery bohaterów.

Brawurowe moro, białe, wycięte podkoszulki i wytatuowane twarze chóru są ekwiwalentem kipiących testosteronem zbirów-bojówkarzy; zwiewna spódnica Antygony zestawiona z szarą, niechlujną bluzą tworzy dychotomię niewinności i bezinteresowności; Eurydyka w żółtych rajstopach próbuje zachować frywolność mimo wieku; Kreon w skrojonych marynarkach i Hajmon w długiej spódnicy, z powiekami skąpanymi w neonach, wizualnie materializują konflikt ojca i syna; Ismena w stylizacji przypominającej kostium piratki świadczy o swojej stłumionej odwadze.

Scena uderza surowością i srebrzystym blaskiem. Rekwizytów jest niewiele – butelka leków w jednej z końcowych scen oraz spływająca korytami sztuczna krew. Aktorzy grają całą przestrzenią, także tą pozasceniczną: wychodzą na różne części widowni, a po balkonach przechadza się Dominika Kozłowska w roli wróżbity Tejrezjasza. Jej obecność jest szczególna – Tejrezjasz, tradycyjnie niewidomy, tym razem nie tylko zyskuje kobiece wcielenie, lecz także jest głuchy. Aktorka posługuje się PJM (Polskim Językiem Migowym), który tłumaczony jest na język foniczny przez sztuczną inteligencję. Staje się tym samym technologiczną wyrocznią – figurą naszych czasów.

To wyraźny komentarz do współczesnego zawierzania temu, co „mówi internet”: algorytmom, przekazom filtrowanym przez informacyjne bańki, automatycznym interpretacjom rzeczywistości. Przez Tejrezjasza-AI nasuwa się pytanie o granice zaufania do technologii, która nie jest wolna od błędu, skrótu ani ideologii. Czy w kwestiach moralnych powinniśmy polegać wyłącznie na cyfrowych autorytetach, czy raczej – jak sugeruje spektakl – ponownie zwrócić się ku sobie, własnemu sumieniu i odpowiedzialności za podejmowane decyzje?

Technologie stają się kolejnym polem eksplorowanym przez twórców – również w wymiarze technicznym. Nad sceną zawieszone są dwa ekrany, na których przez cały spektakl wyświetlane są wizualizacje autorstwa Natana Berkowicza: od pulsującego, kalejdoskopowego transu, przez wojenne pejzaże miast, zniszczone eskapady, obrazy dzieci i rodzin, aż po niepochlebne komentarze z internetowej transmisji relacjonującej wydarzenia w Tebach. Tworzy się pewien interfejs: wideo ściśle koreluje z tekstem i rytmami skomponowanymi przez Michała Szlempo. Muzyka czerpie z estetyki hip-hopu i elektroniki, wzmacniając emocjonalne kulminacje poszczególnych scen. W warstwie dźwiękowej zabrakło mi jednak pewnej ciągłości – poszczególne utwory funkcjonują raczej jako autonomiczne numery niż elementy jednej, dramaturgicznie narastającej całości, przez co napięcie czasowe nie zawsze układa się w spójną linię, a zapada w głuchą ciszę.

Osią spektaklu są w końcu wybrzmiewające, niemal dokumentalne doświadczenia wojny, jej długofalowych skutków oraz kryzysów dotykających jednostkę. To perspektywa ludzi – w tym przypadku młodych – uwikłanych w przemoc systemów, dla których bunt staje się nie wyborem, lecz koniecznością, jedyną możliwą formą sprzeciwu wobec świata narzucającego im cudze decyzje. Tymczasem decydenci i zwierzchnicy skupiają się na ratowaniu własnej pozycji, na mostach władzy płonących im pod stopami, nie dostrzegając realnych konsekwencji swoich działań dla tych, którzy zostają pod gruzami historii. Antygona – czy Antonina – wybrzmiewa tu jako głos pokolenia, które domaga się prawa do gniewu, odpowiedzi i sprawczości.

https://teatrwkrakowie.pl/spektakl/antygona

Kategorie:


Cytat Dnia

„Scenografia czasem jest w stylu szkolnych przedstawień (tekturowe elementy zjeżdżające z góry i mocno umowna zmiana plenerów), ale to dobrze, bo realizatorzy nie bali się klasycznego języku teatralnego”

Michał Derkacz o „Lubiewie”, reż. Jędrzej Piaskowski; Wroclawdlastudenta.pl, 26.01.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL