„Antygona” w Teatrze Słowackiego to przede wszystkim widowisko wizualno-ruchowe. Scena skonstruowana na kształt prostokąta, z widownią ustawioną po obu stronach jego dłuższych boków, doskonale to umożliwia. Aktorzy nieustannie krążą, wiercą się, pełzają, odwracają, grając w pełnym zanurzeniu w przestrzeni. Maćko Prusak zadbał o to, by relatywnie niewielka scena nie świeciła pustką. Po pierwsze – dzięki choreografii: zbiorowe sceny, zwłaszcza z udziałem chóru doradców (Maciej Jackowski, Grzegorz Łukawski, Sławomir Rokita, Dominik Stroka, Tadeusz Zięba), nawet zepchnięte w kąt, stawały się spektaklem w spektaklu. Po drugie – dzięki światłom, które, przebijając się przez gąszcz dymu, wyostrzały sylwetki postaci, a barwy i stroboskopy nadawały scenie głębi. Po trzecie – dzięki kostiumom: szytym z różnych faktur, ze współczesnym twistem, trafnie oddającym charaktery bohaterów.
Brawurowe moro, białe, wycięte podkoszulki i wytatuowane twarze chóru są ekwiwalentem kipiących testosteronem zbirów-bojówkarzy; zwiewna spódnica Antygony zestawiona z szarą, niechlujną bluzą tworzy dychotomię niewinności i bezinteresowności; Eurydyka w żółtych rajstopach próbuje zachować frywolność mimo wieku; Kreon w skrojonych marynarkach i Hajmon w długiej spódnicy, z powiekami skąpanymi w neonach, wizualnie materializują konflikt ojca i syna; Ismena w stylizacji przypominającej kostium piratki świadczy o swojej stłumionej odwadze.
Scena uderza surowością i srebrzystym blaskiem. Rekwizytów jest niewiele – butelka leków w jednej z końcowych scen oraz spływająca korytami sztuczna krew. Aktorzy grają całą przestrzenią, także tą pozasceniczną: wychodzą na różne części widowni, a po balkonach przechadza się Dominika Kozłowska w roli wróżbity Tejrezjasza. Jej obecność jest szczególna – Tejrezjasz, tradycyjnie niewidomy, tym razem nie tylko zyskuje kobiece wcielenie, lecz także jest głuchy. Aktorka posługuje się PJM (Polskim Językiem Migowym), który tłumaczony jest na język foniczny przez sztuczną inteligencję. Staje się tym samym technologiczną wyrocznią – figurą naszych czasów.
To wyraźny komentarz do współczesnego zawierzania temu, co „mówi internet”: algorytmom, przekazom filtrowanym przez informacyjne bańki, automatycznym interpretacjom rzeczywistości. Przez Tejrezjasza-AI nasuwa się pytanie o granice zaufania do technologii, która nie jest wolna od błędu, skrótu ani ideologii. Czy w kwestiach moralnych powinniśmy polegać wyłącznie na cyfrowych autorytetach, czy raczej – jak sugeruje spektakl – ponownie zwrócić się ku sobie, własnemu sumieniu i odpowiedzialności za podejmowane decyzje?
Technologie stają się kolejnym polem eksplorowanym przez twórców – również w wymiarze technicznym. Nad sceną zawieszone są dwa ekrany, na których przez cały spektakl wyświetlane są wizualizacje autorstwa Natana Berkowicza: od pulsującego, kalejdoskopowego transu, przez wojenne pejzaże miast, zniszczone eskapady, obrazy dzieci i rodzin, aż po niepochlebne komentarze z internetowej transmisji relacjonującej wydarzenia w Tebach. Tworzy się pewien interfejs: wideo ściśle koreluje z tekstem i rytmami skomponowanymi przez Michała Szlempo. Muzyka czerpie z estetyki hip-hopu i elektroniki, wzmacniając emocjonalne kulminacje poszczególnych scen. W warstwie dźwiękowej zabrakło mi jednak pewnej ciągłości – poszczególne utwory funkcjonują raczej jako autonomiczne numery niż elementy jednej, dramaturgicznie narastającej całości, przez co napięcie czasowe nie zawsze układa się w spójną linię, a zapada w głuchą ciszę.
Osią spektaklu są w końcu wybrzmiewające, niemal dokumentalne doświadczenia wojny, jej długofalowych skutków oraz kryzysów dotykających jednostkę. To perspektywa ludzi – w tym przypadku młodych – uwikłanych w przemoc systemów, dla których bunt staje się nie wyborem, lecz koniecznością, jedyną możliwą formą sprzeciwu wobec świata narzucającego im cudze decyzje. Tymczasem decydenci i zwierzchnicy skupiają się na ratowaniu własnej pozycji, na mostach władzy płonących im pod stopami, nie dostrzegając realnych konsekwencji swoich działań dla tych, którzy zostają pod gruzami historii. Antygona – czy Antonina – wybrzmiewa tu jako głos pokolenia, które domaga się prawa do gniewu, odpowiedzi i sprawczości.
https://teatrwkrakowie.pl/spektakl/antygona